Towarzysze i mentorzy

Czy trwający właśnie Synod biskupów o młodzieży będzie miał temperaturę i znaczenie poprzedniego?

Reklama

Towarzysze i mentorzy

Towarzysze i mentorzy

01.10.2018
Czyta się kilka minut
Czy trwający właśnie Synod biskupów o młodzieży będzie miał temperaturę i znaczenie poprzedniego?
Watykan, aula Pawła VI, czerwiec 2017 r. OSSERVATORE ROMANO / AP / EAST NEWS
G

Gdy numer „Tygodnika”, w którym publikowaliśmy ten tekst, trafia do kiosków, biskupi rozpoczynają właśnie swoje zgromadzenie poświęcone młodzieży, wierze i rozeznawaniu powołania. W odróżnieniu od poprzedniego – poświęconego rodzinie – cieszy się ono znacznie mniejszym zainteresowaniem mediów.

Po co są synody

Jednym z powodów tego stanu rzeczy jest fakt, że zgromadzenia Synodu o rodzinie poprzedzone były szeroką dyskusją nad jednym z tematów obrad – otwarciem możliwości pełnego uczestnictwa w Eucharystii rozwodnikom żyjącym w powtórnych związkach. Obecne zgromadzenie także poprzedzało rozesłanie ankiety, która miała zebrać głosy wiernych dotyczące tematyki synodu. W tym przypadku jednak nie było w niej konkretnych, a ważnych i kontrowersyjnych kwestii.

Nie jest to tylko problem medialny. Jeśli przyjrzymy się najważniejszym soborom i synodom w historii Kościoła...

13768

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

purpurowa orkiestra gra ostatnie kawałki na tym przeżartym pychą i chciwością, zepsutym i zdemoralizowanym kolosie - dzisiejsi młodzi już na pewno nie staną się potulnymi, wystraszonymi staruszkami

Łałłł… ale jazda. Jestem wdzięczny, że próbował Pan przełożyć na ludzki język te ichsze przemyślenia. Niestety i tak niewiele z tego zrozumiałam. Wiem, że z perspektywy młodzieniaszka jestem już starym ramolem i nijak nie docieknę co im w głowach siedzi. Jednak gdy w telewizji oglądam twarze licznie zgromadzonych purpuratów, zdaję się być w porównaniu z nimi młodzieńcem. Tak, oni na pewno odnajdą drogę porozumienia i dialogu z moimi wnukami. O mych dzieciach już mogą zapomnieć, to stracone pokolenie. Taki Synod to fajna rzecz, ustalą na nim czy Syn jest równy Ojcu, czy kobiecie należy przyznać duszę, kto jest godzien przystąpić do Komunii i kogo pod płotem pogrzebać. Ja to wszystko rozumiem, bo biznes musi się kręcić, musi być zapotrzebowanie na usługi kościelne. Tu stówka na mszę za zmarłą duszyczkę, tam skromne trzy za chrzest, bierzmowania też nikt za friko nie otrzyma, ach zapomniałem o I Komunii, weselach, jubileuszach, pogrzebach… . Bardzo, bardzo doceniam to, że teraz kapłan indywidualnie będzie rozmawiał i rozstrzygał czy rozwodnik może przystąpić do Komunii, a już w zachwyt wpadnę gdy zacznie rozmawiać z młodzieżą jak z równymi sobie chrześcijanami. Mam nadzieję, że jestem w błędzie, ale odnoszę wrażenie, że tym dziadkom pięknie wystrojonym, coś się popieprzyło. Tak mnie naszło gdy przeczytałem, iż „Instrumentum laboris” przygotował anonimowy teolog - bardzo ciekawe.

