Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Udręka i ekfraza

Udręka i ekfraza

15.10.2012
Czyta się kilka minut
Druga powieść w dorobku Jacka Dehnela to błyskotliwy i okazały problemowo utwór, łączący w sobie kilka wzorów opowiadania.
Fot. Piotr Sunderland
W

W podstawowej warstwie jest nowoczesną powieścią biograficzną poświęconą osobie i twórczości Francisca Goi. Zarazem równoprawnym bohaterem tej opowieści jest postać, o której współcześni właściwie niczego nie wiedzą – jedyny syn genialnego malarza, Javier. Od pewnego momentu na scenie powieściowej pojawia się trzecia męska postać – syn Javiera i wnuk Francisca, Mariano. Tak więc w „Saturnie” dominuje literackie zmyślenie luźno powiązane z faktami, które znaleźć można w dostępnych biografiach wielkiego Hiszpana i opracowaniach traktujących o jego epoce. Kolejną konwencją jest powieść rodzinna krążąca wokół węzła edypalnego i dramatu niespełnionego ojcostwa. „Saturn” jest także uniwersalną opowieścią o artyście, przechodzącą miejscami w esej o sztuce. Należy też dodać, że w materię fabularną wcinają się liczne ekfrazy (tj. literackie opisy dzieł malarskich), które z jednej strony pełnią funkcję kontrapunktu, z drugiej zaś strony komentują zdarzenia rozgrywające się w planie anegdotycznym powieści.

Zjawiskowość „Saturna” polega na tym, że wszystkie te konwencje i skupiska znaczeń są – by tak rzec – sobie potrzebne, toteż ostatecznie stanowią literacką jedność, a sama powieść wymyka się utartym, nawykowym klasyfikacjom – nie można o niej powiedzieć, że jest beletryzowaną biografią, esejem o malarstwie czy duszy artysty bądź też niezobowiązującym zmyśleniem. Prof. Maria Poprzęcka w szkicu poświęconym utworowi Dehnela przedstawiała długą listę dzieł literackich – od romantyzmu po współczesność – które wzięły się z zafascynowania osobą i twórczością Goi. Autor „Saturna” wszedł więc w gęste pole tradycji, ale nie ugiął się pod jej ciężarem – wyraźnie zaznaczył odrębność własnej wypowiedzi.

Jeżeli w ogóle można mówić o jakimś celu poznawczym czy problemowym ukierunkowaniu, byłaby nim próba zrozumienia najbardziej tajemniczego dzieła Goi, cyklu fresków znanych jako „Czarne obrazy”. Jacek Dehnel – jak objaśnił w posłowiu – poszedł za głosem jednego ze współczesnych badaczy, który ustalił, iż malowidła te powstały po śmierci malarza, a ich rzeczywistym autorem mógł być Javier. Ten ostatni w „Czarnych obrazach” zakodował historię rodzinną oraz znalazł sposób na wyrażenie arcytrudnej relacji z ojcem- -potworem: despotą, lubieżnikiem i mitomanem. Innymi słowy, w przedstawieniu malarskim należącym do wspomnianego cyklu, tzn. w „Saturnie pożerającym jedno ze swoich dzieci”, to on (Javier) miał być owym dzieckiem.

To, dlaczego został „pożarty” przez potężnego i despotycznego ojca, wcale nie jest jasne. Pisarz prowadzi śledztwo w tej sprawie. Jednym z ciekawszych tropów jest odkrycie burzliwego homoseksualnego romansu Goi. Pomysłowych fantazji tego rodzaju jest tu sporo, a sam pisarz daleki jest od prostolinijnych myśli i rozpoznań: piekło rodzinne (w domu artysty) nie jest tu bynajmniej ujmowane jako cena za artystyczne spełnienie. Byłaby to konkluzja nazbyt oczywista. Portret Goi – geniusza i potwora – daleki jest od jednoznaczności, co uznać należy za bodaj najważniejszą zaletę tej powieści.

Nie sposób nie odnieść się – z podziwem i uznaniem – do kunsztu pisarskiego Jacka Dehnela. Przeplatające się monologi „mężczyzn z rodziny Goya” (Francisca i Javiera; głos Mariana stanowi tylko dopełnienie tych dwu wiodących monologów) utrzymane są w odmiennych stylach i zestawione na zasadzie kontrastu; „gładka”, neutralna mowa syna ma być tu odpowiedzią na wulgarność i bezceremonialność języka ojca. Ale prawdziwym majstersztykiem, jeśli idzie o operowanie językiem, są opisy „Czarnych obrazów”. Posłuchajmy początkowego fragmentu opisu malowidła „Bezwstyd”: „Ten, który przychodzi, widzi je tylko przez moment – obraca się i światło wydobywa z grubej czerni jego młodzieńczy, dziecięcy niemal profil. Zerka. Gdyby patrzył świadomie, wiedziałby, czego się spodziewać, i odwróciłby oczy szybciej, a tak, niechcący, trwa w swoim obrocie odrobinę za długo i widzi wszystko”.

Jacek Dehnel, „Saturn. Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya”, W.A.B., Warszawa 2011

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]