Ucichła okolica

Z pociągów najpierw wychodzą młodzi mężczyźni. Zawsze są pierwsi, przed rodzinami z dziećmi, które niosą cięższe tobołki i bagaże.
Czyta się kilka minut
Ostatni etap podróży uchodźcy i imigranci odbywają teraz w pociągach podstawianych przez trzy państwa b. Jugosławii. Każde z nich ich rejestruje. Chorwacki Slavonski Brod, listopad 2015 r. / Fot. François Struzik / SIMPLY HUMAN SLAVONSKI
Ostatni etap podróży uchodźcy i imigranci odbywają teraz w pociągach podstawianych przez trzy państwa b. Jugosławii. Każde z nich ich rejestruje. Chorwacki Slavonski Brod, listopad 2015 r. / Fot. François Struzik / SIMPLY HUMAN SLAVONSKI

Wybiegła na peron, głośno szlochając. Usiadła na pustej ławce. W ślad za nią podążył mężczyzna. Słoweński policjant chciał ich zatrzymać – zasady są jasne, z pociągów wychodzić nie wolno. Ale odpuścił.

Syryjska para spojrzała na siebie. Ona schowała głowę w kolana, płacz wybuchł jeszcze głośniej. On, bezradny, kucał przy niej jeszcze długo.

Później przyszli ludzie. Niemiecki żołnierz, który w ramach współpracy międzynarodowej miał dziś eskortować pociąg, wychylił głowę z wagonu. Dziewczyna w czerwonym polarze Czerwonego Krzyża usiadła na ławce obok kobiety. Mocno ją objęła. Jakby chciała zdusić szloch.

Na dworcu nie było wtedy tłumacza, Syryjczycy nie znali angielskiego. Dlatego nie dowiemy się, dlaczego w piątek, 20 listopada, przed trzecią po południu, na peronie w Dobovej płakała tamta kobieta z Syrii.

Czwartek

Dzień wcześniej inny pociąg, w innym kraju, dowiózł ją na starą bocznicę na przedmieściach jakiegoś przemysłowego miasta.

Tutaj, na chorwackich nizinach, pierwszy raz od wyjazdu z Syrii zobaczyła równy horyzont. Wcześniej były tylko góry: suche i kamienne w Turcji, w Macedonii poprzecinane skalnymi wąwozami, w Serbii porośnięte jesiennymi złotymi lasami. Teraz, chwilowo, równina. Dopiero pojutrze zobaczy stoki Alp.

Dla takich jak ona w Slavonskim Brodzie w północnej Chorwacji urządzono punkt tranzytowy, który jeszcze kilka dni temu „obsługiwał” nawet po 6 tys. osób dziennie.

Gdy zbliża się pociąg, który przywozi z Serbii uchodźców i imigrantów, w całym obozie szeleści lateks – to policjanci i wolontariusze zakładają jednorazowe rękawiczki.

Z wagonów wychodzą najpierw młodzi mężczyźni. Zawsze są pierwsi: do rejestracji, do lekarza, do odbioru jedzenia. Zawsze wyprzedzą rodziny z dziećmi, które niosą cięższe i liczniejsze bagaże, tłumoki i plecaki, torby z ubraniami, a nawet zabawki.

W kolejce chłopcy zaczną kombinować. Pytać o taksówki do stolicy (nie wiedzą, że za kilka godzin wsiądą z powrotem do pociągu). Zijad, Syryjczyk, zapowie, że nie pozwoli na zdjęcie odcisków palców. – Zobaczą wtedy, że byłem rejestrowany w Grecji, cofną do poprzedniej granicy – mówi (nie wie, że Chorwacja gromadzi dane o uchodźcach głównie na własne potrzeby). Podać należy: imię, nazwisko, imię ojca, datę i miejsce urodzenia, płeć, obywatelstwo.
Inny chłopak – przedstawi się jako Ahmed z Afganistanu – opowie, jak kilka tygodni temu irańscy żołnierze zastrzelili na granicy z Turcją kilku członków jego grupy.

Jasnowłosa kobieta, syryjska Kurdyjka z Kobane, z samego końca kolejki poprosi o wodę dla dziecka.

Gdy czekają na rejestrację, ich twarze oświetla wielki telebim. Ukazują się na nim – po angielsku, arabsku i w urdu – kolejne komunikaty. „Podczas pobytu w obozie będziecie pod naszą opieką – dziękujemy za współpracę”. „W każdej chwili możesz zażądać opieki medycznej”. „Jeśli w czasie podróży zgubiłeś swoją rodzinę, powiedz o tym policjantom jak najszybciej”. „Do rejestracji prosimy podchodzić pojedynczo i okazywać wszystkie posiadane dokumenty”. I jeszcze: „W każdym momencie możesz poprosić o azyl w Republice Chorwacji”.

– Dotąd chciało tego tylko kilka osób – mówi pracująca w obozie policjantka.

Środa

Jeszcze wcześniej, przed przyjazdem któregoś z poprzednich pociągów (każdym z nich do Slavonskiego Brodu dociera po tysiąc uchodźców i imigrantów; dziennie przyjeżdża po pięć-sześć składów), na spacer po obozie zabrał dziennikarzy szef chorwackiego MSW, który dwa miesiące temu założył tutaj polowe stanowisko dowodzenia.

