Władze chcą ukrócić exodus poddanych
Trzy lata temu władze Turkmenistanu uprosiły starszą siostrę, Turcję, by nie wpuszczała do siebie turkmeńskich obywateli bez wiz wjazdowych. Turcja, dziedziczka imperium Osmanów i samozwańcza opiekunka wszystkich ludów turkijskich od Kaukazu po Syberię i Chiny, chce, by Bałkarzy, Karaczajowie i Kumycy, Tatarzy i Baszkirzy, Azerowie i Turkmeni, Uzbecy, Kirgizi, Kazachowie i Ujgurzy czuli się na tureckiej ziemi jak w domu i przyjeżdżali tu, gdy tylko najdzie ich taka ochota, i żeby w Ankarze i Stambule szukali porady i najlepszych wzorów.
Z zachęty korzystają zwłaszcza mieszkańcy środkowoazjatyckich satrapii, wyrosłych z upadłego w 1991 roku Związku Sowieckiego, komunistycznego wcielenia rosyjskiego imperium. Niepodległość i wolność dla Uzbeków, Kazachów, a zwłaszcza Turkmenów okazała się jedynie nową tyranią, tyle że rodzimą. O ile przywódcy Kazachstanu uchodzą za władców absolutnych, ale oświeconych, to Uzbekistan i Turkmenistan wyrodziły się w państwa policyjne i satrapie, za jakich kolebkę od zawsze uchodziła Azja Środkowa.
Nie mogąc uświadczyć u siebie wolności, Uzbecy i Turkmenii, ale także Ujgurzy z chińskiego Turkiestanu, Azerowie czy Tatarzy znad Wołgi szukali jej w Turcji. Poza wolnością szukali też u starszej siostry zarobku. W ten sposób w Stambule i Izmirze rozsiadła się najliczniejsza diaspora turkmeńska (według rozmaitych szacunków może liczyć nawet pół miliona, co oznaczałoby, że w do Turcji wyjechała dziesiąta część 5-milionowej ludności Turkmenistanu), a wśród niej schronienie i popleczników znaleźli zbiegli z Aszchabadu dysydenci.
Żeby ukrócić exodus poddanych, satrapowie z Aszchabadu przekonali rząd Turcji do przywrócenia dla Turkmenów obowiązku wizowego. Utrudniło to Turkmenom podróże do Stambułu, ale chętnych do wyprawy do Turcji wciąż nie brakowało. Aszchabad postanowił więc spróbować innego sposobu i od kilku lat turkmeńskie konsulaty w Turcji odmawiają przedłużania i wystawiania turkmeńskich paszportów na obczyźnie. Zgodnie z zaleceniem ze stolicy, urzędnicy odpowiadają petentom, że nowe paszporty mogą otrzymać, a stare przedłużyć jedynie w miejscu zameldowania, w kraju, a więc żeby przedłużyć pobyt za granicą, muszą wrócić wpierw do domu.
Ci, którzy się na to decydują, skarżą się potem, że odmówiono im wystawienia nowego paszportu i nie mogli już wrócić do Turcji. Bez ważnego paszportu życie turkmeńskich wychodźców w Turcji staje się jednak niezwykle trudne. Nie mogą ubiegać się o przedłużenie zgody na pobyt, nie mogą wynajmować, ani kupować mieszkań, korzystać ze świadczeń medycznych, nie mogą zapisywać dzieci do szkół ani otwierać bankowych kont.
Egzamin z rosyjskiego na lotnisku
Z Turkmenistanu od dawna nie wypuszcza się mężczyzn, którzy nie odbyli obowiązkowej służby wojskowej, a także kobiet poniżej 35 roku życia. Od niedawna turkmeńskie władze nakazały, by podróżni wyjeżdżający z kraju przed przekroczeniem granicy przedstawili dokumenty, poświadczające, że nie są zadłużeni w żadnym banku. W przeciwnym razie straż graniczna ma prawo zatrzymać ich paszporty. Latem 2003 roku władze wprowadziły dodatkowo przepis, że osoba wybierająca się za granicę musi przedstawić poświadczenie wystawione przez krewnego zatrudnionego na rządowej posadzie, że kuzyn-podróżnik nie ma długów i że wróci do kraju.
