Reklama

Twarz Southgate’a

Twarz Southgate’a

13.06.2021
Czyta się kilka minut
Na Wembley Anglicy wygrali nie tylko z Chorwatami. Wygrali też z samymi sobą.
Gareth Southgate na Wembley przed meczem z Chorwatami, 13 czerwca 2021 r. / Fot. JUSTIN TALLIS / AFP / EAST NEWS
W

Wiedzieliśmy przed turniejem, że w osobie Garetha Southgate’a Anglicy zyskali wzór nowoczesnego patrioty - takiego, który (jak sam napisał na portalu Players Tribune) wierzy w to, że szacunek do tradycji można pogodzić z wiarą w postęp i z potrzebą dokonywania nieustannego wglądu w siebie. Wiedzieliśmy, że selekcjoner potrafił stanąć za swoimi podopiecznymi w sprawie dzielącego kibicowską społeczność, a może i kraj cały, kryzysu wokół rozpoczynającego każdy mecz drużyny narodowej przyklęknięcia na kolano - symbolicznego aktu niezgody na rasizm, dyskryminację i nierówność. Wiedzieliśmy, że potrafił to zrobić również w warunkach meczowych - np. jesienią 2019 r., gdy Marcus Rashford, Tyrone Mings i Raheem Sterling byli znieważani przez bułgarskich rasistów, a on wiedział, co powiedzieć i zawodnikom w szatni, i na pomeczowej konferencji prasowej. Wiedzieliśmy, że reprezentanci Anglii korzystali z jego wsparcia podczas epizodów depresyjnych (mówił o tym były już kadrowicz, Danny Rose). Wiedzieliśmy, że jego opowieść o ojczyźnie jest opowieścią o dawaniu szans przybyszom, o przekraczaniu podziałów i niewznoszeniu po brexicie kolejnych murów. Wiedzieliśmy, że w przypadku chuligańskich burd, w jakie potrafią się czasem zaangażować ludzie jeżdżący za reprezentacją Anglii (wzdrygam się jednak przed nazwaniem ich kibicami…), umie zdecydowanie odciąć się od ich uczestników. Wiedzieliśmy, że nawet skandal z tworzeniem Superligi i oporem angielskich fanów przeciwko temu pomysłowi, potrafi przekształcić w narrację na temat Anglików, którzy myślą niezależnie i nie dadzą sobie wcisnąć byle kitu.

Wiedzieliśmy więc, że Southgate stał się w ciągu ostatnich miesięcy postacią wyrastającą zdecydowanie poza pełnioną przez siebie funkcję: że stał się jednym z liderów opinii, kimś, kogo się słucha i kogo bierze się pod uwagę w dyskusjach na temat bycia Anglikiem, bycia wychowawcą czy nawet bycia użytkownikiem portali społecznościowych („Zawsze w szatni, kiedy patrzyłem, jak sięgają po smartfony, miałem pokusę powiedzieć im: >>Chłopaki, czy jesteście pewni, że to naprawdę dobry pomysł?<<”…). W pierwszej minucie meczu z Chorwatami dowiedzieliśmy się także, że przynajmniej swoją kampanię wokół klękania selekcjoner Anglików wygrał: inaczej niż w trakcie ostatniego sparingu przed turniejem, rozegranego przeciwko Rumunii w Middlesbrough, buczenie nie było zbyt głośne i natychmiast zagłuszył je aplauz większości zgromadzonych na Wembley fanów.

Czego nie wiedzieliśmy natomiast, to tego, czy ów autorytet i wzór poza stadionem poradzi sobie także na nim. Czy zdoła powtórzyć ów zaskakujący i jednak w dużej mierze szczęśliwy rajd swojej reprezentacji z mundialu w Rosji, gdzie Anglicy dotarli aż do półfinału. Czy będzie potrafił z żywymi naprzód iść, czyli czy nie zamknie się w formule, która wówczas przyniosła mu sukces, czy nie będzie sztywno trzymał się sprawdzonych rozwiązań i piłkarzy, którzy wówczas go nie zawiedli, ignorując dorastające w trakcie kilkudziesięciu miesięcy, które upłynęły od mistrzostw świata, kolejne świetne roczniki (z Chorwacją zagrało pięciu zawodników, którzy na mundialu grali w meczu o 3 miejsce; to mniej niż połowa wyjściowej jedenastki, której średnia wieku już wówczas była dość niska).


