Stosunek policji do nielegalnych wyścigów brzmi jak deklaracja bezradności państwa

Po tragedii na Trasie Łazienkowskiej i wobec bezkarności tzw. miłośników motoryzacji zaczyna się chyba ważna debata – o karaniu za sprawstwo takiego wypadku jak za zabójstwo.
Czyta się kilka minut
Michał Kuźmiński, dziennikarz Tygodnika Powszechnego
Michał Kuźmiński // Fot. Grażyna Makara

To brutalne zdanie usłyszał Bartosz Józefiak, autor tekstu o patologiach na drodze z tego wydania, od kobiety, której matkę zabiło rozpędzone auto: „W Polsce to najlepiej zabić kogoś samochodem. Bo wtedy nic cię nie spotka. To już za zabicie psa dostaje się więcej”.

Po tragedii na Trasie Łazienkowskiej i wobec bezkarności tzw. miłośników motoryzacji zaczyna się chyba ważna debata – o karaniu za sprawstwo takiego wypadku jak za zabójstwo. Otóż choć od 2022 r. obowiązuje nowy taryfikator mandatów, podnoszący ich maksymalną stawkę ze śmiesznej kwoty 500 zł do 5000 zł, to w 2023 r. wzrosła, a nie zmalała, liczba śmiertelnych ofiar wypadków spowodowanych niedostosowaniem prędkości do warunków ruchu. Jak zauważa ekspert Instytutu Transportu Samochodowego, chwilowa poprawa okazała się nietrwała, bo państwo nie umie zapewnić nieuchronności kary.

Józefiak przypomina, że to politycy PO dekadę temu „w populistycznym uniesieniu przed wyborami” odebrali samorządom fotoradary, przekazując je niewydolnemu ITD. Czy teraz, mówiąc o wprowadzeniu kategorii „zabójstwa drogowego”, nie szykuje się nam populistycznego chwytu zamiast realnych działań?

Bo gdy rzecznik komendy stołecznej policji tłumaczy się Onetowi, że policja nie zdąża zapobiec nielegalnym wyścigom, gdyż organizatorzy informują o nich tajnymi QR-kodami, brzmi to jak deklaracja bezradności państwa. Józefiakowi do takiego tajnego kodu udało się dotrzeć bez trudu.

Przepisy mamy. Policja mogłaby uruchomić wywiad kryminalny, idąc w stronę przestępstw takich, jak sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym, łamanie przepisów o imprezach masowych, a może nawet udział w grupie przestępczej i usiłowanie zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Mogłaby inwigilować fora, sięgnąć po logowania komórek uczestników wyścigów i obserwować, kiedy te komórki znów zbierają się w jednym miejscu. Tymczasem tłumaczy, że może jedynie karać za wykroczenia – prędkość czy brak gaśnicy. 

Owszem, trudno oczekiwać wiele od niedofinansowanej i nieszkolącej się formacji, która w samym tylko garnizonie warszawskim ma 25 proc. wakatów. Dopuszczając do takiego stanu policji, państwo stwarza warunki dla bezkarnego narażania życia innych w tak symbolicznej przestrzeni publicznej jak wspólna droga.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2024