Lewicowy rząd w Londynie może nie dogadać się z Trumpem. Czy to koniec pięknej przyjaźni Wielkiej Brytanii z Ameryką?

Czy brytyjskiemu ministrowi spraw zagranicznych Davidowi Lammy’emu będą ciążyć jego dawne obcesowe wypowiedzi na temat Donalda Trumpa? I jak mogą wyglądać teraz relacje Londyn–Waszyngton, skoro w przeszłości z obu stron padały obraźliwe słowa? O to pytamy dr. Richarda Johnsona, brytyjskiego politologa, autora książek o USA.
Czyta się kilka minut
Konferencja premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera i ministra spraw zagranicznych Davida Lammy'ego przed Białym Domem w Waszyngtonie. 13 września 2024 r. // Fot. Stefan Rousseau / Getty Images
Konferencja premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera i ministra spraw zagranicznych Davida Lammy'ego przed Białym Domem w Waszyngtonie. 13 września 2024 r. // Fot. Stefan Rousseau / Getty Images

PATRYCJA BUKALSKA: Trump wraca do Białego Domu, tymczasem w Londynie rządzi dziś lewicowa Partia Pracy. „Stosunki między Wielką Brytanią a USA są niezwykle silne i nadal będą się z powodzeniem rozwijać przez wiele nadchodzących lat” – stwierdził premier Keir Starmer, gratulując zwycięstwa Trumpowi. Oba kraje łączą, jak się to często podkreśla, „specjalne stosunki”. Ale czy lewicowy rząd jest gotowy na wyzwanie, jakim będzie nowy prezydent USA?

Dr RICHARD JOHNSON: Od II wojny światowej każdy brytyjski rząd podkreślał, że Wielka Brytania jest przyjacielem USA. Oczywiście zdarzały się napięcia: kryzys sueski w 1956 r., wojna w Wietnamie, wojna o Falklandy. Jednak od zamachów z 11 września 2001 r. było niewiele sytuacji, gdy Londyn podejmował działania sprzeczne z oczekiwaniami USA.

A dziś?

Zastanawiam się, czy nie nadchodzi teraz chwila, gdy premier Starmer i jego rząd Partii Pracy uznają, że w przypadku jakichś rozbieżności z Amerykanami to właśnie jest ten moment, aby Wielka Brytania zbudowała swoje poczucie niezależności od USA.

Nie znaczy to, że powinniśmy szukać na siłę różnicy zdań. Ale myślę, że będą sytuacje, gdy Wielka Brytania może odczuć, iż kierunek, w jakim idą Stany, jakaś ich decyzja, nie służy interesom brytyjskim. Wówczas nasz rząd nie powinien się wahać, by wyrazić sprzeciw.

Te „specjalne stosunki” stały się niemal obsesją, każdy nasz kolejny szef dyplomacji stara się skłonić kolejną administrację USA, by tak to określała. Ale co to właściwie znaczy, jeśli to relacja jednostronna? Mocna i właściwa relacja to taka, w której możemy się zgadzać, ale możemy też mieć różne zdania.

Czy brytyjskiemu ministrowi spraw zagranicznych Davidowi Lammy’emu będą ciążyć jego dawne obcesowe wypowiedzi na temat Trumpa?

Rząd musi być pragmatyczny. W przeszłości mieliśmy już laburzystowskie rządy ściśle współpracujące z republikańską administracją. Np. Tony Blair i George W. Bush mieli dobrą, silną relację. Dyplomacja to nie miejsce na ideologiczny konflikt. Starmer ma tego świadomość. Kilka miesięcy temu, gdy był na obradach Zgromadzenia Ogólnego ONZ, spotkał się z Trumpem w Nowym Jorku. To był istotny sygnał.

Także minister Lammy jest politykiem pragmatycznym i elastycznym, ale rzeczywiście w przeszłości z jego strony padały nierozsądne komentarze na temat Trumpa. Pewnie wolałby do tego nie wracać, ale media cały czas o tym przypominają.

A jeśli dla Amerykanów będzie to problem?

Wówczas jest możliwe, że przy jakiejś rekonstrukcji rządu Lammy straci stanowisko. Z drugiej strony, w otoczeniu Trumpa jest mnóstwo ludzi, którzy wcześniej mówili o nim rzeczy nieprzyjemne. Przyszły wiceprezydent J.D. Vance porównał Trumpa do Hitlera. Myślę, że Trump jest skłonny o takich rzeczach zapomnieć – pod warunkiem, że uzna, iż nasz rząd jest pozytywnym i konstruktywnym partnerem. W mojej opinii taki właśnie jest.

