Świetliki i Linda

Od pierwszych taktów słychać, że to muzycznie najdojrzalszy album Świetlików. Dźwięki są poukładane trochę na modłę The Swans (niczym z rokokowo rozpasanego The Burning World z 1989 r.). Jakby nad wszystkim czuwał duch Roli Mosimanna.
Czyta się kilka minut
 /
/

Wokale obu Panów - Lindy i Świetlickiego - też momentami brzmią a la Michael Gira (niemal w stylu jego basso profundo). Ale to nie wszystko. Szybko ukazuje się drugie dno. Jest więcej Cesarsko-Królewskiego zmęczenia, jazzu, splinu, chandry, mgły i krakowskich duszności. Słychać dystans i dojrzały eklektyzm. Objawiają się smyczki i smutne trąbienia kojarzące się ze ścieżką Milesa Davisa z “Windą na szafot". Są nawet klimaty big bandowe (“Czwartek"). Snuje się dym z “niebieskich gauloisów, zielonych LM-ów, zwyczajnych Vogue’ów". Stany chorobliwego pobudzenia - desperackie i spaghetti westernowe - sąsiadują z dojrzałym zmęczeniem bardzo dojrzałych mężczyzn, którzy “szalenie delikatni są na kacu". A kiedy Linda śpiewa, “nigdy policja nie będzie taka uprzejma, straż pożarna nigdy nie będzie taka szybka i sprawna, nigdy papieros nie będzie tak smaczny, a wódka taka zimna i pożywna [...], nigdy nie będzie takich wędlin, takiej coca-coli, takiej musztardy i takiego mleka" - to wzbudza się we mnie niepohamowana czułość i po raz któryś z rzędu uświadamiam sobie, że Marcin jest doskonale zakonspirowaną postacią tragiczną. I jak nikt umie przemycić pomiędzy prostymi słowami rodem z reklamy napoju gazowanego, że “nad horyzontem błyska się i słychać szczęk żelaza", a “cmentarz zbliża się do mnie grób po grobie".

Płyta zaczyna się i kończy dwoma wersjami tego samego kawałka. Pierwsza jest ponuro-triumfalna, w stylu szczytującego Nicka Cave’a, ale w zamykającej te same słowa (“popatrzcie na nas, jesteśmy starzy, piękni i bogaci, popatrzcie na nas, to dobrze, żeśmy młodo nie umarli") - zostają wykrzyczane w punkowej manierze Jello Biafry i Dead Kennedys. Las putas melancólicas? Z pewnością. Ale także Psy. Psy III. I teraz trzeba tę zarazę rozprzestrzeniać. Koniecznie należy kontynuować. Cóż dziś innego mogą robić Starsi Panowie niż grać w zespole rock-and-rollowym?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2005