Reklama

Byleśmy zdrowi byli

Byleśmy zdrowi byli

w cyklu Strona świata
14.07.2020
Czyta się kilka minut
Dyplomata z ambasady tureckiej w Turkmenii umarł na chorobę, która oficjalnie w tym kraju nie istnieje. Nie wytropią jej także rewizorzy ze Światowej Organizacji Zdrowia, którzy specjalnie w tym celu przyjechali z Genewy.
Na ulicy Aszchabadu, 13 lipca 2020 r. Władze, które utrzymują, że w kraju nie ma koronawirusa, zaleciły noszenie maseczek z powodu "pyłu". / Fot. STR / AFP / East News
K

Kemal Uckun, zajmujący się w tureckiej ambasadzie sprawami religijnymi, trafił do jednego z aszchabadzkich szpitali już pod koniec czerwca. Uskarżał się na ból w piersiach, kłopoty z oddychaniem, ostry kaszel, wysoką gorączkę. Gdzie indziej w świecie podobne dolegliwości uznawane są za typowe dla chorób wywoływanych przez COVID-19, który w skali planety spowodował śmierć już prawie 600 tys. ludzi. Władze z Aszchabadu twierdzą jednak, że ustrzegły swoich obywateli przed zabójczym wirusem, który na turkmeńskie pustynie się nie przedostał. Poza turkmeńską satrapią, krajami, które – przynajmniej według zapewnień ich władz – uchowały się przed epidemią, są jeszcze Północna Korea (jedyna, która mogłaby konkurować z Turkmenią w dziedzinie tyranii i kultu przywódcy) oraz tuzin wyspiarskich republik z położonej na końcu świata Oceanii.

Skoro więc wirusowa epidemia w Turkmenii nie występuje, lekarze z aszchabadzkiego szpitala orzekli, że turecki dyplomata, który przed tygodniem umarł, cierpiał na zwyczajne zapalenie płuc. A w tym samym czasie z wielotygodniowym opóźnieniem przybyła do Turkmenii specjalna delegacja ze Światowej Organizacji Zdrowia, żeby na własne oczy przekonać się, jakim cudem turkmeńskim władzom udało się strzec ich kraj i obywateli przed zarazą.

Na kłopoty izolacja

Rewizorzy z Genewy wybierali się do Turkmenii od dawna. Liczyli, że uda się to im już w kwietniu, gdy wyruszali w podróż do pobliskiego Tadżykistanu, którego władze też długo zapewniały, że nie wpuściły do kraju wirusa. Spece od epidemii z WHO chcieli za jednym zamachem wyjaśnić tajemnicę dwóch cudów, bo zakrawało i zakrawa na cud, że wirus, który boleśnie dotknął wszystkich sąsiadów – Iran (ponad ćwierć miliona chorych, ponad 13 tys. zmarłych), Afganistan (35 tys. chorych, ponad tysiąc zmarłych), Uzbekistan (ponad 13,5 tys. chorych, ponad 60 zmarłych), Kazachstan (60 tys. chorych, pół tysiąca zmarłych) i Kirgizję (ponad 11 tys. chorych, ok. 150 zmarłych) – tak łaskawie obszedł się z Tadżykami i Turkmenami.

Tuż przed przyjazdem genewskich rewizorów tadżyckie władze ogłosiły jednak, że niestety wirus dotarł w końcu i do ich kraju. Eksperci z WHO odwiedzili więc Duszanbe, a w drodze powrotnej zamierzali zabawić dłuższą chwilę w Turkmenii. Plan spalił na panewce, ponieważ rząd z Aszchabadu oświadczył, że z powodu zamknięcia wszystkich lotnisk w kraju rewizorzy nie będą mieli gdzie wylądować.

Turkmeński prezydent Kurbanguli Berdymuhammedow, panujący od 2006 roku drugi zaledwie przywódca kraju w jego liczonej od 1991 roku niepodległej historii, zapewnia, że właśnie dzięki zamknięciu na cztery spusty udało mu się uchronić kraj i poddanych przed epidemią. Jak najpełniejsza izolacja pozostaje zresztą podstawową metodą rządów obu turkmeńskich satrapów (przed Berdymuhammedowem rządził Saparmurat „Turkmenbasza” Nijazow, który ogłosił się dożywotnim władcą i panowałby do dziś, gdyby w 2006 roku nie umarł). Pustynna i niemal bezludna Turkmenia (oficjalnie liczy 6 mln mieszkańców, ale przywódcy opozycji na wygnaniu twierdzą, że z powodu biedy połowa wyemigrowała za chlebem) ogłosiła wieczną neutralność i wpisała ją sobie do konstytucji. Z nikim ani przeciwko nikomu nie wchodzi w żadne przymierza, w niczyje sprawy się nie miesza i liczy w tym względzie na pełną wzajemność. Turkmeńscy władcy niechętnie wpuszczają cudzoziemców, a jeśli nie daje się ich zniechęcić biurokratycznymi przeszkodami, przyznają jedynie kilkudniowe wizy tranzytowe. Jeszcze trudniej jest Turkmenom wyjechać za granicę – według opozycji na wygnaniu, za paszport i zgodę na wyjazd przychodzi płacić łapówki w wysokości kilku, a nawet kilkunastu tysięcy dolarów.