Przepisy utrudniły życie Turkmenom wyjeżdżającym do Turcji, ale także do Rosji za chlebem. Turkmenistan, przebogaty w gaz ziemny, należy do najuboższych krajów świata, a podstawą utrzymania rodzin są pieniądze przysyłane do domów przez krewnych, którzy znaleźli zarobek zagranicą. Ale żeby wyjechać za chlebem w świat, biorą pożyczki po kilka tysięcy dolarów na bilety lotnicze i pierwsze tygodnie pobytu na obczyźnie.
Tych, którzy pokonują przeszkody i przyjeżdżają na aszchabadzkie lotnisko ze wszystkimi wymaganymi dokumentami, urzędnicy poddają ostatniej – póki co – próbie i przed odprawą paszportową na granicy urządzają im egzamin ze znajomości języka obcego, zwykle rosyjskiego dla sezonowych robotników, wyjeżdżających do Rosji. Można go obejść, jeśli przedstawi się na granicy świadectwo ukończenia kursu nauki języka rosyjskiego (w Aszchabadzie możne je ponoć kupić za 75 dolarów po czarnorynkowym kursie), ale jeśli się go nie ma, podróżny musi po rosyjsku odpowiadać na pytania urzędnika. Jeśli wyjeżdżający ich nie zrozumie albo odpowie błędnie, urzędnik odbiera mu paszport i nie wypuszcza z kraju.
Trudno wyjechać także na handel
Podróże za chlebem do Turcji i Rosji utrudnia się, by powstrzymać exodus Turkmenów z ich ojczyzny. Ale przywódcy z Aszchabadu, kierując się zwykłym wstydem, mnożą przeszkody także tym rodakom, którzy zarobku szukają tuż za miedzą, w Uzbekistanie. Turkmeni, zwłaszcza z położonych przy uzbeckiej miedzy wilajetów daszoguskiego (graniczy z uzbecką Chiwą) i lebabskiego (graniczy z uzbecką Bucharą), najbardziej zacofanych i najbiedniejszych, wykupują wycieczki turystyczne do Uzbekistanu, by kupować tam towary, które z zyskiem sprzedają potem na bazarach w klepiącym biedę Turkmenistanie (w latach 80. podobne turystyczne wyprawy stały się początkiem wolnego rynku w Polsce u schyłku komunizmu).
Jesienią zeszłego roku turkmeńskie władze zarządziły, że do turystycznej wyprawy do Chiwy, Buchary czy Samarkandy podróżnym konieczne jest nie tylko zaświadczenie o meldunku w Turkmenistanie, ale także świadectwo ślubu.

Dziennikarka uziemiona w kraju
Wybierając się w zagraniczną podróż, pani Gorban Soltan Aczilowa zgromadziła wszystkie konieczne dokumenty, a mimo to z Turkmenistanu wyjechać nie może.
Pani Sołtan, licząca już sobie 75 wiosen, od lat dumnie mówi o sobie, że jest jedyną w całym kraju niezależną dziennikarką i jako jedyna ośmiela się krytykować poczynania władz. Za granicą wychwalają ją za dziennikarskie męstwo i niezłomność.
Dziennikarstwem zajęła się późno, tuż przed 60. urodzinami, gdy wyrzucono ją z rodzinnego domu, który władze postanowiły zburzyć pod budowę nowego. Nie przyznano jej żadnego odszkodowania, a wszystkie urzędy odsyłały ją z kwitkiem. Dziennikarski fach wydał się jej najlepszym sposobem zemsty. Podjęła współpracę z rozgłośnią „Wolna Europa-Radio Swoboda”, a ostatnio pracuje dla wydawanej w Wiedniu przez turkmeńskich dysydentów internetowej gazety „Kronika Turkmenistanu”.
W Turkmenistanie rządzący starają się jak mogą uprzykrzyć jej życie i zniechęcić do dziennikarstwa. Nie raz grożono jej i straszono. Grożono i straszono także jej krewnym. W 2018 roku została aresztowana pod zarzutem fotografowania obiektów o znaczeniu strategicznym. Niedługo potem nieznani napastnicy pobili ją na przystanku autobusowym w Aszchabadzie. Wszystko na nic. „Póki żyję, nie dam sobie zamknąć ust” – powtarzała Aczilowa, a turkmeńskie władze uznały, że póki nie zmieni zdania, nie wypuszczą jej z kraju.
