„Wild God” Nicka Cave’a: album wybitny i wybitnie inny

Aż trudno uwierzyć, że Nick Cave recytujący dziś psalmy to ten sam artysta, który uchodził za jedną z twarzy postpunka i gothic rocka. Anarchista zżerający swój mikrofon wzywa dziś z radością Pana.
Czyta się kilka minut
Koncert Nicka Cave’a w Londynie, 22 sierpnia 2022 r. // Ash Knotek / Rex Features / East News
Koncert Nicka Cave’a w Londynie, 22 sierpnia 2022 r. // Ash Knotek / Rex Features / East News

Odkąd jako nastolatek zaczyna śpiewać w chórze, uczęszcza również na msze Kościoła anglikańskiego. Zmaga się ze sobą i z Bogiem. Czuje – jak mówi potem w wywiadach – „rosnące zainteresowanie brutalną literaturą, połączone z nienazwanym poczuciem boskości w rzeczach”. Stary Testament przemawia do niego, kiedy „wścieka się, syczy i pluje na świat”. 

Później – już jako dorosły artysta – skieruje się bardziej ku Nowemu Testamentowi, czerpiąc z biblijnych motywów i ich symboliki, jak choćby na płycie „The Boatman’s Call” (1997). „Kościół jest podobny do mojego życia duchowego – powie. – Kiedyś znajdowałem w nim powody, by nie wierzyć. Teraz znajduję powody, które są nieco bardziej przekonujące”.

Nick Cave zwraca się ku światu

To już prawie dziesięć lat: w roku 2015 nastoletni syn Nicka Cave’a, Arthur, ginie w tragicznym wypadku. Rok później ta przedwczesna śmierć znajduje wyraz na płycie „The Skeleton Tree”, a w niektórych jej utworach, jak „Jesus Alone” czy „Girl In Amber”, Cave wyjawia swój ból i niepokojące poczucie roztrzęsienia. Koncerty artysty z tego okresu wypełnione są wyłącznie muzyką, Cave śpiewający przy fortepianie nie chce mówić o śmierci syna. Z czasem to się zmienia.

„Gdy doznajemy takich tragedii – mówi dziś – musimy podjąć decyzję. Mamy wybór: pojawia się pragnienie, aby zwrócić się do wewnątrz, zawijać wokół nieobecności osoby, którą utraciliśmy, tak jakby była w tym zwijaniu się jakaś szlachetność. Myślę jednak, że to błąd, że musimy raczej zwrócić się na zewnątrz, ku światu, zrozumieć, że jesteśmy jego częścią, i że jest on pełen ludzi, którzy coś utracili”.

To, co następuje po tej decyzji, znajduje po raz pierwszy wyraz na płycie „Ghosteen” z 2019 r., przez wielu uznanej za arcydzieło. W 2021 r. ta krucha, doniosła subtelność znów zamienia się jednak w gniewne, głośne brzmienie płyty „Carnage”, nagranej wspólnie z multiinstrumentalistą Warrenem Ellisem, szalejącym na koncertach ze skrzypcami lub małym syntezatorem. Jednym z najbardziej wyrazistych kawałków płyty jest utwór „White Elephant” – niepokojący, obsesyjny, kipiący językiem gwałtu i brutalności, nagle przechodzący w gospel.

W maju 2022 r. Cave doznaje jednak kolejnego ciosu – w wieku 30 lat umiera jego najstarszy syn Jethro. Kilka miesięcy później muzyk, tym razem solo, wydaje krótki, recytacyjny album „Seven Psalms” – osobiste modlitwy z subtelnym ambientem w tle, wyrażające nie tylko uczucia związane ze śmiercią kolejnego syna, ale religijność artysty jako taką – w nowej odsłonie.

Są na tej płycie psalmy lamentu, pochwały, mądrości, prośby i dziękczynienia. Cave poszerza ten wachlarz o próbę zmierzenia się z winą i niegodziwością. W utworze „Zmiłuj się nade mną” („Have Mercy on Me”) minorowe akordy towarzyszą opisowi naprawdę strasznych czynów, a śpiewak prosi o łaskę: „Zjadłem dzieci i zrzuciłem ogień na starców. Zrzuciłem noworodki martwe na skały. Nękałem miasta, wyrzucałem rodziny na mróz. I cofnąłem wszystkie postępujące zegary”. Całość kończy się wyznaniem: „Bez tchu, ale do Ciebie”.

Aż trudno uwierzyć, że Nick Cave recytujący psalmy to ten sam artysta, który w latach 70. i 80. uchodził za jedną z twarzy ostrego postpunka, mrocznego gothic rocka, konfrontatywnych, przepełnionych agresją występów na żywo. Ten sam, który przez wiele lat uzależniony był od heroiny, uwolnienie od której dobitnie dokumentuje płyta „No More Shall We Part” (2001). I ten sam, który do dziś na koncertach z The Bad Seeds na całym świecie – w Polsce gościł ostatnio w zeszłym roku, zobaczymy go tutaj znów w październiku – gra stare i ostre utwory, krzycząc do mikrofonu, przewracając statywy i dając upust wewnętrznej agresji. Tak, człowiek nosi w sobie wszystko, zarówno zło, jak i miłość – istotna część twórczości Cave’a zdaje się ciągłą reinterpretacją tego przekonania.

