Niemcy się zbroją. Nareszcie!

Państwo niemieckie zadłuża się na ogromną skalę. Przyszły rząd w Berlinie chce, by setki miliardów euro poprawiły stan Bundeswehry i infrastruktury publicznej. To szansa też dla Polski.
z Niemiec
Czyta się kilka minut
Zakłady Rheinmetall w Unterluess, produkcja dział do czołgu Leopard 2A4. 06 czerwca 2023 r. // Fot. Philipp Schulze / DPA / PAP
Zakłady Rheinmetall w Unterluess, produkcja dział do czołgu Leopard 2A4. 06 czerwca 2023 r. // Fot. Philipp Schulze / DPA / PAP

Już kolejny tydzień trwają w Berlinie negocjacje między przyszłymi koalicjantami. Po jednej stronie stołu siedzą politycy chadecji (CDU/CSU), po drugiej socjaldemokraci (SPD). W sumie aż kilkuset posłów i posłanek, podzielonych na kilkanaście grup roboczych, dopina ostatnie szczegóły umowy koalicyjnej. Zwłaszcza chadecy chcą, by nowy rząd powstał jak najszybciej, tak aby najpóźniej do Wielkanocy ogłosić polityczną dobrą nowinę: Friedrich Merz kanclerzem Niemiec.

Można sądzić, że w planach Merza, przewodniczącego CDU, wprowadzenie się do Urzędu Kanclerskiego nie ogranicza się tylko do najbliższej czteroletniej kadencji. Każdy szanujący się polityk chadecki musi mierzyć dalej.

Zobowiązuje go do tego scheda pozostawiona przez dawnych partyjnych liderów. Konrad Adenauer był kanclerzem przez 14 lat, wyciągnął kraj z powojennego znoju, wprowadził do NATO, pojednał z Izraelem i zadbał o boom gospodarczy. Helmut Kohl rządził przez 16 lat, doprowadził do zjednoczenia Niemiec. Również 16 lat urzędowała Angela Merkel. W porównaniu z obecnym czasem chaosu, nie tylko w polityce światowej, wielu wspomina dziś jej rządy jako okres spokoju i dobrobytu.

Bundestag przyjął ogromny pakiet finansowania publicznego

Zanim objął urząd kanclerza, Friedrich Merz zadbał już o program, którego skutki Niemcy odczują przynajmniej przez kolejnych kilkanaście lat. Potrzebując do tego większości dwóch trzecich, chadecja porozumiała się bowiem – jeszcze w ramach starego składu Bundestagu – nie tylko z SPD, ale też z Zielonymi. Te trzy formacje przegłosowały 18 marca, na ostatnim posiedzeniu starego parlamentu, ogromny pakiet finansowania publicznego na najbliższe 12 lat.

Dzięki temu głosowaniu – obejmującemu także zmiany w konstytucji – przyszły rząd będzie mógł pozwolić sobie na znacznie większe zadłużenie. Z kredytów ma zostać stworzony fundusz inwestycyjny o sumie 500 mld euro. Z tego 100 mld euro ma trafić do 16 krajów związkowych (landów), 100 mld euro ma pójść na „zielone” projekty związane z klimatem. Pozostałe 300 mld ma stać się kołem zamachowym dla wielkiej modernizacji krajowej infrastruktury.

W ostatnich dekadach Niemcy bardzo ograniczyli inwestycje publiczne. Spektakularne zawalenie się mostu Karola w Dreźnie we wrześniu 2024 r. stało się obrazem symbolizującym stan kraju, który w czasach Merkel wyznawał fetysz bycia na plusie i niezaciągania żadnych długów.

Niemieckie inwestycje to szansa dla polskich firm

Pierwsza kadencja kanclerza Merza będzie więc czasem poluzowania polityki fiskalnej i masowych inwestycji. Potok zleceń publicznych ma ożywić niemiecką gospodarkę, która obecnie znajduje się już trzeci rok w recesji.

