Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Sprawiedliwy z Żoliborza

Sprawiedliwy z Żoliborza

12.04.2013
Czyta się kilka minut
Nad walczącym gettem wisiał stale dym. Patrzyli na niego i Polacy, i ukrywający się Żydzi. Także ci z Żoliborza – chyba w żadnej innej dzielnicy po „aryjskiej stronie” nie było ich więcej.
Krzysztof Dunin-Wąsowicz (z prawej) na Wzgórzu Pamięci w Jerozolimie, 1988 r. Fot. Archiwum rodzinne
W

Wszyscy chcieli coś robić. Wojna to nie czas, by siedzieć w ukryciu i czekać. Artymowicz składał podziemne katolickie gazetki, Motyka prowadził wojskowe szkolenie chłopców u socjalistów w konspiracji, a Maślak... Maślak rwał się do każdej akcji sabotażowej.
Naprawdę nazywali się inaczej. Aleksander Artymowicz to Moryc Gelber z Lwowa, Motyka to Teichorn z Drohobycza, a Mietek Maślak to Szymon Joffe.
Artymowicz przeżył wojnę, wyszedł z Warszawy po upadku Powstania Warszawskiego z ludnością cywilną. Motykę wygarnęli Niemcy z innymi ukrywającymi się Żydami w 1943 r., ktoś doniósł. Maślak w końcu ruszył do walki 1 sierpnia 1944 r. i tego samego dnia zginął przy Dworcu Gdańskim. Ma swoje miejsce na murze poległych w Muzeum Powstania Warszawskiego – pod prawdziwym nazwiskiem Joffe („Maślak” zapisano jako pseudonim).
Wśród łańcucha Polaków, którzy pomagali im się ukrywać, był Krzysztof Dunin-Wąsowicz: wtedy młody chłopak (rocznik 1923), po wojnie profesor historii i społecznik. Oraz: były więzień KL Stutthof, Sprawiedliwy wśród Narodów Świata i od zawsze mieszkaniec Żoliborza.

CHŁOPCY Z KSIĘGARNI
Dla Krzysztofa Dunina-Wąsowicza akcja pomagania Żydom zaczęła się właśnie od Artymowicza. Razem pracowali w księgarni Arcta na Nowym Świecie. Dwaj młodzi ludzie, o podobnych poglądach, często dyskutowali.
Artymowicz spał na zapleczu księgarni. Miał dobre papiery, ale (jak wtedy mówiono) kiepski wygląd. Ryzyko było zbyt duże, nie mógł tam zostać. – To było przed Bożym Narodzeniem 1942 r. Artymowicz był przerażony, nie wiedział, co robić. Znałem już Władysława Bartoszewskiego, też poznałem go w księgarni. Wiedziałem, że ma coś wspólnego z akcją pomagania Żydom, choć nie wiedziałam jeszcze o działaniach Żegoty – opowiada dziś Dunin-Wąsowicz. – Władek obiecał pomoc i razem przewieźliśmy Artymowicza do lokalu Zofii Kossak-Szczuckiej na ul. Noakowskiego. Tam był kilka tygodni, łączniczki przynosiły mu jedzenie. I gazety, bo bardzo chciał wiedzieć, co się dzieje. Ale wpadł krewny Kossak-Szczuckiej i trzeba było Artymowicza szybko zabrać. Wzięliśmy dorożkę. Obandażowaliśmy mu twarz, żeby nie było widać uszu i nosa. Nie było wyjścia, choć się buntował. Przyjechaliśmy na Żoliborz. Wszyscy się baliśmy, ale najbardziej dorożkarz.
Artymowicz był ukrywany jakiś czas na Żoliborzu, potem trafił do lokalu na ul. Nowy Zjazd. Tam Dunin-Wąsowicz nosił mu pieniądze, bo mieszkanie trzeba było opłacać. Potem Krzysztof – także żołnierz AK – został aresztowany przez Niemców i wysłany do obozu koncentracyjnego Stutthof. Przeżył. Wojnę przeżył też Artymowicz, dzięki Żegocie. Po latach nawiązał kontakt ze swym dawnym opiekunem. To on zgłosił Krzysztofa i jego matkę do Yad Vashem i uruchomił procedurę przyznania im tytułu Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Tytuł przyznano w 1982 r.

