Rzadko się spotyka takie przedmeczowe konferencje prasowe jak dzisiejsza Michała Probierza. Jutro w Helsinkach polscy piłkarze grają kluczowy mecz eliminacji do przyszłorocznych mistrzostw świata, ale dziennikarze nie pytają trenera o sposoby na powstrzymanie napastnika Joela Pohjanpalo, tylko próbują ustalić, ile właściwie telefonów wykonał poprzedniego wieczora do Roberta Lewandowskiego i jakie piosenki puszczano w autobusie wiozącym drużynę po majowym meczu z Maltą.
Pytanie, czy warto przed ważnym meczem wywoływać kryzys wizerunkowy największy chyba od czasów afery alkoholowej na Okęciu w 1980 r., pozwolę sobie jednak uchylić: także przed ważnym meczem z Francją na mundialu w Katarze dyskutowano tyleż o taktyce, co premii od premiera. Zdążyliśmy się przyzwyczaić.
Pech Roberta Lewandowskiego, determinacja Cristiana Ronaldo
Można oczywiście powiedzieć, że pechem Roberta Lewandowskiego jest to, iż w ostatnich latach nie miał w drużynie narodowej do czynienia z lepszymi trenerami (skądinąd w piłce klubowej był w tej kwestii szczęściarzem niebywałym, mogąc uczyć się od Jürgena Kloppa, Pepa Guardioli, Carla Ancelottiego czy Hansiego Flicka).
Można narzekać, że reprezentacyjne występy tak wybitnego piłkarza koordynuje zarząd PZPN kierowany przez Cezarego Kuleszę, skompromitowany np. mołdawskimi libacjami z udziałem ludzi z korupcyjną przeszłością. Można uznawać prawo 37-letniego napastnika do bycia zmęczonym ciężkim sezonem – jak wszyscy piłkarze ze światowego topu od lat jest eksploatowany ponad miarę. Można w końcu, po raz już nie wiadomo który, twierdzić, że sposób, w jaki „Lewy” się z opinią publiczną komunikuje, jest równie nieprofesjonalny, jak sposób komunikacji PZPN (ręka w górę, kogo przekonała opowieść o „niespodziance” dla Kamila Grosickiego?).
Ale można też przywołać kontekst, w którym akurat wczoraj inna zmęczona sezonem, a starsza od Lewandowskiego o trzy lata futbolowa ikona, Cristiano Ronaldo, mówi, że zagrałaby dla Portugalii nawet ze złamaną nogą. Można krytycznie oceniać fakt, że napastnik Barcelony nie przyjechał na zgrupowanie reprezentacji przed meczem dla losów eliminacji do MŚ najważniejszym. No i można przypomnieć sobie, jak Lewandowski w podobnym stylu odpuścił sobie spotkanie z Węgrami na koniec eliminacji do mundialu w Katarze, w schyłkowej fazie kadencji Paula Sousy.
Lewandowski kontra Probierz: fałszywa alternatywa
Wiele komentarzy wokół tej sprawy każe nam wybierać: Lewandowski czy Probierz, ale to chyba fałszywa alternatywa. Kiedy po jednej stronie mamy gwiazdę światowego futbolu, której gole wynosiły reprezentację Polski tak wysoko, jak się tylko dało, po drugiej zaś szkoleniowca, który od czasu dającego nadzieję występu na ubiegłorocznym Euro grzęźnie w taktyczno-personalno-medialnym chaosie, w zasadzie nie ma o czym dyskutować. Jeśli jednak przyjąć jedyną tak naprawdę słuszną w sportach zespołowych perspektywę, w której najważniejsza jest drużyna, sprawy się komplikują.
Drużyna to coś więcej niż prezes, selekcjoner, kapitan czy nieszczęsny „stoper dobra rada” Paweł Dawidowicz, który wypalił, że gdyby chciał wymigać się z udziału w zgrupowaniu reprezentacji, to na miejscu Lewandowskiego po prostu symulowałby kontuzję. W drużynie o noszeniu kapitańskiej opaski – czytaj: byciu liderem – nie rozstrzygają wyłącznie sponsorski interes i potęga wizerunku. Czasami nawet ewidentnie najlepszy piłkarz nie nadaje się na kapitana, zwłaszcza jeśli suma jego pretensji do pozostałych przestaje mieć wymiar mobilizujący, a zaczyna kojarzyć się z fochem. Niejeden kandydat na lidera przekonał się, że granica między mentorem a marudą bywa cienka.
Racje kapitana, racje drużyny
W świecie idealnym prezesem PZPN byłby człowiek kompetentny i z międzynarodowym sznytem, selekcjonerem reprezentacji zaś – fachowiec najwyższych lotów, który dla swoich podopiecznych może być autorytetem i partnerem do merytorycznej rozmowy o futbolu (w sumie pamiętam czasy, w których nie byliśmy daleko od tego ideału…). W świecie idealnym nawet bez kapitańskiej opaski ważny piłkarz reprezentacji poświęcałby swój interes klubowy i rezygnował z odpoczynku, by móc zagrać w koszulce z orzełkiem na piersi (pamiętam czasy, w których i od tego ideału nie byliśmy daleko – dlatego kibice reprezentacji tak kochali Jakuba Błaszczykowskiego). W świecie idealnym największe gwiazdy ograniczają swoje ego dla dobra zespołu, wiedząc zresztą, że będzie to z korzyścią także dla nich – w sumie bez podania Nuno Mendesa Ronaldo nie strzeliłby wczoraj gola Hiszpanii.
Co robić w świecie nieidealnym? „Rów w którym płynie mętna rzeka / nazywam Wisłą. Ciężko wyznać: / na taką miłość nas skazali / taką przebodli nas ojczyzną” – napisał kiedyś Herbert. Na dzisiejszej konferencji prasowej i Michał Probierz, i Piotr Zieliński uważali na każde słowo, ale z tego, co powiedzieli, wydaje się oczywiste, że to właśnie drużyna po wydarzeniach ostatnich dni (nagłym przylocie Lewandowskiego na pożegnanie Kamila Grosickiego – przylocie mającym ewidentnie ratować wizerunek krytykowanego napastnika Barcelony i siłą rzeczy przyćmiewającym samo pożegnanie) zechciała mieć innego kapitana. A jeśli tak było, to wypada powiedzieć tylko jedno: oby ją to zmotywowało przed meczem z Finlandią. Jakakolwiek jest, chciałoby się przestać babrać w tej mętnej rzece i móc jej kibicować na przyszłorocznych mistrzostwach świata – o ile oczywiście najpierw powstrzyma Joela Pohjanpalo.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