Branża budowlana zaciera ręce. Skorzystać mogą także spółki, za którymi stoi polski kapitał. Budimex Bau, niemiecka firma-córka polskiego potentata budowlanego, wcześniej narzekała na protekcjonizm i niesprawiedliwe traktowanie względem podmiotów niemieckich w publicznych przetargach. – Przegłosowany pakiet inwestycyjny może być rewolucją – mówi „Tygodnikowi” Agnieszka Prusinowska-Rendon. Członkini zarządu Budimex Bau liczy, że ze względu na dużą liczbę potencjalnych inwestycji o część zleceń będą mogły także powalczyć firmy z polskim rodowodem.

Zresztą sami Niemcy głośno mówią o skali potrzeb. Deutsche Bahn, publiczna kolej, w tym tygodniu organizuje w Warszawie spotkanie dla potencjalnych polskich partnerów. Sieć trakcyjna, dworce oraz infrastruktura cyfrowa – to wszystko ma zostać gruntownie zmodernizowane, także przy wsparciu polskich firm.

Niemcy chcą się zbroić na wypadek rosyjskiej agresji

Przegłosowane 18 marca zmiany konstytucji umożliwią przyszłemu rządowi także masowe inwestycje w sferze obronności – tak, aby poprawić sytuację niemieckiej armii. Na obronność ma być przeznaczonych 500 mld euro, a na dalsze wsparcie Ukrainy – kolejne miliardy.

Wygląda więc na to, że owa „epokowa zmiana” (niem. Zeitenwende), którą kanclerz Olaf Scholz zapowiadał w lutym 2022 r., na początku rosyjskiej inwazji, zmaterializuje się tak naprawdę teraz, w następnych latach. Niemcy chcą się zbroić na wypadek rosyjskiej agresji.

Carlo Masala, niemiecki ekspert ds. bezpieczeństwa z Uniwersytetu Bundeswehry w Monachium, uważa, że Europa potrzebuje kolejnych 10 lat, żeby była w stanie obronić się przed ewentualną napaścią. – Ale jak najwięcej musi zmienić się już w ciągu najbliższych czterech lat – mówi Masala „Tygodnikowi”.

– Dziś jesteśmy uzależnieni od zdolności amerykańskich. Mam na myśli strategiczne zdolności transportowe, możliwości tankowania w powietrzu, wszystko, co dotyczy dowodzenia, rozpoznania i nadzoru w oparciu o satelity, ale także dostępność pocisków manewrujących dalekiego zasięgu – Masala wylicza, gdzie państwa europejskie, w tym Niemcy, muszą rozpocząć potężne inwestycje.

Plany przyszłego rządu w Berlinie są zgodne z linią Komisji Europejskiej. Szefowa Komisji, Ursula von der Leyen, tak samo jak Merz należy do CDU. Także z jej inicjatywy Unia Europejska zamierza zmobilizować w sumie 800 mld euro na zbrojenie się państw wspólnoty.

Co się stanie, jeśli rząd Merza nie zrealizuje obietnic

Czy historyczna decyzja o zaciągnięciu tak wielkich kredytów na sfinansowanie równie wielkich zamierzeń umożliwi Merzowi gładki start w roli kanclerza?

Niekoniecznie. Podczas kolejnego etapu negocjacji chadecy i socjaldemokraci spierają się o przyszłą politykę migracyjną. Przed wyborami Merz obiecywał jej drastyczne zaostrzenie. Jednak SPD widzi to inaczej. Tymczasem brak działań w tym obszarze to pożywka dla Alternatywy dla Niemiec (AfD), która w nowym Bundestagu będzie największą partią opozycyjną.

Nowa koalicja wie, o jaką stawkę toczy się gra. Jeśli nie zrealizuje planów i obietnic, za cztery lata AfD będzie mogła występować jako faktycznie jedyna już alternatywa wobec wszystkich partii politycznego „mainstreamu”.

W tym momencie w Niemczech przeważa jednak wiara, że zapowiedziane inwestycje pozwolą nadać krajowi nowy impet.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Niemcy się zbroją