Takie m.in. wyniki przyniosła ankieta opublikowana w zeszłym tygodniu w „Polityce”. Jest to, rzecz jasna, wynik sensacyjny, wobec którego nie można przejść ot tak, przyjąwszy raptem do wiadomości, że badanych pozbawił poglądów afrykański upał, stali się małomówni z powodu odkrycia w kosmosie planety bliźniaczej czy że zapadli się w stany otępienne na widok ankietera. Jak wiemy z wieloletniego doświadczenia, naród na widok ankietera doznaje raczej osobliwych pobudzeń i widzeń, na wieść o planecie bliźniaczej wpada w nastroje pełne poglądów kolonialnych i zaborczych, a w upał spożywa żwawo piwo, po czym ucieka przed policyjnymi radiowozami, by być po owych pościgach dalece rozmownym i pełnym chęci do najintymniejszych zwierzeń o charakterze poglądowo-fizjologicznym. Wobec tych kilku prawd co nienowe, wypada zastanowić się zatem, cóż wywołało u tak znacznej rzeszy zbłąkanie na falujących sawannach ignorancji, wyrażone słowami „trudno powiedzieć”.
Najpierw rzućmy okiem na front zagadnienia z lotu ptaka. Od dziesięcioleci żyjemy w poczuciu, że zdolność naszego umiłowanego ogółu do wyrażania opinii na każdy temat to żywioł erupujący i nieokiełznany, podobny do ataku Komanczów, do brawury samosierrskiej bądź ruchu szczupaka w okresie wzmożenia wizją rychłego tarła. Przyznajmy i zanotujmy, że dajmy na to w domu, odkąd sięgamy pamięcią, nikt nigdy w żadnej poważnej sprawie nie rzekł „trudno powiedzieć”, że podczas dowolnego dialogu, czy to przed spożyciem, czy po spożyciu, wyrażenie „trudno powiedzieć” nie padło, odkąd spożywamy, że w telewizji „trudno powiedzieć” słyszymy czasem, i to tylko podczas niszowych, niereżyserowanych zgaduj-zgadul emitowanych na żywo bądź podczas dyskusji o filmach z gatunku niemodnych, że w Sejmie, a zwłaszcza w Sejmie, spotkanie jednego choćby osobnika z tych 46 proc., który na pytanie o pogląd w dowolnej sprawie odpowiedziałby „trudno powiedzieć”, jest biologiczną niemożliwością, jak dajmy na to spotkanie w Łebie jednorożca z małymi, przeżuwającego kwiat paproci.
Dalej idąc, przyznajmy, iż zarzucenie na terenie RP dowolnemu człowiekowi, że nie ma on oto żadnego, najmniejszego nawet poglądu w jakiejkolwiek sprawie, jest sytuacją rujnującą stosunki. Od towarzyskich po płciowe. Futbol, lotnictwo, samochody, budowa autostrad, choroby, zdrowa żywność, niezdrowa żywność, gluten, humory zarodków, cuda, odchudzanie, tycie, Żydzi i polityka – czyli niemal całość tematyki, którą żyje naród, nie znosi próżni wyrażanej słowami „trudno powiedzieć”. Skąd zatem ów ohydny i nietypowy objaw w ankiecie pisma „Polityka”? Spróbujmy to wyjaśnić.
Weźmy trzy parametry, leżące na srebrnej tacy ograniczającej pole operacyjne naszego zagadnienia. Oto na tacy tej leży zarówno powszechna, swoista skłonność narodu do zwierzeń, żywiołowa tegoż skłonność do kłótni oraz mylenie poglądów z odruchami, czyli nieodróżnianie analizy od biegunki. Oto spektrum teoretycznie wykluczające używania słów: „trudno” i „powiedzieć”, a zwłaszcza obu tych słów w sąsiedztwie.
Cóż zatem się stało, bądź cóż to się z nami dzieje, że 46 proc. ankietowanych na pytanie o poglądy dało odpowiedź „trudno powiedzieć”? Chciałoby się odrzec leniwie: „trudno powiedzieć”, ale doprawdy nikt nam nie płaci, nikt nam nie klaszcze za udzielanie odpowiedzi błahych, wymijających, prostych i płytkich. Z drugiej strony, zerknąwszy szerzej i, zdaje się, poważniej, gdy pytają nas zewsząd – nas, ludzi dojrzałych i doświadczonych – dlaczego oto spada dzietność, nic mądrego nie przychodzi nam do głowy i wtedy to właśnie mówimy „trudno powiedzieć”. Jest to odpowiedź najmędrsza ze wszystkich, które w tej sprawie padają, i niewątpliwie jest ona również mądra, gdy tu i teraz pada pytanie o poglądy. Istnieje nadzieja, że głupsi już nie będziemy. ©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















