Uczelnia jest o 140 lat starsza od samych Stanów Zjednoczonych (założono ją w 1636 r., pierwotnie w celu kształcenia purytańskich pastorów). Wykształciła ośmiu spośród 47 amerykańskich prezydentów, a jej skarbiec, jak przypomina dziennik „New York Times”, zawiera więcej pieniędzy niż wynosi PKB stu krajów świata. Do tego od 22 lat nieprzerwanie znajduje się na szczycie tzw. rankingu szanghajskiego, czyli klasyfikacji najlepszych uczelni na świecie.
Teraz jednak Uniwersytet Harvarda znalazł się na kursie kolizyjnym z innym symbolem amerykańskiej siły – Białym Domem. Stawką, według uczelni, jest niezależność ośrodków akademickich od władzy wykonawczej. Oraz miliardy dolarów rządowych dotacji.
Trump kontra uczelnie: na czym polega ten konflikt?
Prezydent Trump, jego Partia Republikańska i Trumpowski ruch MAGA nie ukrywają nieufności – graniczącej z pogardą – wobec niezależnych uniwersytetów, które uważają za, jak mówią, ośrodki „radykalnie lewicowej ideologii”.
Teraz pretekstem do rozprawy z uczelniami są propalestyńskie protesty organizowane na kampusach wielu czołowych uczelni po tym, jak Izrael – odpowiadając na atak Hamasu z 7 października 2023 roku – uderzył na Strefę Gazy i prowadzi do dziś tę wojnę w taki sposób, że zdecydowana większość z ok. 50 tys. jej palestyńskich ofiar to cywile, w tym kilkanaście tysięcy dzieci.
Zdaniem Białego Domu rektorzy uniwersytetów, które dopuściły do propalestyńskich demonstracji, są winni antysemityzmu i dopuszczenia do propagowania terrorystycznych idei. „Pałką” na niepokornych jest groźba odebrania miliardów dolarów z federalnych grantów.
Spośród 60 uczelni wziętych na celownik przez Biały Dom, jak dotąd Uniwersytet Cornella stracił miliard, a Northwestern University 790 mln dolarów. Nowojorski Uniwersytet Columbia, któremu groziło odebranie grantów wartych 400 mln, ugiął się wobec części żądań i zgodził się m.in. na wyznaczenie nowego nadzorcy Wydziału Studiów Bliskowschodnich, Południowoazjatyckich i Afrykańskich. Uczelnia zezwoliła też na aresztowanie przez uniwersytecką policję osób uznanych za „agitatorów”.
Represje przybierają także inne formy: Massachusetts Institute of Technology potwierdził, że w ciągu ostatnich 10 dni dziewięciu doktorantów tej uczelni straciło amerykańskie wizy.
Harvard dostaje listę żądań i mówi: „nie”
11 kwietnia list z długą listą żądań Białego Domu trafił do rektora Harvardu. Prawnicy Białego Domu domagają się w nim m.in. zmian zasad rekrutacji (tak aby „nie przyjmować osób wrogich wobec wartości amerykańskich”), zlecenia audytu „różnorodności poglądów wśród studentów, kadry akademickiej i administracji” oraz zatrudnienia pracowników o „odmiennych poglądach” (w domyśle – przyjaznych obozowi Trumpa i MAGA). Uczelnia miałaby też wyeliminować wszelkie programy DEI (różnorodności, równości i inkluzywności) oraz poddać się stałemu monitorowaniu przez rząd federalny. Słowem – skapitulować.
Steven Pinker, psycholog z Harvardu, który jest przewodniczącym uniwersyteckiej Rady ds. Wolności Akademickiej, w rozmowie z „New York Timesem” nazwał żądania Białego Domu „orwellowskimi”. A żądania wprowadzenia tak rozumianej „różnorodności” – absurdem. „Czy ten rząd zmusi wydział ekonomii do zatrudnienia marksistów, departament psychologii do zatrudniania jungian (tj. zwolenników nurtu w psychologii stworzonego przez Carla Gustava Junga – red.), a szkołę medycyny do zatrudniania homeopatów czy rdzennych szamanów?” – pytał Pinker.
Rektor nie skapitulował. W liście otwartym Alan M. Graber stwierdził, że „ani Harvard, ani żadna inna prywatna uczelnia nie może pozwolić sobie na bycie przejętą przez rząd federalny”. W odpowiedzi Biały Dom zablokował granty dla uczelni warte w sumie 2,2 mld dolarów.
Kolejna salwa w amerykańskiej wojnie kulturowej
Łącznie Harvard otrzymuje od rządu federalnego 9 mld dolarów, z czego 7 mld jest przeznaczonych na funkcjonowanie jedenastu szpitali związanych z uczelnią. Dzięki pozostałym funduszom realizowane są programy poświęcone np. badaniu kosmosu, leczeniu cukrzycy, raka i choroby Alzheimera.
Mimo że fundacja finansująca działalność uczelni ma na koncie niebagatelną kwotę 53,2 mld dolarów, cięcia te będą dla Harvardu bardzo dotkliwe. Roczny budżet uczelni wynosi 6,4 mld dolarów, z czego 16 proc. pochodziło z federalnych grantów. Tymczasem uczelnia nie może wydawać rocznie więcej niż 5 proc. funduszy pozostających w dyspozycji jej fundacji.
A na tym nie koniec. W poście na platformie Truth Social Donald Trump zagroził odebraniem uczelni zwolnienia z podatków federalnych za, jak to ujął, „wciskanie politycznej, ideologicznej i inspirowanej przez terrorystów choroby”. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt zapowiedziała też, że prezydent oczekuje od uczelni oficjalnych przeprosin.
Uderzenie w uniwersytety to kolejna salwa w wojnie kulturowej prowadzonej przez Biały Dom, który już wcześniej atakował media i sądy. Trump ma tutaj niewiele do stracenia: zeszłoroczny sondaż Gallupa pokazał, że aż 32 proc. Amerykanów – w tym 50 proc. zwolenników Republikanów – nie ufa uniwersytetom. Uczelnie za to mają do stracenia niemal wszystko.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















