Już sam fakt, że do takiej rozmowy doszło, jest wart odnotowania: Szyszko przyzwyczaił nas do występów wyłącznie w mediach, które działania rządu adorują („tam nie ma tego rodzaju informacji, o które się pani pyta” – tłumaczył w marcu na konferencji prasowej). Kiedy więc naprzeciwko usiadł prawdziwy dziennikarz (1 sierpnia o godzinie 17; termin był nienegocjowalny), Szyszko usłyszał parę niewygodnych pytań.
I zamiast udzielić merytorycznych odpowiedzi, dał pokaz urzędniczej arogancji. Parokrotnie zbywał pytania o wycinkę, mówiąc o „działaniach ochronnych”. Można to interpretować dwojako: niewiedzą, o co trudno profesora nauk leśnych posądzać, lub przemilczeniem niewygodnej prawdy. Tymczasem jak podało Oko.press, 3 sierpnia, a więc już po wydaniu przez Trybunał Sprawiedliwości nakazu wstrzymania wycinki, ciężki sprzęt pracował w oddziale 250 Cf Nadleśnictwa Białowieża (80 metrów od najbliższej drogi, więc nie mogło być mowy o kwestiach bezpieczeństwa).
O puszczy trzeba rozmawiać, ale strona rządowa ustami Szyszki i dyrektora Lasów Państwowych Konrada Tomaszewskiego (o oponentach mówił w TVP, że z ich mózgów wymyto podstawowe wartości, jak te, że nie warto kochać się z kozą) sprowadza jakąkolwiek debatę na manowce. Zamiast rozmawiać, kreuje świat równoległy, w którym nie trzeba słuchać głosu nauki i instytucji międzynarodowych.
„Tylko w Polsce odpowiednio zarządzamy zasobami przyrodniczymi, mamy rolnictwo, łowiectwo i leśnictwo na wysokim poziomie” – mówi minister, który lubi powoływać się na niemal stuletnie doświadczenie polskich leśników (Lasy Państwowe powstały w 1924 r.). Ale bratając je z tak groteskową retoryką i ignorując decyzje Trybunału, paradoksalnie staje się dziś ich największym wrogiem. ©
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















