Reklama

Szkolny wyścig: szczury kontra stachanowcy

Szkolny wyścig: szczury kontra stachanowcy

18.10.2021
Czyta się kilka minut
Doktryna polskiej szkoły od lat brzmi: jak najwięcej pracy, jak najmniej pytań o jej sens.
A

Albo dyrektor nie potrafi ułożyć pla­nu, albo jest dużo zajęć dodatkowych” – tak wiceminister edukacji Dariusz Piontkowski odpowiedział w zeszłym tygodniu na pytanie Roberta Mazurka (RMF FM) o przeciążenie uczniów. Wyposażony w plan lekcji własnego dziecka dziennikarz mówił o dziewięciu godzinach dziennie w klasie 8, uzbrojony zaś w przepisy minister kontrował: maksymalna liczba zajęć w tygodniu to od dwudziestu dla najmłodszych do trzydziestu kilku dla klas 7-8.

Zgadnijcie Państwo, co lepiej przystaje do rzeczywistości – wykute na pamięć przez wiceministra paragrafy czy harmonogram ósmoklasisty? Do zapisanej faktycznie w przepisach puli zajęć dochodzą (owszem, nieobowiązkowe, ale bardzo trudne do „upchnięcia” na początku albo pod koniec dnia) religia, wychowanie do życia w rodzinie lub ważne zwłaszcza po lockdownie i nauczaniu zdalnym zajęcia dydaktyczno-wyrównawcze (często trzy razy 45 minut w tygodniu).

A to daje nam już w sumie blisko 40 godzin w klasach 7-8 (i niewiele mniej w młodszych). A gdzie prywatne lekcje z angielskiego – pokłosie polskiej normy, w której oświata publiczna nie jest w stanie nauczyć dziecka języka? Gdzie odbywane masowo korepetycje z matematyki czy fizyki? Gdzie plaga główna polskiej edukacji, zadania domowe – efekt upychania treści w podstawach programowych tak, że nauczyciele nie są w stanie jej zrealizować nawet w ciągu owych 40 godzin? Polski uczeń to pracujący bezpłatnie, za to na półtora etatu stereotypowy „korpoludek” – jego tygodniowy harmonogram to świadectwo patologii tyleż ciężkiej, co uznanej od dawna za oczywistość. Niestety, nie tylko przez wiceministra.

A za moment do wyścigu na wyrabianie stachanowskich norm dołączą nauczyciele. Zwykle już ciężko pracujący: Instytut Badań Edukacyjnych ustalił dekadę temu, że polski pedagog poświęca pracy średnio 46 godzin i 40 minut tygodniowo. Teraz, zgodnie z wolą ministra Przemysława Czarnka, mogą mu dojść kolejne 4 godziny przy tablicy w ramach zwiększonego pensum. W ten sposób nauczyciel ma zapracować na wyższe pobory, co urzędnicy nazywają podwyżką.

Doktryna polskiej szkoły od lat brzmi: jak najwięcej pracy, jak najmniej pytań o jej sens. Ambitny duet Piontkowski-Czarnek doprowadza ją właśnie do mistrzostwa. ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]