Zobaczmy, co się z nami stało

Restrykcje związane z epidemią przyjęliśmy, bojąc się losu północnych Włoch, a nie z lęku przed autorytetem władzy. To dobry punkt wyjścia do zdefiniowania państwa na nowo.

Reklama

Zobaczmy, co się z nami stało

Zobaczmy, co się z nami stało

01.06.2020
Czyta się kilka minut
Restrykcje związane z epidemią przyjęliśmy, bojąc się losu północnych Włoch, a nie z lęku przed autorytetem władzy. To dobry punkt wyjścia do zdefiniowania państwa na nowo.
Warszawa, 16 maja 2020 r. Fot. ŁUKASZ SZELĄG / REPORTER
T

To, co dotąd nazywaliśmy państwem, na naszych oczach traci swą formę. Jeszcze jest w stanie zamknąć granice, ale nie potrafi rozwiązać sprawy wyborów prezydenckich. Wprowadza przepisy stanu nadzwyczajnego, ale nie ma odwagi sięgnąć po odpowiednie, wyprowadzone z konstytucji ramy prawne. W konsekwencji zamiast stabilizować sytuację, wytwarza nastrój niepewności. A my możemy się cieszyć, że nie zostaliśmy poddani cięższej próbie, że mogliśmy uczyć się na błędach Włochów i innych narodów.

Tymczasem trudne czasy dopiero nadchodzą. I to niekoniecznie za sprawą zagadki, jaką pozostaje epidemia, ale ze względu na te jej konsekwencje, które już dziś są oczywiste. Co do tego, że ostatnie miesiące zmienią gospodarkę, zgodni są wszyscy. Nie wszyscy jednak dostrzegają, że zmianom ulegną też relacje społeczne. I nie wiadomo, jak się to przełoży na politykę. Chyba że przyjmiemy, że właśnie...

17145

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Uwaga! Przypominamy o ciszy wyborczej. Trwa ona od północy z 10 na 11 lipca do momentu zakończenia głosowania w wyborach prezydenckich 12 lipca. W tym czasie nie wolno prowadzić agitacji wyborczej, również w internecie. Za złamanie zakazu agitacji grozi kara grzywny.

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

„Restrykcje związane z epidemią przyjęliśmy, bojąc się losu północnych Włoch, a nie z lęku przed autorytetem władzy” Też mi odkrycie Ameryki!. To ja też odkryję. Może autorytet władzy i obawa obywatela o własne zdrowie chodzą nieraz w parze? Obywatele w państwie o ugruntowanym systemie demokratycznym (a nie postsowieckim) nie uważają władzy za coś obcego z czym należy wszystkimi środkami walczyć (jak obecna w Polsce opozycja), tylko ogólnie wierzą, że zalecenia odgórne są głównie dla ich – obywateli – dobra. Wzniecanie fermentu, buntu, judzenie przeciwko wszelkim zaleceniom (w tym zdrowotnym!) nie uderza we władze (władza ta jak wiadomo w demokracji się zmienia) tylko przede wszystkim w samo (nasze) państwo. A podnieść poziom zaufania obywatela do własnego państwa to już proces wieloletni…