Nick Cave zwraca się ku radości

Wraz z nową płytą „Wild God” następuje nowy czas miłości, albo raczej: radości z niej. Już otwierająca płytę piosenka „Song Of The Lake” jest nietypowa jak na dotychczasowe albumy Cave’a – jasna, pogodna, beztroska. W utworze „Frogs” historia Kaina i Abla w zaskakujący sposób łączy się z zachwytem nad istnieniem żaby, którą artysta dostrzega, wracając z żoną z kościoła. Tą piosenką Cave rozpoczął ponoć pracę nad płytą i to ona, jak mówi, „nadała ton obrazom i tematom, które nastąpiły później”. Jakie to obrazy? Na przykład takie, w których „dzieci w niebiosach skaczą z radości, skaczą z miłości i otwierają niebo powyżej (…) Jest niedzielny poranek, a ja trzymam cię za rękę”. Sympatycznie, prawda?

Co prawda i na wielu wcześniejszych płytach Cave’a znajdziemy kawałki o radości i nadziei, jednak różnica pomiędzy nimi a „Wild God” jest taka, że tu nie mamy już żadnych zmagań ani walki. Wszelkie cierpienie zostaje wchłonięte przez coś większego, wybrzmiewa już tylko w dziecięcym niemal zachwycie. „Joy”, czyli radość, to coś zupełnie innego niż przyjemność, cieszenie się z czegoś poszczególnego. To, w odsłonie muzyki Cave’a, bycie całościowe, wszechogarniające. Ot, taka Cave’owska „Hallelujah” – brak słów wobec piękna bytu.

Ale „Joy” to także wyraz poddania się po „preludium cierpienia”, prośba o łaskę. W jednym z wywiadów towarzyszących premierze „Wild God” Cave mówi, że muzyka jest dla niego „jedną z ostatnich uzasadnionych możliwości doświadczania transcendencji”. Mając tę wypowiedź z tyłu głowy, warto wsłuchać się np. w świetne „Long Dark Night”.

Nick Cave zwraca się ku innym

Tak jak Cave na swoich koncertach sprawia wrażenie, że chciałby, by słuchacze i słuchaczki wykorzystali wspólny wieczór dla przeżycia katharsis, tak dziesiątki jego piosenek są zaproszeniem do wewnętrznej kontemplacji, medytacji i modlitwy. „Nie musisz modlić się do nikogo szczególnego. Modlitwa wypływająca z niewiary także jest wartościowa, ponieważ jest spotkaniem z samym sobą”, pisze Cave na swoim blogu The Red Hand Files, na którym od sześciu lat koresponduje z fanami.

Ten rodzaj komunikacji, jak opowiada, stał się dla niego tak istotny, że spędza całe dwa dni w tygodniu, aby czytać wszystkie listy – dotychczas blisko 100 tysięcy – i odpowiadać na wybrane. „Red Hand Files stało się filarem. Czuję się nierozerwalnie związany z ludźmi” – mówi. Rzeczywiście: nazwa bloga, nawiązująca do jednego z ikonicznych utworów artysty, „Red Right Hand”, jawi się jako medium społecznościowe w najlepszym możliwym wydaniu.

Siła twórczości Cave’a i fakt, że swoim momentami kaznodziejskim przekazem trafia do milionów młodych, niekoniecznie religijnych ludzi, ma swe źródła także w tym, że ten charyzmatyczny „kaznodzieja” jest jednocześnie po prostu „cool”. Koncerty Cave’a przypominają niemal msze, ale nie te w tradycyjnie katolickim wydaniu, tylko bardziej nabożeństwa znane z kościołów czarnych społeczności w USA, gdzie ekstaza przeżywana jest także we wspólnym, namiętnym śpiewaniu i tańcu.

Jednocześnie w jego występach jest jakaś archaiczna siła, dziedzictwo punkowych lat z The Birthday Party. Ich nagrania koncertowe prowokują pytania o to, czy tamten anarchista zżerający swój mikrofon to naprawdę ten sam gość wzywający dziś z radością Pana. Dziennikarka Ann Powers zasugerowała nawet, że „Cave to jakiś święty”. Cóż, wśród jego wyznawców nie jest to bynajmniej rzadkie przekonanie. 

Nick Cave & The Bed Seeds, WILD GOD, PIAS, 30 sierpnia 2024

Zespół wystąpi 10.10.2024 w łódzkiej Atlas Arenie oraz 11.10.2024 w Tauron Arenie Kraków.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Wybitny i wybitnie inny