Reklama

Te wybory nie będą ani powszechne, ani równe

Te wybory nie będą ani powszechne, ani równe

23.03.2020
Czyta się kilka minut
Obóz władzy uznaje, że majowy termin, wymuszony wbrew rozsądkowi i przyzwoitości, to jedyna szansa na drugą kadencję Andrzeja Dudy.
Paczki z listami poparcia dla kandydatury Andrzeja Dudy wnoszone do siedziby PKW w Warszawie, 19 marca 2020 r. RADEK PIETRUSZKA / PAP
W

Wybory muszą się odbyć 10 maja – Jarosław Kaczyński w niedawnym wywiadzie radiowym przeciął spekulacje, czy obóz władzy zdecyduje się na to, czego oczekuje już znaczna część pytanych w sondażach wyborców. Postraszył organy samorządu, odpowiedzialne za praktyczną stronę procesu wyborczego. Ten nacisk jest zrozumiały, samorządy bowiem mogą nie chcieć naginać woli politycznej do realiów paraliżu społecznego i restrykcji sanitarnych, jakie w maju raczej pozostaną w mocy. „Trzeba tylko wprowadzić tutaj odpowiednie rozwiązania techniczne i być może prawne, ale o wyłącznie technicznym charakterze” – mówił Kaczyński, jakby nie rozumiał, że niektóre sprawy „techniczne”, np. wożenie urn do domów ludzi objętych kwarantanną, stają się czynnością wysoce ryzykowną (podobnie jak zasiadanie w stacjonarnej komisji), a zmian ordynacji wyborczej nie robi się na miesiąc przed terminem.

Pomijając już kwestię, na ile realne jest zrekrutowanie w ciągu najbliższych dni ok. 200 tys. osób do komisji wyborczych, i parę innych praktycznych problemów, które mogą podważyć konstytucyjny warunek powszechności wyborów, determinacja PiS, by nie przesuwać terminu, budzi też sprzeciw z innych zasadniczych względów. Chodzi o możliwość prowadzenia kampanii (o ile opinia publiczna ma w ogóle do tego teraz głowę). Prezydent jest stale obecny w sferze publicznej, mniejsza o to, czy z sensem czy bez – jako głowa państwa ma do tego prawo. Sęk w tym, że prawa istnienia zostali pozbawieni (z oczywistych względów ochrony zdrowia) jego konkurenci. Demokracja jest w stanie tolerować pewne skrzywienie szans na korzyść urzędującego prezydenta, ale mówimy o sytuacji lekkiej przewagi na starcie, nie zaś takiej, gdy jeden zawodnik biegnie, a pozostali muszą tkwić w miejscu.

Nikt nie może przewidzieć, w jakiej sytuacji epidemicznej będziemy jesienią. Ale do tego czasu można wprowadzić kilka sensownych zmian w procedurach. Choćby przywrócenie głosowania korespondencyjnego, tak by np. osoby nadal przebywające w kwarantannie miały realną możliwość zagłosowania. Gdyby klasa polityczna zdecydowała się na konsensus w tej sprawie, można by odpowiednie zmiany uchwalić w kwietniu, zachowując półroczny odstęp od wyborów. Ważne, by stało się to już po zamknięciu listy kandydatów, co pozwoliłoby „zamrozić” cały proces i nie wprowadzać dodatkowego zamieszania.


Czytaj także: Andrzej Stankiewicz: W zakażoną koronawirusem kampanię prezydencką PiS wchodzi osłabiony niczym pacjent z grupy podwyższonego ryzyka.


„Byłoby to niezwykle niekorzystne, żeby prezydent i premier byli z różnych obozów politycznych i się spierali” – stwierdził Kaczyński. Warto na marginesie zauważyć, że właśnie przesunięcie wyborów gwarantuje, iż przez najbliższe, zapewne dramatyczne miesiące prezydent i premier będą na pewno z tego samego obozu. Ale te słowa, jakkolwiek absurdalne, ujawniają sedno obecnego uporu. Niepewny, jaka będzie sytuacja za kilka miesięcy, Kaczyński kalkuluje, że tylko dociśnięcie kolanem majowego terminu daje Andrzejowi Dudzie duże szanse na drugą kadencję.

Gdyby odbyły się w maju, wybory – choć formalnie każda kartka zostałaby prawidłowo policzona i wyniki byłyby formalnie rzetelne – należałoby traktować tak, jakby zostały sfałszowane. Uznanie epidemii (nawet jeśli w Polsce nie będzie miała tak dramatycznego przebiegu jak w innych krajach – co jeszcze się okaże) za okazję do utwierdzenia władzy nie będzie kolejnym zręcznym, ale wciąż legalnym manewrem politycznym Kaczyńskiego. Będzie to goła przemoc. W momencie, kiedy jako obywatele powinniśmy zachować karność – ale w zamian za pełne zaufanie do uczciwości zamiarów władzy. ©℗

Poprzednia wersja artykułu ukazała się na stronie internetowej "Tygodnika Powszechnego" 21 marca 2020 r.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Tygodnikowy cenzor usunął mój komentarz z własnej inicjatywy, czy na żądanie autora lub jakiegoś czytelnika, który zabłąkał się na tę stronę? Przeglądam jeszcze raz Regulamin forum i nie bardzo rozumiem, czym podpadłem. Epitetów (może poza wyrażeniami "wykwintne dziennikarstwo" i "prostacka manipulacja") nie używałem, jako też słów powszechnie uznawanych za obraźliwe lub wulgarne. Zasad gramatyki i interpunkcji nie naruszyłem. Argument był jeden, rozbudowany i poparty zestawieniem cytatów z obecnej i poprzedniej wersji artykułu - bez przeinaczania i ze skrupulatnie zaznaczonymi skrótami. Pozostaje domniemanie, że naruszyłem czyjś komfort krytyką dosadną (w granicach dobrych obyczajów), adekwatną i chyba jednak celną. Aż tak zabolało?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]