Być może szanowny kolega coś przeoczył, nie do końca rozumie, więc przypomnę, wyjaśnię. W państwie demokratycznym opozycja stanowi część władzy. Wybieramy przedstawicieli do parlamentu, samorządów lokalnych wedle własnego upodobania. Stery przejmują opcje potrafiące osiągnąć decyzyjną większość. Taka struktura pozwala wypracować kompromis, jednak pod warunkiem uwzględniania, poszanowania stanowiska opozycji. Nie szanujemy władzy państwowej głównie dlatego, że nasi wybrańcy zamiast szukać kompromisu, zwalczają się wzajemnie, a w tym procesie prym wiedzie PiS niestety. Trochę z tym jest jak w rodzinie, gdzie rodzice drą koty, wyzywają się, podważają zaufanie i autorytet. Potem na ulicy słyszymy jak małe szczyle rozmawiają miedzy sobą o jebniętych starych, o mamie mówią - stara kurwa - a o ojcu - stary pojeb - nie jestem dobry w tym ich slangu i wielu słów już nie rozumiem, ale z szacunkiem do rodziców, nauczycieli, wychowawców nic to wspólnego nie ma. Jeszcze jedno, nie ma czegoś takiego jak ugruntowany system demokratyczny, w zasadzie nic nigdy nie jest ugruntowane, a wydarzenia z USA są na to dobitnym dowodem. Gdyby nie nasze doświadczenia wyniesione z komuny, zapewne w ogóle nie pozwolilibyśmy na pomiatanie nami tymi wszystkimi nakazami epidemiologicznymi, pisanymi na kolanie, a dzisiejszy minister zdrowia, świat oglądałby z zupełnie innej perspektywy. Zadziałał wpojony nam strach, tak było we wszystkich krajach postsowieckich. Tam dalej rządzą ONI. To nie opozycja psuje, ale rząd nie potrafi się ogarnąć, bo ta pierwsza z definicji jest po to by sypać piach w tryby gdy się ją marginalizuje. Bo gra toczy się o sprawowanie władzy, by lepiej rządzić od poprzedników, a nie o dostęp do koryta jak to u nas stało się tradycją.

@oportunista w czwartek, 04.06.2020, 13:46. Ta pani na zdjęciu na pewno nie pamięta komuny, dlatego nie daje sobą pomiatać jakimiś przepisami epidemiologicznymi. Poza tym to nie jakaś bezwolna ofiara kryzysu, wyczekująca państwowej pomocy, tylko dzielna biznesłumen (zdjęcie jest z protestu przedsiębiorców). W tłumie, bez maseczki, drze paszczę, nie przejmując się jakimś urojonym zakażeniem drogą kropelkową. Rozumiem, że wyraża i twoje poglądy medyczno-polityczne, to poproszę ciebie - bo będziesz bardziej wiarygodny - wytłumaczyć to red. Mullerowi i niejakiej muszynce [https://www.tygodnikpowszechny.pl/do-konca-epidemii-daleko-163596#art_comments], ciężko wystraszonej, że rząd chce ją zabić, pozwalając zdjąć maseczki na ulicy, dążąc celowo (!) do zwiększenia liczby zachorowań. Czytanie komentarzy tutaj i w innych gazetach tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że tzw. "opozycja" - przynajmniej jej "obywatelskie" zaplecze - to... Ech, dajmy już spokój!

To wszystko, o czym tu napisałeś ma jedną wadę - (prawie) nikogo nie obchodzi. Opozycja pozornie drze koty z WAADZĄ (i na odwrót), ale (prawie) wszyscy upajają się entuzjazmem w drodze ku przepaści, czyli do wyborów 28 czerwca, które (prawie) niczym nie różnią się od planowanych niedawno wyborów 10 maja. Przeciwnie, dziś jest dużo więcej chorych niż wtedy, a obowiązujące przepisy - wyborcze, anty-covidowe i wiele innych - nadal są sprzeczne wzajemnie i z Konstytucją. Naród radośnie zrzuca maseczki, politycy organizują 150-osobowe (akurat!), tłoczne (nikt nie przestrzega zalecanych odległości) zgromadzenia przedwyborcze, na których propagują antysanitarny sposób bycia razem, pokazując kompletne lekceważenie dla wiedzy, zasad z niej wynikających i ludzi, którzy starają się te niepopularne rzeczy mówić rodakom. Dokładnie odwrotnie, niż twierdził prof. Marcin Król. Chaos bez śladu zarządzania. Jest mi Pana serdecznie żal, podobnie jak żal mi siebie i paru jeszcze innych znanych mi osób, zresztą pal licho - wszystkich mi żal, ale nic na to nie poradzimy, ani ja, ani Pan, ani żaden człowiek dobrej woli. Może i dobrze, może wreszcie musimy wszyscy wylądować w zupie, żeby pojąć swoją własną głupotę i dopiero wtedy zmądrzeć? Nie wiem. Chyba zbojkotuję te wybory, tak jak miałem zbojkotować poprzednie. Z jednego tylko powodu - jak zachoruje na COVID-19 i zemrze ktoś z mojej lokalnej komisji wyborczej, to nie będę musiał potłuc wszystkich luster w domu. Miłego życia wszystkim!

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]