Czytaj także: Wojciech Jagielski: Śmierć "Komendanta Zero"


Trzecim, poza izolacją i policyjną naturą państwa, filarem turkmeńskich rządów były ruble, dolary i juany, pochodzące ze sprzedaży ropy naftowej, a zwłaszcza gazu ziemnego ze złóż należących do najbogatszych na całym świecie. Mając wypchany nimi po brzegi państwowy skarbiec, Nijazow mógł sobie pozwolić na gest i kupował posłuszeństwo rodaków za darmowy gaz do mieszkań i kuchni, a także podstawowe artykuły żywnościowe. Cenowy krach na rynkach surowców energetycznych, spotęgowany dodatkowo epidemią, sprawił, że Berdymuhammedow musiał pozbawić rodaków tych dobrodziejstw i na ten filar stabilności liczyć już dłużej nie może.

Szpital jak malowany

Wiosną z tadżyckich Ałaju i Pamiru rewizorzy WHO wrócili więc prosto w Alpy i dopiero w zeszłym tygodniu udało się im uzyskać zgodę turkmeńskich władz na wizytę w Aszchabadzie. Berdymuhammedow wysłał po nich w końcu rządowy samolot, a wylądowali w Turkmenabadzie, stolicy najbiedniejszego, położonego na wschodzie kraju wilajetu Lebap (spustoszonego na przełomie kwietnia i maja przez huragany, ulewy i powodzie). Od lutego, gdy epidemia koronawirusa dotarła z Chin do Iranu i Europy, turkmeńskie władze właśnie lotnisko w Turkmenabadzie wyznaczyły na jedyne w kraju, gdzie mogą lądować ostatnie, latające wciąż samoloty. Tam również zorganizowano namiotowe obozowisko, w którym umieszczano na dwutygodniową (łapówka, jak się okazało, skracała pobyt do kilku dni, a nawet godzin) kwarantannę wszystkich wracających z zagranicy.

Genewscy rewizorzy odwiedziliby więc Turkmenabad tak czy siak, ale mając dwa miesiące na przygotowanie się do ich wizyty, turkmeńskie władze zadbały, by wypaść przed gośćmi, jak się patrzy. Tym bardziej że ku irytacji Berdymuhammedowa pod koniec czerwca ambasada USA w Aszchabadzie wydała oświadczenie, w którym zakwestionowała prawdziwość zapewnień, że wirus nie dotarł do Turkmenii, i alarmowała, że miejscowym szpitalom brakuje łóżek, lekarzy i pielęgniarek, by pomóc wszystkim pacjentom, którzy masowo zgłaszają się z objawami przypominającymi zapalenie płuc.

Przed przyjazdem delegacji WHO kierowcy miejskich autobusów oraz właściciele straganów i sklepów na bazarach otrzymali polecenie obowiązkowego noszenia maseczek ochronnych (wcześniej osoby w maseczkach były zatrzymywane przez policję i oskarżane o szerzenie paniki i defetyzmu). Według niezależnych, wydawanych za granicą turkmeńskich gazet internetowych, wszystkie szpitale i przychodnie w Turkmenabadzie, a także te w innych miastach, które zamierzano pokazać gościom, zostały w trybie pilnym wyczyszczone, wyremontowane i odmalowane.  Na czas wizyty cudzoziemców wezwano ponownie do pracy lekarzy i pielęgniarki, zwolnionych wcześniej z powodu wymuszonych oszczędności. Wszystkich ubrano w nowiuśkie kombinezony ochronne, maski i rękawice. Dodatkowo ściągnięto do szpitali i przychodni studentów medycyny, a także najbieglejszych w posługiwaniu się językami obcymi licealistów, którzy przed zagranicznymi gośćmi mieli udawać stażystów-ochotników.

W szpitalnych łóżkach wymieniono stare materace i pościel na nowe. Lżej chorych pacjentów, zwłaszcza ze wsi, na czas wizyty cudzoziemców odesłano do domów, tak, aby w szpitalnych oddziałach nie przebywało więcej niż 10 pacjentów. Opróżniono z pacjentów zwłaszcza oddziały reanimacyjne, którymi rewizorzy z Genewy mieli interesować się najbardziej. Przebywających tam chorych przeniesiono na inne oddziały, a na oddziały reanimacyjne mieli wrócić zaraz po wyjeździe cudzoziemców. Żeby uniknąć zakłopotania i niepotrzebnych pytań obcokrajowców, pozamykano też gabinety rentgenowskie, przed którymi zwykle stały długie kolejki pacjentów.

Zasłużony wypoczynek

Podczas turkmeńskiej podróży (skończy się w tym tygodniu) genewscy rewizorzy nie spotkają żadnego zarażonego wirusem – którego zgodnie ze stanowiskiem władz w Turkmenii nie ma – a nawet chorego na zapalenie płuc, nie usłyszą pewnie nawet, by ktoś zakasłał. Rewizorzy nie dowiedzą się też pewnie, jakim cudem turkmeńskim władzom udaje się unikać epidemii. Szefowa delegacji Catherine Smallwood mówiła przed podróżą o rozmowach i spotkaniach z przedstawicielami turkmeńskich władz. Nie dojdzie jednak do nich, ponieważ kilka godzin po przyjeździe rewizorów prezydent Berdymuhammedow rozpuścił cały rząd na wypoczynkowe urlopy, z których ministrowie wrócą do pracy dopiero w pierwszym tygodniu sierpnia. Sam prezydent, ma się rozumieć, również udał się na zasłużone wakacje.

Rządowa telewizja, która zapewnia dobre samopoczucie Turkmenom podając wyłącznie dobre i miłe władzom wiadomości, powiadomiła widzów o prezydenckim urlopie, ale o wizycie zagranicznych rewizorów, tropiących w Turkmenii wirusa, nie wspomniała słowem. Wiosną, w trosce o dobry nastrój miłościwie panujących i poddanych, w telewizji nie podano informacji o huraganach ani powodziach.

Polecamy: Strona świata - specjalny serwis "Tygodnika Powszechnego" z reportażami i analizami Wojciecha Jagielskiego

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]