Chorwacki patent

Kraje bałkańskie przepuszczają dalej już tylko Syryjczyków, Irakijczyków i Afgańczyków. Innych uznają za migrantów ekonomicznych.
Czyta się kilka minut
Na stacji w Dobovej, Słowenia, 20 listopada 2015 r. / Fot. François Struzik / SIMPLY HUMAN
Na stacji w Dobovej, Słowenia, 20 listopada 2015 r. / Fot. François Struzik / SIMPLY HUMAN

Ranko Ostojić, wicepremier i szef MSW Chorwacji, od dwóch miesięcy ubiera się w sportowe swetry i wojskowe buty. Większość czasu, z przerwami na unijne szczyty, spędza na przedmieściach miasta Slavonski Brod, gdzie przy starej bocznicy jego służby urządziły obóz tranzytowy dla uchodźców i migrantów. Codziennie „obsługuje” on nawet 5 tys. ludzi.
W minionym tygodniu Ostojić osobiście prowadził po obozie reporterów. – To biuro Czerwonego Krzyża, skład żywności, pomoc medyczna… – wyliczał. Zatrzymał się przy białym vanie, ruchomym punkcie dowodzenia. – Gdyby brakło prądu, mogę stąd zarządzać obozem. To patent chorwacki – chwali się.


Slavonski Brod to przykład, że zarządzanie kryzysem nie znosi próżni. Niemoc Brukseli sprawiła, że kraje bałkańskie działają samodzielnie. Po tym, jak od imigrantów odgrodziły się Węgry, trzy kraje tranzytowe leżące na „trasie bałkańskiej” – Serbia, Chorwacja i Słowenia – uruchomiły pociągi dowożące ich do granicy austriackiej, z przystankami w Slavonskim Brodzie oraz słoweńskiej Dobovej. W miniony czwartek wespół z Macedonią ogłosiły też, że dalej na Zachód będą przepuszczać tylko obywateli Syrii, Iraku i Afganistanu. Pozostałych uznają za migrantów ekonomicznych. Krytykuje to Urząd Wysokiego Komisarza ds. Uchodźców ONZ: zdaniem Urzędu obywatelstwo nie może z góry decydować, że danej osobie odmawia się azylu.


Faktem jest, że uszczelnienie granic nie musi zmniejszyć liczby migrantów wędrujących przez region; w ostatnich trzech tygodniach Syryjczycy, Irakijczycy i Afgańczycy stanowili 87 proc. z nich.


Skąd więc taka decyzja? Każdy z rządów tłumaczy się efektem domina: że musiał tak postąpić, by uniknąć blokady obozów, gdy kolejne państwa zamykały granice. Oficjalnie nadzieję pokłada się tu wciąż w unijnym mechanizmie kwotowym. – Chorwacja wypełni swe zobowiązania: przyjmiemy 8 tys. uchodźców – deklaruje „Tygodnikowi” Ostojić, gdy stoimy obok namiotów, gdzie rejestruje się migrantów. Czy ich dane są przekazywane innym krajom Unii? – A czy inne kraje, np. Węgry, wysyłały je nam, gdy o to prosiliśmy? – odpowiada pytaniem. W Chorwacji i Słowenii niektórzy urzędnicy przyznają jednak, że częściowe zamknięcie granic pomoże zdjąć z nich ciężar odpowiedzialności za weryfikowanie tożsamości uciekinierów: większy, odkąd potwierdzono, iż dwóch zamachowców do Paryża dostało się przez Bałkany.


Czy więc wkrótce pociągi z migrantami uznanymi za ekonomicznych ruszą z powrotem? – Dotąd przewoziliśmy tych ludzi w pożądanym przez nich kierunku, tj. na Zachód – mówi „Tygodnikowi” słoweński oficer pracujący w obozie w Dobovej. – Nie wiemy, jak by zareagowali, gdybyśmy zaczęli ich cofać. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2015