W 2019 roku nie pozwolono jej na podróż do Tbilisi na międzynarodową konferencję o prawach człowieka i wolności słowa. W listopadzie 2021 roku nie pozwolono jej jechać do Szwajcarii na uroczystość wręczenia nagrody im. Martina Ennalsa za zasługi w walce o prawa człowieka. Zaproszono ją jako jedną z trzech finalistek. Na aszchabadzkim lotnisku zakomunikowano jej, że nie zostanie wypuszczona, bo wracając do domu może przywlec koronawirusa, którego pandemia unieruchomiła cały świat, a który – jak zapewniały miejscowe władze – do Turkmenistanu nie dotarł.
Jesienią 2023 roku Aczilowa znów wybierała się do Genewy na międzynarodową konferencję o prawach człowieka, ale na lotnisku w Aszchabadzie urzędnicy najpierw poddali ją i towarzyszącą jej córkę rewizji osobistej, a potem orzekli, że ma zbyt zniszczony paszport, by podróżować zagranicę. Według Aczilowej, że urzędnicy sami zniszczyli jej paszport, zalewając go wodą.
W listopadzie zeszłego roku Aczilowa znów zamierzała lecieć do Genewy, ale w dniu wylotu, o świcie, pojawili się w jej mieszkaniu mężczyźni w lekarskich fartuchach i chirurgicznych maskach, Oznajmili, że istnieje podejrzenie, iż zapadła na ciężką chorobę zakaźną i pilnie musi zostać przewieziona do szpitala na obserwację. Do szpitala zabrano przymusowo także córkę i zięcia dziennikarki, a w mieszkaniu przeprowadzono dezynfekcję. Wypuszczono ich ze szpitala po pięciu dniach, nie przedstawiając ani diagnozy, ani wyników badań medycznych.
Nie ma to jak w domu
Jesienią turkmeńskie władze nie wypuściły z kraju nawet reprezentacyjnej drużyny piłkarskiej, która wybierała się na Maltę zagrać z tamtejszą reprezentacją. Rząd z Aszchabadu obawiał się, że wysoka porażka – a turkmeńscy piłkarze uchodzą za słabeuszy (na 211 krajów sklasyfikowanych w rankingach światowej piłkarskiej federacji FIFA, Turkmenistan spadł w zeszłym roku na 144 miejsce) – zaszkodziłaby jego wizerunkowi zarówno w świecie, jak w domu, wśród poddanych. Jeszcze gorszym uszczerbkiem na honorze władz byłoby zaś gdyby któryś z piłkarzy, korzystając z zagranicznego wyjazdu, postanowił nie wracać do Turkmenistanu.
W listopadzie władze nie pozwoliły też piłkarzom na wyjazd na 10-dniowy obóz treningowy do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie futboliści mieli przygotowywać się do marcowych meczów trzeciej rundy eliminacji Pucharu Azji, którego finałowy turniej odbędzie się w 2027 w Arabii Saudyjskiej. Turkmeni trafili do grupy z Tajlandią, Tajwanem i Sri Lanką, z której do finałowego turnieju awansuje tylko zwycięzca.
Zgody na zagraniczny wyjazd nie otrzymał też bramkarz turkmeńskiej reprezentacji, 27-letni Rachat Dżaparow. Na początku 2023 roku, po udanych występach w drużynie reprezentacyjnej, a także w ligach w Tadżykistanie i Kirgizji, propozycję kontraktów złożyły mu kluby z Białorusi, Armenii, Gruzji, a nawet z Australii. Bramkarz wybrał Gruzję, ale gdy jechał do Tbilisi, żeby zacząć treningi w nowej drużynie, podczas odprawy paszportowej na lotnisku w Aszchabadzie usłyszał, że nie ma prawa wyjeżdżać z kraju.