KUCHNIA NA CZARNIECKIEGO
W konspiracji działała cała rodzina Krzysztofa: rodzice i brat Marek. W mieszkaniu były zbiórki podziemnego harcerstwa, szkolenia podchorążych, przechowywano podziemną prasę i broń. Cała rodzina przypłaciła to potem aresztowaniem.
Ojciec, Władysław, był współzałożycielem Tajnej Organizacji Dziennikarskiej, która wspierała m.in. żydowskich kolegów-dziennikarzy. Matka, Janina, prowadziła na Żoliborzu kuchnię Rady Głównej Opiekuńczej – organizacji charytatywnej, na której działalność okupant zezwolił – w szkole na ul. Czarnieckiego 49.
Gdy Krzysztof zaangażował się w akcję Rady Pomocy Żydom „Żegota”, matka – razem z talonami na obiady – przekazywała podczas dyżurów w kuchni koperty z pieniędzmi ukrywającym się Żydom. „Nasza Kuchnia na Żoliborzu stała się jakby klubem. Spotykały się tu rodziny, które były rozproszone w różnych mieszkaniach. Bywali tu dziennikarze, aktorzy, dwaj bracia lekarze z Łodzi, kilku księgarzy ze Lwowa, z których jeden z ramienia Komitetu Żydowskiego tu właśnie załatwiał sprawy samopomocowe. Stołowali się tu Żydzi biorący udział w zbrojnej akcji podziemnej” – pisała potem Janina we „Wspomnieniach”.
Aby rozdawać zapomogi, Janina musiała poznać wszystkich ukrywających się podopiecznych. W konsekwencji ona też stała się osobą znaną, zbyt znaną. Doszło do tego, że potrzebujący pomocy Żydzi przychodzili do niej wprost z ulicy. Jak 13-letni Janek: mówił, że uciekł aż z Przemyśla, prosił o obiad. Potrzebował też schronienia . „Któż weźmie do siebie to nieznajome dziecko o wybitnie semickim wyglądzie?” – martwiła się Janina. Ale znalazła mu miejsce jako pomocnika ogrodnika.
Kuchnia na Czarnieckiego przyciągnęła w końcu uwagę szmalcownika. Janina otrzymała anonim: „Znane mi są nazwiska osób, którym wręcza pani koperty co miesiąc. Żądam 3 tys. zł. Jeżeli pani nie zastosuje się, wszystkie osoby będą wydane do gestapo”. – Poszedłem po radę do Ludwika Bergera, mojego dowódcy z AK – opowiada dziś profesor. – Powiedział: dam ci człowieka. Wyznaczył bojowca Leszka Chechlińskiego, też z Żoliborza. On rozpracował tego donosiciela, poszedł za nim do jego domu i wpakował mu cały magazynek. To był jeden jedyny taki wypadek szantażu.

REPUBLIKA ŻOLIBORSKA
Wpadki i donosy się zdarzały, ale Żoliborz to było dobre miejsce. „Oaza”, jak mówi Dunin-Wąsowicz. Niemcy rzadko zapuszczali się w uliczki dzielnicy. Akowcy, harcerze, ukrywający się Żydzi... Żoliborz kipiał konspiracją. „Wszyscy” się znali i aż za dużo o sobie wiedzieli. Janina Dunin-Wąsowicz wspominała, jak u rzeźnika sprzedawczyni wyszeptała o innej klientce: „Ta pani bardzo dużo mięsa u mnie bierze, bo ukrywa Żydów”.
Ale dzielnica była dla konspiracji dość bezpieczna. Wynikało to też ze struktury społecznej: mieszkali tu wojskowi i ich rodziny, inteligencja, działały spółdzielnie (jak Warszawska Spółdzielnia Mieszkaniowa). Powszechna była postawa, którą dziś nazwalibyśmy obywatelską: propaństwowa, z poczuciem odpowiedzialności za innych. Nie bez powodu potem, w czasie Powstania Warszawskiego, o dzielnicy mówiono: Republika Żoliborska – mieszkańcy szybko zorganizowali tu samorządowe władze cywilne.
Nie było też na Żoliborzu wiele antysemityzmu. Według szacunków Krzysztofa Dunina-Wąsowicza, w czasie wojny ukrywano tu aż 2000 Żydów, więcej chyba niż w jakiejkolwiek innej dzielnicy Warszawy. Mogli tu nawet w miarę normalnie żyć. Jak Teichorn, jeden z podopiecznych Dunina-Wąsowicza: – To był przedwojenny podchorąży, pochodził z Drohobycza. Podobnie jak Artymowicz był związany z Bundem. Nosiłem mu pieniądze, a czasem wieczorem on przychodził do mnie na Czarnieckego. Szliśmy na spacer i rozmawialiśmy o sytuacji politycznej, o losach wojny, o sobie mniej. Zawsze prosił o prasę konspiracyjną. Chciał bardzo coś robić, więc skontaktowałem go z organizacją wojskową PPS i szkolił im chłopców.

