Reklama

Macie swojego Kereta

Macie swojego Kereta

15.10.2012
Czyta się kilka minut
Ukraiński poeta i tłumacz Andrij Bondar (ur. 1974) lepszego debiutu prozatorskiego nie mógł sobie wymarzyć.
Fot. BIURO LITERACKIE
N

Nie dość, że „Historie ważne i nieważne” znalazły się w finale Nagrody Angelus, to po wrocławskiej gali pisarz będzie musiał uczestniczyć w prezentacji tego zbioru, który swoją premierę ma właśnie na... Ukrainie.

Wszystko za sprawą Bohdana Zadury, który teksty Bondara przetłumaczył na polski i wydał we wrocławskim Biurze Literackim. Tak więc o mały włos bylibyśmy świadkami bezprecedensowej sytuacji, kiedy w finale nagrody Europy Środkowo-Wschodniej znalazłaby się książka niewydana w ojczyźnie autora. Zupełnie jakby na Ukrainie działał rozbudowany system cenzury, zaś sam pisarz był co najmniej dysydentem. Tak jednak, odpukać, nie jest, ponieważ autor opowiadania publikował (w prasie), a rodzimy wydawca, żeby wyjść z twarzą, pokazując Polakom, że też o swojego poetę dbać potrafi, wydał „Historie...” pod zmienionym tytułem („Marchewkowy lód”), rozszerzając całość o ponad sto miniaturek (w polskiej wersji jest ich dziewięćdziesiąt).

„Historie ważne i nieważne”, choć podział na istotność tekstów jest jak najbardziej zbędny, to krótkie opowiadania dotyczące spraw Bondarowi najbliższych. Nie ma tu wielkich literackich tematów, nie ma polityki. Pisarz woli snuć opowieści o dzieciństwie czy wspominać starych przyjaciół. Warto jednak podkreślić, że siłą książki nie jest dobór tematów, ale sposób, jak w zaledwie 1800 znakach potrafi o nich Bondar opowiedzieć. Nieważne, czy pisarz jest melancholikiem, czy bezlitosnym ironistą. W obu przypadkach okazuje się bystrym obserwatorem rzeczywistości. I, co ciekawe, nie tylko ukraińskiej. W opowiadaniu „Papież”, starając się udowodnić, że Polacy prawdziwą miłością obdarzyli w dziejach tylko Jana Pawła II, pisze: „Juliusza Słowackiego? Nie, ten esteta za bardzo wyprzedził swój czas. Może Józefa Piłsudskiego? Może kochali, ale może bardziej szanowali i się go bali. Witolda Gombrowicza? Tego też się bali i dotąd się boją – prawdomówca zasrany i na dodatek pedał (...). Josepha Conrada? Uciekinier, poszukiwacz przygód, wątpliwy Polak, bo z Berdyczowa (...) Czesława Miłosza? Jeszcze jeden Litwin, chociaż i Polak. Romana Polańskiego? Żyd, pedofil, esteta i jeszcze raz Żyd...”. Przykładów zresztą jest znacznie więcej.

Andrij Bondar doskonale czuje się również w snuciu baśni; niemal surrealistycznych opowieści, jak rozpoczynający zbiór „Szary gołąb”, w którym tytułowy ptak ożywa po tym, jak matka bohatera przyszywa mu głowę do tułowia za pomocą nitki i igły. Innym razem jest wręcz złośliwym prześmiewcą, jak w opowiadaniu „Mój skinhead” (bohater bijący dotkliwie obcokrajowców okazuje się być lekarzem, który sumiennie udziela pobitym pomocy, gdy ci trafiają do szpitala). Twarzy zresztą ma Bondar wiele, bo i okazuje się być na przykład mentorem, kiedy wyjaśnia, czym różni się bandura od bałałajki. Nie da się natomiast ukryć, że w każdym z tych tekstów bliski jest pisarstwu Etgara Kereta. Oczywiście, jeszcze nie tak odważny, ale za to znacznie bardziej nam zrozumiały.

Nie tylko z powodu kulturowej bliskości czy świetnego przekładu Bohdana Zadury, który podobno cierpi na dziwną przypadłość tłumaczenia na polski wszystkiego, co po ukraińsku przeczyta. Stąd podobno na prośbę jednego poety o napisanie krótkiej recenzji jego debiutanckiego tomu, Zadura odpisał: „Recenzji jeszcze nie napisałem, ale wiersze już przełożyłem”. Myślę, że także kultura polska ma na specyficzny humor Bondara niemały wpływ. Dlaczego? Jeśli ktoś w wieku 27 lat przekłada „Ferdydurke” Gombrowicza, później na przykład „Zrób sobie raj” Szczygła czy „Lubiewo” Witkowskiego, nie może rzeczywistości traktować zbyt poważnie. Skąd więc u pisarza w tych wesołych opowieściach tyle smutku? Co prawda w jego translatorskich dokonaniach są również reportaże Tochmana („Jakbyś kamień jadła”), ale to już chyba specyfika Ukraińców, nawet jeśli, jak pisze Bondar, w jego krwi jest 33 proc. krwi polskiej.

Andrij Bondar, „Historie ważne i nieważne”, tłum. Bohdan Zadura, Biuro Literackie, Wrocław 2011

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]