W obronie zewnętrznych praktyk

Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie - powiedział Pan Jezus, wytykając faryzeuszom ich rytualizm i obłudę, wynoszenie ludzkich zwyczajów ponad słowo Boże. W dobie, gdy nośnymi hasłami stały się autentyczność i samorealizacja, to zdanie rodzi wiele nieporozumień.
Czyta się kilka minut

W rozmowach wielokrotnie słyszę o przewadze prawdziwej modlitwy nad odklepywaniem pacierzy, o przedkładaniu autentycznych postaw nad udawanie dobrego człowieka. Ludzie obawiają się, że jeśli muszą się do czegoś zmobilizować, pokonać wewnętrzny opór: własne lenistwo czy zniechęcenie, to takie działania są nieautentyczne, nie płyną z głębi serca, a oni stają się hipokrytami i obłudnikami, którzy grają sami przed sobą. Jeśli podzielasz takie wątpliwości, zadam Ci dwa pytania.

Wyobraź sobie człowieka, który wyjechał na wakacje w Tatry. Wychodzi rankiem przed schronisko, spogląda na oświetlone wschodzącym słońcem szczyty, wdycha rześkie powietrze, słucha szumu potoku. Ma przed sobą wspaniały dzień i cieszy się na zaplanowaną wycieczkę. Spontanicznie, w porywie serca zaczyna się modlić, wychwalając Boga, który stworzył tak cudowny świat i dał mu czas odpoczynku. Ten sam człowiek kilka miesięcy później wstaje o świcie po krótkiej nocy, za oknem jesienna szaruga, przed nim ciężki dzień, podczas którego będzie musiał się zmierzyć z kilkoma nieprzyjemnymi sprawami. Najchętniej uciekłby od rzeczywistości. Na nic nie ma ochoty. Z niechęcią przypomina sobie o Bogu, wydobywa z siebie suche słowa modlitwy, z poczuciem bezsensu próbuje dziękować za swoje życie i prosić o błogosławieństwo. Odpowiedz: która z opisanych wyżej modlitw była autentyczna, a która udawana? Która bardziej podobała się Bogu?

Teraz wyobraź sobie matkę wstającą w ciągu jednej nocy po raz kolejny do płaczącego dziecka. Nieprzytomna ze zmęczenia, bezradna wobec płaczu niemowlaka, głęboko wzdycha i rzuca ciężkim słowem, po czym delikatnie podnosi dziecko i chodzi po mieszkaniu, tuląc je do piersi tak długo, aż się uspokoi. Czy jej miłość do dziecka jest autentyczna, skoro zmusza się do oczywistych obowiązków macierzyńskich?

Obie opisane sytuacje pozwolą Ci uświadomić sobie, że prawdziwą i autentyczną postawą jest nie tylko ta, która płynie z emocjonalnego impulsu czy porywu serca. Czasem prawdziwe jest to, co wybierzesz, bo tak w trzeźwej refleksji rozeznałeś dobro. Istotne jest, byś stawał się człowiekiem wiary; abyś nie czynił autorytetem własnego przekonania czy satysfakcji, ale zawierzył, że drogowskazem jest słowo Boga objawiające mądrość prowadzącą do życia. Zatem "przyjmij w duchu łagodności zaszczepione w Tobie słowo, które ma moc zbawić duszę Twoją. Wprowadzaj zaś słowo w czyn, a nie bądź tylko słuchaczem oszukującym samego siebie". To nie powszechna opinia, praktyka panująca w Twoim środowisku, zwyczaje, którymi nasiąkałeś od dzieciństwa, ale dar słowa ma kształtować Twoje myśli, słowa i uczynki; sprawiać, że będziesz stawał się coraz bardziej sobą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2006