A jeśli chodzi o potencjalne różnice zdań między Brytyjczykami a Amerykanami, jakie to obszary? Kwestie obronności, handlu?

Akurat w sprawie obronności oba rządy będą patrzeć podobnie. Gdy idzie o NATO, Trump chce, by europejskie rządy zwiększyły nakłady na obronność, a rząd Starmera traktuje to poważnie. Jeśli chodzi o handel, tu możliwe są konfrontacje. Ale zasadniczo Wielka Brytania chce wykorzystać przyjazne stosunki z USA, by uzyskać jakieś ustępstwa na rzecz brytyjskich dostawców. Myślę, że Trump będzie tu otwarty na nowe umowy.

Gdzie więc Londyn i Waszyngton mogą się spierać?

Mam na myśli konkretne międzynarodowe dylematy. Załóżmy, że dochodzi do eskalacji między Izraelem a Iranem – wtedy brytyjski rząd powinien bardzo dokładnie zastanowić się, jakie jest jego stanowisko. Nie musi podążać cały czas za Stanami.

Patrzymy na to z brytyjskiego punktu widzenia. Ale czy dla Trumpa relacje z Europą są aż tak ważne?

Stany od dawna nie są już zorientowane na Europę. Nie były także za administracji Bidena. Jak się nad tym zastanowić, to ostatni raz było inaczej za prezydenta Clintona, który poświęcał dużo uwagi Bałkanom, gdzie trwała wojna, a także rozwojowi wypadków w postsowieckiej Europie Wschodniej. Nie chcę powiedzieć, że rządy USA zaniedbywały Europę, ale np. Bush koncentrował się na Bliskim Wschodzie, Obama na Azji i Pacyfiku. Kontynuowali to Trump i Biden, którzy w tamtym regionie upatrywali główne wyzwania i szanse dla USA. Myślę, że także teraz Trump będzie się skupiać na tamtym regionie.

Dla nas w Polsce najważniejsza jest Ukraina i pytanie, czy Stany będą nadal ją wspierać?

Wobec Trumpa narastają oczekiwania, by doprowadził do jakiejś umowy, która mogłaby zakończyć tę wojnę. I chyba on też bardzo chciałby to zrobić. Można go oczywiście przekonywać, by utrzymał dotychczasowy kurs, ale to niewykonalne. Również dlatego, bo zmieniła się Partia Republikańska. Trump może mieć kłopot z przeforsowaniem w Kongresie dalszych znaczących pakietów pomocy. Nie mówię, że to niemożliwe, ale kontynuacja dotychczasowej polityki USA jest mało prawdopodobna. 

Podkreśla się, że Trump jest nieprzewidywalny i jego polityka będzie nieprzewidywalna. Spróbujmy jednak sformułować prognozę: czego można się spodziewać po nim podczas jego drugiej kadencji?

Moim zdaniem Trump celowo prezentuje się jako nieprzewidywalny… A jeśli idzie o najbliższą przyszłość: uważam, że ciągu roku możemy się spodziewać nominacji w Sądzie Najwyższym. Sędzia Clarence Thomas, który jest tam od lat 90. XX w., prawdopodobnie przejdzie na emeryturę. Trump może przeforsować kogoś o bliskich mu poglądach i to będzie jego spuścizna, bo sędzia dziś nominowany może urzędować kolejne 30 lat.

Natomiast w polityce zagranicznej powinniśmy oczekiwać jakichś ruchów i w sprawie Ukrainy, i Izraela. Dla Wielkiej Brytanii istotny może być rozwój wypadków w sprawie zapowiedzianego niedawno zwrotu archipelagu Czagos.

To brytyjskie terytorium zamorskie na Oceanie Indyjskim. Na należącej do niego wyspie Diego Garcia jest baza wojskowa USA. W 2023 r. Wielka Brytania zgodziła się przekazać te wyspy Mauritiusowi.

Trump jest podobno temu niechętny. Nie wiem, na jakim etapie jest to porozumienie i czy Trump może próbować wpływać na brytyjski rząd, by zmienił stanowisko i utrzymał zwierzchność nad wyspami Czagos. Wkrótce się przekonamy.

Rozmawiała Patrycja Bukalska

Richard Johnson // Archiwum prywatne

Dr RICHARD JOHNSON jest politologiem, wykładowcą Queen Mary University w Londynie. Autor wielu publikacji i książek, w tym o Stanach Zjednoczonych.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”