Reklama

Ładowanie...

Syria: armia USA zabiła kilkuset Rosjan?

Syria: armia USA zabiła kilkuset Rosjan?

12.02.2018
Czyta się kilka minut
Już pierwsze wieści o tym wydarzeniu, którego przebieg wciąż jest zagadką (i może taką zostanie, jeśli Kreml i Biały Dom zgodnie uznają, że lepiej milczeć), były sensacyjne.
RAMI SLUSH / AP / EAST NEWS
C

Choć wpisywały się w syryjską codzienność i trend, jakim jest dominacja zewnętrznych sił w tej wojnie.

Oto w minionym tygodniu agencje podały, że we wschodniej Syrii armia USA – samoloty, helikoptery, artyleria – zniszczyły duże zgrupowanie „proasadowskiej milicji” (tak to formułowano). „Milicja” – twierdzili Amerykanie – atakowała bazy Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF), była to więc samoobrona. SDF to milicje kurdyjskie i arabskie, walczące z tzw. Państwem Islamskim, a wspierane przez kilka tysięcy Amerykanów stacjonujących w Syrii. Mowa była o stu zabitych „milicjantach”. Agencje odnotowały, że to pierwszy przypadek, gdy żołnierze USA starli się z „siłami proasadowskimi” na taką skalę.

Tymczasem kilka dni później w rosyjskim i ukraińskim internecie pojawiły się twierdzenia – wsparte relacjami osób przedstawianych jako ocaleni z bitwy – że zniszczone zgrupowanie tworzyli tzw. kontraktorzy, Rosjanie z Grupy Wagnera: niby-prywatnej armii, związanej z Kremlem i realizującej jego cele (wcześniej np. w Donbasie), choć nie pod flagą państwową. Pułkownik Girkin, który dowodził w Doniecku i zna „wagnerowców”, twierdzi, że zginąć mogło nawet 600 Rosjan.

Cokolwiek tam się wydarzyło – po siedmiu latach wojny Syria nie jest już w pierwszym rzędzie areną konfliktu Asad–opozycja, lecz terenem, gdzie ścierają się (jawnie lub przez sojuszników bądź klientów) Rosja i USA, Izrael i libański Hezbollah, Izrael i Iran, Iran i Arabia Saudyjska, Turcy i Kurdowie itd. Rozbicie tzw. Państwa Islamskiego skutkuje zaś i tym, że owe „fronty” stają się coraz widoczniejsze, a konflikty – coraz ostrzejsze.

Zniszczenie kolumny „wagnerowców” (być może liczba ofiar mieści się gdzieś między 100 a 600?) to jeden z tego przejawów. Nie musi mieć skutków, nazwijmy to, ostatecznych: skoro Putin i Trump milczą, może zgodzili się na wersję, że była to pomyłka, bo Rosjanie i Syryjczycy używają podobnych czołgów, a incydent lepiej zamieść pod dywan. Wszak przyznawszy się do tych zabitych jako „swoich”, Putin musiałby coś z tym zrobić…

Za to inne incydenty – jak niedawna wymiana ciosów między Izraelem a Irańczykami i Hezbollahem, w której Izrael stracił myśliwiec, zestrzelony rakietą dostarczoną przez Rosję (na zdjęciu: szczątki F-16) – czynią coraz realniejszą nową eskalację: między Izraelem a Iranem i jego klientami. W doktrynie Izraela nie do przyjęcia jest sytuacja, gdy w Syrii, tuż za granicą, konsoliduje się nowe zagrożenie – irański przyczółek militarny. ©℗

Autor artykułu

Dziennikarz, kierownik działów Świat i Historia. Ur. 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]