– Prześwietlamy tych ludzi pod kątem określonych profili – tłumaczył minister Ranko Ostojić. – Jeśli z jakichś względów wydadzą się podejrzani, kierujemy ich do budynku obok obozu, gdzie przesłuchują ich oficerowie wywiadu.

I wyjaśniał: – Kiedy po rejestracji zbierze się kilkanaście osób, prowadzone są obok namiotu do modlitwy i stanowisk organizacji humanitarnych. Dalej jest kantyna, można wymienić pieniądze i kupić papierosy. Legalnie, nie od przemytników.

Następnie uchodźców i imigrantów prowadzi się na drugą stronę torów. Tam dostają jedzenie: jabłko, butelkę wody, puszkę tuńczyka, dwie kromki chleba i batonik energetyczny.

Do wielkich namiotów, w których będą czekać na dalszy transport, podłączono olbrzymie rury. – Doprowadzamy nimi ciepłe powietrze. Jeśli trzeba, możemy je także chłodzić – tłumaczą wolontariusze.

Minister przerywa oprowadzanie, gdyż do obozu dociera pociągiem nowa grupa. Tym razem, na ich powitanie, będzie program artystyczny: chorwaccy klowni z zespołu artystycznego Czerwone nosy zagrają dla dzieci piosenkę „La Bamba”.

Piątek

Fara nie ma jeszcze 40 lat. Wciąż się uśmiecha, uważnie dobiera słowa. Od lat mieszka i pracuje w Szwajcarii, jest lekarką. Dwa tygodnie temu przyjechała pomagać do Dobovej. Prosi, aby w tekście zmienić jej imię. Relacje między policją a wolontariuszami są tu delikatne. Jedno słowo za dużo – i będą kłopoty.

W białych namiotach (przywieziono je z Berlina, gdzie wcześniej służyły ekipie zdjęciowej amerykańskiego serialu „Homeland”), na łące pod stacją, obóz założyli niemieccy i węgierscy wolontariusze. Przygotowują tu posiłki dla uciekinierów. Na ścianach namiotu powiesili kolorowe karteczki: „Ty masz rację, policja ma władzę”, „Pamiętaj, policjant jest tu zawsze szefem”.

– Na tym etapie podróży uchodźcy są w bardzo złym stanie psychicznym – mówi Fara. – Są apatyczni, podczas badania z ich bezwładnymi ciałami można robić prawie wszystko. Brakuje im podstawowego wsparcia, na które wolontariusze nie zawsze mają czas. Nawet tych kilku słów wytłumaczenia: gdzie są, jak długo tu będą, co się potem z nimi stanie. Tyle by wystarczyło; zdjęłoby to z tych ludzi wiele strachu i niepewności.

Tutaj, w Dobovej, czują już chyba, że powoli dojeżdżają do celu: na zachód Europy.

Bałkany zostawili za sobą. Za każdą kolejną granicą jest coraz zimniej. Domy coraz schludniejsze. Ludzie z coraz większą niechęcią patrzący na śmieci. Na peronie piątym dworca, służącym wyłącznie uchodźcom, podkłady torów wylano asfaltem – żeby ułatwić sprzątanie.

Odchodzimy. Płaczącą kobietę z Syrii nakłoniono już do wejścia do pociągu. Za godzinę stary skład elektryczny produkcji polskiej, z nabazgranym sprayem napisem „GKS KATOWICE”, odjedzie w stronę Austrii. Ruszając, mocno szarpnie. Zakołyszą się, odchylone do tyłu, głowy śpiących na siedząco pasażerów.

Wagony aż pod sam dach są pokryte graffiti – ledwo widać, że to stare, żółto-niebieskie „osobówki” z Polski. Ostatnie lata spędziły pewnie gdzieś na bocznicach Śląska, zanim wysłano je tutaj, pod Alpy Julijskie. Pewnie na ostatnią misję.
Policjant z Dobovej: – Odkąd pojawili się tu ci ludzie, spadła liczba zgłoszeń przestępstw, ucichły lokalne sprawy. Tak, jakby cała okolica zaczęła to przeżywać.

MNIEJ UCHODŹCÓW

Przed miesiącem Serbia, Chorwacja i Słowenia uruchomiły wspólny system transportu uchodźców i imigrantów. Teraz są oni przewożeni pociągami z północnej Serbii – najpierw do Slavonskiego Brodu, potem do Dobovej, pierwszej stacji w Słowenii. Stąd jadą do Austrii. System zapobiega kryzysom na granicach i odbiera rynek przemytnikom ludzi. Liczba przybywających do Europy imigrantów i uchodźców spadła: w listopadzie Grecja rejestrowała ich średnio po 5100 dziennie, o ponad 1500 mniej niż w październiku.

Od 1 stycznia do 20 listopada ONZ odnotował 874 346 osób, które dotarły przez morze (zwykle przez greckie wyspy). Za zmarłych lub zaginionych uznaje się 3,5 tys. ludzi. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 49/2015