Czytaj także: Najważniejsze jest życie - Michał Okoński o zasłabnięciu Christiana Eriksena podczas meczu Dania-Finlandia


Oczywiście po pierwszym meczu wciąż nie wiemy, jak potoczy się dalsza historia udziału Anglików w mistrzostwach Europy. Spotkanie z Chorwatami zaczęli znakomicie, grali pomysłowo i szybko, po strzale Phila Fodena piłka trafiła w słupek, później jednak rywale opanowali sytuację i zanim po pięknej akcji Walker-Philips-Sterling ten ostatni strzelił gola, wydawało się, że to gospodarze za chwilę znajdą się w opałach. A jednak nic z tych rzeczy: po raz pierwszy w dziejach swoich występów na mistrzostwach Europy Anglia zaczyna od zwycięstwa, i to nad najmocniejszym rywalem w swojej grupie, co więcej: może o tym zwycięstwie opowiadać w kategoriach turniejowej pragmatyki, gdzie oszczędnie dawkuje się energię, mądrze zarządza zmianami i nie stawia wszystkiego na jedną kartę. Awans do fazy pucharowej wydaje się w tej sytuacji formalnością, można myśleć o rotacji poszczególnych piłkarzy i wpuszczeniu na kolejne spotkania tych, którzy z Chorwatami zaczynali z ławki, albo - jak Jack Grealish - w ogóle z niej nie zeszli.

Znamy to z polskich warunków: żyjemy w kraju kilkunastu milionów selekcjonerów, z których każdy ma zdanie na temat tego, kto powinien partnerować w ataku Lewandowskiemu po kontuzjach Milika i Piątka. W Anglii jest dokładnie tak samo: niejeden kibic po lekturze składu na mecz z Chorwatami kręcił nosem, zwłaszcza patrząc na ustawionego po lewej stronie obrony grającego od zawsze na prawej Kierana Trippiera, ale dziwiąc się także, dlaczego w środku pola biega aż dwóch zawodników ubezpieczających defensywę. Tymczasem jeden z tej dwójki, Kalvin Philips był zwyczajnie najlepszy na boisku: oprócz siedmiu odbiorów piłki, miał aż 94 procent skutecznych podań, z których jedno okazało się asystą, a co najmniej kilka nie było bynajmniej bezpiecznymi zagraniami do najbliższego, tylko odważnymi przerzutami, zmieniającymi dynamikę całej akcji. O golu kolejnego krytykowanego, ba: padającego ofiarą rasistowskich ataków Raheema Sterlinga, mówić już nie wypada - dość powiedzieć, że łatwiejszej okazji do strzelenia bramki nie wykorzystał kapitan tej drużyny Harry Kane.

W Anglii znów coraz głośniej słychać frazę „Football's coming home”, będącą symbolem nadziei, że synom Albionu uda się w końcu wygrać jakiś wielki piłkarski turniej. W piosence „Three Lions”, z której pochodzi, głosy jej autorów, Davida Baddiela i Franka Skinnera, mieszają się ze stanowiącymi integralną część utworu fragmentami słynnych komentarzy, towarzyszących dawnym meczom. „The crosses of St George are flying all around me / Gareth Southgate, the whole of England is with you / Oh, it's saved”, wołał sprawozdawca BBC Jonathan Pearce podczas serii rzutów karnych, decydujących o odpadnięciu Anglików w półfinale mundialu 1996 r. z Niemcami. Przywołując ten utwór nie chcę się jednak ani naśmiewać z komików, którzy pisząc go trzy dekady temu nie zakładali chyba, że przez tak długi czas opisywać będzie dzieje angielskich niespełnień, ani twierdzić, że i tym razem wszystko zakończy się na jakichś karnych w jakimś półfinale. Zwraca moją uwagę fraza, że cała Anglia jest z Garethem Southgate’em. Jak to napisał kiedyś w „Tygodniku” Marek Bieńczyk, w osobie Leo Beenhakkera Polacy otrzymali nie tylko nowego trenera, otrzymali także Twarz. Otóż Anglicy otrzymali Twarz Garetha Southgate’a. I jest im z nią… do twarzy.

 


Eurodostęp 2021 - oferta specjalna
https://www.tygodnikpowszechny.pl/sklep
Eurodostęp 2021 - oferta specjalna

Kup roczny dostęp do strony TygodnikPowszechny.pl i odbierz w prezencie książkę Michała Okońskiego "Światło bramki". Nie czekaj, oferta ograniczona! Sprawdź →

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]