Rad, nie rad został w Turkmenistanie, został zawodnikiem stołecznej drużyny „Ahal”, ale już wiosną zeszłego roku zmienił klubowe barwy i przeszedł do drużyny „Arkadag”, oczka w głowie turkmeńskiego satrapy, która jako jedyna w kraju bez najmniejszych przeszkód rozjeżdża się po świecie i gra w międzynarodowych turniejach.
„Opiekun” i jego piłkarze
„Arkadag” znaczy po turkmeńsku „opiekun”. Taki przydomek nosił drugi prezydent Turkmenistanu Gurbanguli Berdymuhammedow. Nastał w 2006 roku, po śmierci pierwszego prezydenta, byłego komunistycznego władyki Saparmurada Nijazowa, który po rozpadzie Związku Sowieckiego i powstaniu niepodległego Turkmenistanu ogłosił się „Turkmenbaszą”, Wodzem Turkmenów i dożywotnim władcą. Zanim zastąpił go na aszchabadzkim tronie, Berdymuhammedow był nadwornym dentystą „Turkmenbaszy”, a naśladując go, jako prezydent, wybrał sobie przydomek „Arkadaga”, Opiekuna.
Jego imieniem nazwano nowiuśkie miasto wybudowane pod Aszchabadem, a także tamtejszą, utworzoną w 2023 roku, drużynę piłkarską. Ponieważ nie wypadało, by drużyna nosząca imię „Opiekuna” przegrywała mecze, ściągnięto do niej wszystkich bez wyjątku najlepszych piłkarzy turkmeńskich i w nowych rozgrywkach ligowych „Arkadag” wygrywał po kolei wszystkie mecze, każdemu z przeciwników strzelając po 4-5 bramek.
Wiosną 2022 roku „Opiekun” niespodziewanie złożył urząd prezydenta, a na swojego następcę namaścił syna-jedynaka, Serdara. Trzeci turkmeński prezydent nie musiał przybierać żadnego przydomka, bo jego imię znaczy tyle co Dowódca. Jego ojciec nie przeszedł tak całkiem na polityczną emeryturę – zachował przywódcze pół etatu jako szef Rady Ludowej, wielkiej rady turkmeńskich plemion, która pod jego przewodnictwem z folklorystycznej atrakcji przepoczwarzyła się w najważniejszy organ władzy państwowej. W ten sposób „Opiekun” pilnuje spokojnej sukcesji, podpowiada synowi, naprawia jego błędy.
Drużyna nazwana imieniem „Opiekuna” już w pierwszym roku istnienia zdobyła mistrzostwo Turkmenistanu, wygrywając wszystkie mecze. W zeszłym roku znów wygrała, zwyciężając we wszystkich meczach. Nie mając konkurencji w kraju, drużyna „Arkadaga” i jej patron zamarzyli o sukcesach międzynarodowych.
Jako mistrz kraju, „Arkadag” powinien grać w azjatyckiej Lidze Mistrzów, ale chcąc uniknąć nieuchronnych pogromów i w trosce o wizerunek panującej rodziny, Berdymuhammedowie załatwili, by ich „Arkadag”, choć mistrz, zaczął międzynarodowe rozgrywki od trzeciego, najsłabszego ich poziomu: azjatyckiej Ligi Konferencji. Turkmeńskim przywódcom zależało też na podtrzymaniu pasma zwycięstw ich piłkarzy, które dawało im nadzieję, że zostaną zapisani do światowej Księgi Rekordów Guinnessa.
Ale jesienią „Arkadag” w azjatyckiej Lidze Konferencji po raz pierwszy przegrał. W Kuwejcie 3-2 pokonała Turkmenów tamtejsza drużyna Al-Arabi. Zanim doznał porażki, „Arkadag” odniósł 61 zwycięstw pod rząd, co wciąż ponoć daje mu nadzieje na notatkę w Księdze Guinnessa. Jako jedyna ze środkowoazjatyckich drużyn awansował też do dalszych eliminacji (w azjatyckich rozgrywkach klubowych dominują drużyny z półwyspu Arabskiego) i w marcu, choć wciąż w najmniej elitarnych rozgrywkach, zmierzy się z indyjską drużyną Wschodni Bengal z Kalkuty.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















