Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Totalitaryzm nie ma w sobie nic z kobiety

Totalitaryzm nie ma w sobie nic z kobiety

14.10.2013
Czyta się kilka minut
W ukraińskich dyskusjach o „Muzeum porzuconych sekretów” przeważały pytania o to, jaką rolę ma pełnić powieść Oksany Zabużko w kształtowaniu się tamtejszej tożsamości narodowej.
K

Krytycy zarzucali pisarce mitologizowanie historii i luźne szafowanie faktami, zwłaszcza dotyczącymi działalności UPA. Sympatycy zobaczyli zaś w „Muzeum...” pierwszą epopeję narodową wolnej Ukrainy.
Jedno jest pewne: odczytywanie tej monumentalnej książki tylko przez pryzmat ukraińskiej historii byłoby krzywdzące, nie tylko dla pisarki, lecz także dla tamtejszej literatury.
W ostatnich latach na Ukrainie ukazało się kilka książek, których autorzy próbowali zmierzyć się z pamięcią i tożsamością tego kraju.
Być może brzmi to patetycznie, ale wcześniej, przed 1991 rokiem, o historii Ukrainy nie można było pisać (wyjątek to historia ZSRR). Dlatego narracje przekazywane były przede wszystkim w rodzinie, zaś ukazujące się na emigracji książki naznaczone były nierzadko skrajnie narodowym duchem.
Jeśli dodać do tego nazywane coraz częściej kolonizatorskimi wpływy Rosji i Polski oraz próby scalenia podzielonego językowo państwa, dostrzeżemy, że wcale nie tak późno zaczęto o historii mówić swobodniej. Także w literaturze.
„Muzeum...” nie jest dziełem prekursorskim, jeśli chodzi o temat – obok powieści Zabużko na rynku pojawiły się m.in. wyróżnione nagrodą BBC „Tango śmierci” Jurija Wynnyczuka, „Czerwonyj” Andrija Kokotucha czy powieść „Widlunna” Larysy Denysenko.
Jednak „Muzeum...” jest bez wątpienia książką najważniejszą. Nie tylko z powodu jej monumentalności czy wspomnianej próby zmierzenia się z ukraińską tożsamością, która mimo głosów krytycznych zakończyła się sukcesem.
To, co jest prawdziwą siłą tej książki, wychodzi dopiero teraz, po przetłumaczeniu jej na angielski, niemiecki, polski, czeski czy w końcu zapowiadany na ten rok język rosyjski. I dopiero wciągając „Muzeum...” w szerszy kontekst środkowoeuropejskiej narracji, można poddać ją zasłużonej, uczciwej krytyce.
Powiedzmy wprost: „Muzeum...” jest darem dla narodu ukraińskiego. Jest powieścią mającą ambicje być odnośnikiem do dyskusji o tożsamości, która została na nowo przedefiniowana po karnawale pomarańczowej rewolucji.
Czy może to zainteresować Polaków, których w narracji autorki prawie w ogóle nie ma? Tym bardziej że książka gloryfikuje – a czasem wręcz mitologizuje – partyzantów UPA, co może wywołać w Polsce głosy krytyczne, zarzucające pisarce zakłamywanie historii, chociażby przez niepodejmowanie w „Muzeum...”, które jest sagą rozciągającą się na sześćdziesiąt lat, kwestii antysemityzmu czy polonofobii. Niewykluczone.
Odrzucając jednak jej narodowy charakter, który i tak może być pomocny w zrozumieniu wielu postaw Ukraińców w czasie II wojny światowej, zobaczymy, że Zabużko napisała coś więcej niż wielopokoleniową sagę. Stworzyła jedną z najważniejszych książek oskarżających patriarchat za całe zło tego świata.
Oczywiście, zło w książce Zabużko to przede wszystkim sowiecka Rosja, odpowiedzialna za wyniszczenie narodu ukraińskiego i próbująca stłumić jej tożsamość przez zamazywanie historii czy rusyfikację.
Ale zło to też wojskowi generałowie, dowódcy policji politycznej czy seksistowski pracodawca. Bez względu na czasy i miejsca. To przez męską próbę sił – pisze Zabużko – cierpią kobiety. Ten dialog ze Swietłaną Aleksijewicz i jej nagrodzonym w 2011 r. Angelusem zbiorem reportaży „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, jasno pokazuje, że próba podjęcia dyskusji na temat krzywd wyrządzonych kobietom w czasie wojny, jak i krzywd doznawanych przez nie na co dzień w domach i miejscach pracy, to temat zasadniczy.
I to tak naprawdę sprawia, że „Muzeum...” jest książką uniwersalną i ważną. Być może nawet jedną z najważniejszych głosów kobiet ostatnich dekad. A na pewno równie mocny, co książki Ugrešić, Drakulić czy Aleksijewicz.
Oksana Zabużko „Muzeum porzuconych sekretów”, przeł. Katarzyna Kotyńska, W.A.B., Warszawa 2012

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]