DWIE FLAGI
– Do pracy w księgarni jeździłem tramwajem i pamiętam, że na pl. Krasińskich była karuzela. Rano 19 kwietnia jeszcze się kręciła, ale wieczorem, gdy wracałem, nie było już żadnego ruchu. Pamiętam też flagi wywieszone na rogu Bonifraterskiej i Muranowskiej. Zgromadził się tam tłum ciekawskich, a na balkon na pierwszym czy drugim piętrze wyszło dwóch bojowców żydowskich z karabinami i wywiesili flagi: biało-czerwoną i niebieską z gwiazdą Dawida. Pokazywali, żeby tłum się rozszedł, bo im przeszkadzał w strzelaniu do Niemców. Ale ludzie stali i patrzyli – wspomina wybuch Powstania w Getcie Dunin-Wąsowicz.
„Jego” Żydzi z Żoliborza wiedzieli, co się dzieje. – Bardzo to przeżywali – mówi profesor. Patrzyli bezradnie na dym nad gettem, nic nie mogli zrobić. Podobnie jak Polacy. Ale Dunin-Wąsowicz przypomina, że przeprowadzono kilkanaście akcji solidarnościowych pod murami getta: – siedem zrobiła AK, trzy socjaliści, cztery komuniści. Poza tym grupa Korpusu Bezpieczeństwa przeszła kanałami do getta i tam walczyli kilka dni. To były głównie akcje na posterunki na zewnątrz getta i próba rozbicia muru na Bonifraterskej, niestety nieudana.
Getto walczyło kilka tygodni. Żydzi poza murami mieli szansę przeżyć dłużej. Nie wszyscy: jesienią 1943 r., w wyniku donosu, Niemcy ujęli Teichorna i innych ukrywających się Żydów z alei Wojska Polskiego.
Potem był rok 1944 i kolejne powstanie. Wzięło w nim udział wielu ukrywających się Żydów. W szkole na Czarnieckiego, gdzie Janina wcześniej prowadziła kuchnię RGO, powstał szpital polowy AK – lekarzem był tu Ludwik Garmada, również Żyd. Po kapitulacji na Żoliborzu, na ul. Promyka, do listopada ukrywali się Marek Edelman i Icchak Cukierman.

Czy przeżyć mogło więcej Żydów? – W mojej ocenie 75 proc. ludności było bierne, obojętne na los Żydów. Może było tam współczucie, tego nie neguję. Ale to było obojętne współczucie. Aktywnie pomagało może 10-15 proc. – uważa Dunin-Wąsowicz. – Ludzie pomagali z różnych pobudek: kolegom w grupach zawodowych, z powodów religijnych albo z potrzeby serca – jak moja mama. A ja... Cóż, wielokrotnie zasłużyłem na niemiecką karę śmierci. Ale jakoś mi się udało.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka działu Świat, specjalizuje się też w tekstach o historii XX wieku. Pracowała przy wielu projektach historii mówionej (m.in. w Muzeum Powstania Warszawskiego)  i filmach...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]