"...W tej perspektywie „Kościół będzie optował za dialogiem jako swoim stylem i metodą” postępowania (por. p. 140). Co ważne jednak, Kościół rozumiany jest tu explicite nie jako hierarchia, ale wspólnota wiernych, gdyż towarzyszącymi młodym „mogą być mężczyźni i kobiety, zakonni i świeccy, także małżeństwa”. Cała wspólnota „odgrywa znaczącą rolę” (p. 122), a „charyzmat duchowego towarzyszenia nie jest koniecznie związany z posługą wyświęconych” (p. 126)...Może się zatem okazać, że najbardziej „dyskutowalnym” tematem Synodu o młodzieży będzie pytanie o hierarchiczną naturę Kościoła... Kościół jednak – czyli inni wierzący – nie może występować tu z pozycji władzy znającej wszelkie odpowiedzi i narzucającej rozwiązania. Kluczowa jest sztuka towarzyszenia i wspierania samodzielnego rozwoju. Nawet sprawowanie władzy polegać ma na „braniu odpowiedzialności za ułatwianie rozwoju i wyzwalanie wolności, a nie kontrolowaniu, utrzymywaniu ludzi w poddaństwie i zależności” (p. 141)...Ale warto pamietać, że różnorodność Kościoła powszechnego może być wartością wzbogacającą każdą lokalną wspólnotę. Synodalność pojmowana jako „wspólna droga” – spotykanie się z wierzącymi z innych wspólnot, rozmowa i wzajemna inspiracja w poszukiwaniu głębszych sposobów przeżywania chrześcijańskiej wiary – jest wartością nie do odrzucenia..."-------Przytoczone powyżej cytaty z artykułu, dotykają b. ważnej istoty Kościoła, która krystalizuje się w historii "od założenia Kościoła", po dzień dzisiejszy. Można jednak w tym "liniowym procesie historycznym" wyróżnić istotne momenty przełomowe, a takie w historii nowożytnej są wyznaczone periodami 500 i 50 lat: Reformacji i II Soboru Watykańskiego. To przełomowe daty w historii, kiedy to kwestia samej istoty wiary chrześcijańskiej, zostały postawione niejako na ostrzu noża w obliczu narastającego kryzysu polityczno-społecznego, będącego odzwierciedleniem kryzysu samego Kościoła hierarchicznego. To ważkie pytanie-o istotę wiary katolickiej, którą najwyraźniej wyartykułował duchowny i teolog Marcin Luter przed 500 laty, pokazało jak wielkie są rozbieżności w rozumieniu istoty misji ewangelizacyjnej Kościoła. Na tle tej rozbieżności doszło do dramatu podziału Kościoła przekładającego się na historię Europy i świata. Po 450 latach wyjątkowo dramatycznej historii ludzkości, powrócono do tej fundamentalnej kwestii na II Soborze Watykańskim, na którym "Luter spotkał swój Kościół"-choć do zażegnania konfesyjnego podziału nie doszło. Opór przeciw "protestantyzacji Kościoła" był (i jest) wciąż silny, tak że znalezienie uniwersalnej formuły powszechnego (katolickiego) Kościoła(w wymiarze instytucjonalnym), wciąż jest odległe. Choć owa "protestantyzacja katolicyzmu" trwa nieprzerwanie (od 50 lat szczególnie wyraźnie), to jednak uprzedmiotowienie "laika" wobec klerykalnej "elity", wciąż jest podtrzymywane retoryką "wierności tradycji" (choć to tradycja bardziej rzymsko-imperialna, jak ewangeliczna...) Divide et imperia-władza nad drugim człowiekiem wymaga podziału, wrogości i waśni, jako fundamentu funkcjonowania zamkniętej struktury społecznej; ale to perwersja uniwersalnego przesłania Ewangelii i Powszechnego Kościoła Chrystusowego, którą wciąż jest obarczona (także) instytucja kościoła rzymskokatolickiego-jako największa ze wszystkich chrześcijańskich denominacji. "My jesteśmy Kościołem"-to hasło deklarujące powszechne i żywe zaangażowanie wiernych w sprawy kościelne, wciąż jeszcze napotyka na opór wielu "tradycjonalistów"-epigonów "imperialnego" klerykalnymu. Jak więc "solić" ten świat orędziem Dobrej Nowiny, skoro sami chrześcijanie jako depozytariusze Ewangelii, wydają się być ewidentnie "niedosoleni" duchem jedności w Duchu Świętym?

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]