Szeherezada z polskiego błota

Matka Makryna” Jacka Dehnela to studium opowieści: jej motywacji, mechanizmów i skutków. Pisarz wynalazł do tego zadania postać tyle doskonałą, co nieoczywistą.
Czyta się kilka minut

Matka Makryna Mieczysławska swoim zjawieniem się w 1845 r. w Paryżu wywołała ogromne poruszenie, a jej relacje o prześladowaniach przez prawosławny kler unickich sióstr zakonnych zostały wysłuchane przez dwóch kolejnych papieży i były przedrukowywane przez europejską prasę. Makryna doskonale wypełniła także zapotrzebowanie Polonii na ucieleśnienie idei męczeństwa opierającego się zakusom rosyjskiego zaborcy. Dopiero po 70 latach dowiedziono, że cała ta historia została zmyślona, a sama Makryna nie była zakonnicą, lecz wdową po rosyjskim oficerze.

Odświeżając ten nieco kłopotliwy epizod, Dehnel zyskuje okazję, żeby pokazać środowiska Wielkiej Emigracji: skłócone, pełne resentymentu i cudacznych planów odzyskania niepodległości. Główną rolę odgrywają w powieści bracia zmartwychwstańcy, ale pojawiają się również książę Czartoryski, Towiański, Słowacki (autor wierszowanej „Rozmowy z Matką Makryną”), Norwid, a także Mickiewicz. Powieść historyczna najwyraźniej powraca do łask.

„Matka Makryna” jest jednak przede wszystkim pochwałą literatury. Przeplatając rozdziały zawierające męczeńską opowieść Makryny z jej „metafikcyjną” relacją o rzeczywistych zdarzeniach, Dehnel pokazuje, jak osobiste i peryferyjne kobiece cierpienie wyraża się w zmyślonej narracji o narodzie i męczeństwie. Historia Makryny jest też historią emancypacji za sprawą literatury. Dostarczając słuchaczom dokładnie takich opowieści, jakich pragną – kiczowatych i groteskowych – Makryna wymienia je, niczym Szeherezada, na bezpieczeństwo, schronienie i godność.

Można tylko żałować, że Dehnel traktuje przepływy między doświadczeniem a fikcją jednokierunkowo i nie sprawdza, na ile sama opowieść potrafi kształtować rzeczywistość. Nieco nużąca jest również Sienkiewiczowska z ducha stylizacja na dawną polszczyznę, niepotrzebnie rozwlekająca powieść. Sam autor, podobnie jak jego bohaterka, musiał się jednak świetnie bawić, tworząc kolejne makabryczne opisy.

Z powieści Dehnela wyłania się przewrotna koncepcja pisarstwa. By zyskać przychylność czytelników, pisarz– wzorem Makryny – musi być gotowy zmyślać, koloryzować, naciągać i, jeśli trzeba, zwyczajnie kłamać. A choć ryzyko jest wielkie, to uwielbienie publiczności może się okazać największą nagrodą. ©


Jacek Dehnel „Matka Makryna”, W.A.B., Warszawa 2014

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2015

Artykuł pochodzi z dodatku Angelus 2015