„Krzywda” Pawła Rzewuskiego, jak każda świetna powieść, to tak naprawdę kilka książek sprasowanych ze sobą tak ciasno, że litery jednej przebijają spod stron drugiej. Możliwości lekturowych jest tu niemało, ale najlepsza zabawa zaczyna się wtedy, kiedy one wszystkie na siebie wpływają.
Niby to historia szlachciury, tytułowego Krzywdy, który w poszukiwaniu dawno zaginionego brata przemierza rubieże Rzeczypospolitej. Pokonuje opustoszałe gościńce, odwiedza rzadko porozrzucane szlacheckie dworki i nie bez zdziwienia przygląda się życiu, w którym spod pozorów zwyczajności szybko przezierają symptomy grozy. Ktoś wydaje córkę za mąż, ktoś przygarnia sierotę po bracie, ktoś prowadzi handel i daje gościnę wędrowcom z dalekich krain, ktoś wspomina wojny, ktoś bierze udział w konfederacji. To niby codzienność Polski w jej złotym wieku, ale złota jest tu co najwyżej cienka warstewka, naniesiona na okrucieństwo, przemoc i niesprawiedliwość, które nieustannie szukają sposobu, aby dać o sobie znać.
Między historią, horrorem i ludową wyobraźnią
Z tego powodu jest to też opowieść o niestrudzonym odkrywcy, który w tym czasie, kiedy panowanie rozumu nie jest jeszcze raz na zawsze ustalone, mierzy się ze zjawiskami, które wykraczają poza jego wątłe granice, a nieraz brutalnie je naruszają. Niby obowiązuje tu wciąż ortodoksyjny katolicyzm, a z zachodnich krajów napływają wieści o rodzącej się metodzie naukowej, ale w szczelinach między nimi nieustannie toczy się ferment. I nie chodzi tylko o protestancką, a w szczególności ariańską heterodoksję, której rewolucyjne postulaty podają w wątpliwość same fundamenty, na których osadzona jest Rzeczpospolita.
Największe wyzwania przychodzą z kierunków, które trzy stulecia później staną się tak fascynujące dla romantyków: ludowych wierzeń pleniących się na pogańskim podglebiu tego kraju. W ciemnych lasach panują strzygi, ze stawów wyzierają demoniczne stwory, a szatani chadzają gościńcami i biesiadują w gospodach. Na to nakładają się alchemiczne marzenia o okiełznaniu sił natury i zaprzęgnięciu ich dla własnych zysków. Rzewuski bawi się tymi historiami, w których słychać wpływy sagi wiedźmińskiej Andrzeja Sapkowskiego, tyle że pozbawione dystansującej ramy fantastyki. Przesmyki w całkiem rzeczywistej historii wydają się wystarczająco szerokie, aby dało się w nie wpuścić wszystkie te niesamowitości, które przez to zyskują tylko większą sugestywność.
Powieść o przemocy ukrytej pod historią
„Krzywda” to wreszcie historia całkiem współczesnego autora, który w opowiedzianej już na tyle sposobów historii polskiej szlachty upomina się o to, co zwykle było marginalizowane, pomijane, bagatelizowane. Z pewnością pomagają w tym dokonania ludowej historii Polski, które w ostatnich latach przybrały na intensywności. Rzewuski, choć w centrum swojej powieści stawia panów szlachtę, nie pozwala nam ani na chwilę zapomnieć o tych, którzy budowali dobrobyt Rzeczypospolitej, a przy tym najmocniej doświadczali jej niewdzięczności: chłopów, Żydów, służby.
Choć najwięcej uwagi przyciąga tu podskórna historia konsekwentnej i systemowej przemocy wobec kobiet. To – jak sugerował Kacper Pobłocki w „Chamstwie” – patriarchat okazuje się tkanką spajającą rozbieżne interesy różnych warstw społecznych. I właśnie pęknięcia na jej powierzchni, spomiędzy których przeciskają się na światło dzienne historie – tak samo tytułowych jak herb głównego bohatera – krzywd, są zasadniczym motorem napędzającym tę powieść. Choć trzeba przyznać, że autor nie zdradza się tu z aktywistycznym odruchem, by historię sprzed, było nie było, niemal pół tysiąca lat ratować choćby przy użyciu nieco desperackich narzędzi wyobraźni.
Od literackiej sprawiedliwości ważniejsza wydaje się tu sprawiedliwość wobec samej literatury. Splątanie tych wszystkich opowieści staje się możliwe za sprawą chwytu, który odsyła do jednej z najbardziej niesamowitych książek w historii (nie tylko polskiej) literatury – „Pamiętnika znalezionego w Saragossie”. W testowaniu granic kompozycji szkatułkowej Rzewuski może nie idzie tak daleko jak Jan Potocki, ale podobnie jak on nie ustaje w wysiłkach, by swoich czytelników i swoje czytelniczki zabawiać, uczyć, prowokować. I w żadnym, ale to w żadnym wypadku nie pozwalać się nudzić.
Nominacja do Nagrody-Stypendium im. Stanisława Barańczaka:
Paweł Rzewuski, KRZYWDA, Wydawnictwo ArtRage, Warszawa 2025
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















