Reklama

Wydanie specjalne TP "Smak wolności"

Spotkania ze świętym

Spotkania ze świętym

08.05.2019
Czyta się kilka minut
Zmarł Jean Vanier. Był dla mnie i dla wielu ludzi mistrzem i przewodnikiem. Uczył, że miłość pokazuje drugiemu: „jesteś piękny i masz swoją wartość”.
Jean Vanier, wrzesień 2014 r. / FOT. TIZIANA FABI / AFP / East News
Jean Vanier, wrzesień 2014 r. / FOT. TIZIANA FABI / AFP / East News
Z

Z pamięci wracają obrazy i przeżycia sprzed lat. Rok 1973, Paryż. Mój pierwszy w życiu pobyt na Zachodzie. Mieszkam w Paryżu, chłonę ten świat tak różny od naszego PRL-u, staram się być wszędzie tam, gdzie można usłyszeć albo zobaczyć coś ważnego, uczestniczyć w czymś nawet z daleka. Idę, jadę, słucham, patrzę, uczestniczę. Tak trafiłem na spotkanie z Jeanem Vanierem.

Ludzie wolni

Może mi ktoś powiedział, że warto, może gdzieś przeczytałem. Gdzie to było? Wspomnienia spotkań się nakładają i ze sobą mieszają. Tamto pierwsze – pamiętam – odbywało się gdzieś w centrum Paryża. Pamiętam wrażenie: jakiś gość, chyba dwumetrowy, z wielkim nosem, ciepłym uśmiechem, mówiący tak wyraźnie po francusku, że mogę z łatwością zrozumieć. Przy nim, z boku – zaskakująca na takim spotkaniu – grupka młodych ludzi niepełnosprawnych umysłowo. Nic nie mówią, spokojnie się na nas gapią, czasem się uśmiechają. Są.

A facet z wielkim nosem opowiada swoją historię: że jest Kanadyjczykiem, że służył w marynarce wojennej, że był wykładowcą filozofii w jakimś prestiżowym kanadyjskim college’u i że tam kiedyś spotkał młodych ludzi niepełnosprawnych umysłowo zatrudnionych przy odnawianiu budynku uczelni, w której wykładał. Opowiada, jak rozmowy z nimi go zafascynowały, jak się ucieszył i zachwycił spotkaniem z ludźmi, którzy nie kłamią, którzy są wolni od głupich – jak sobie wówczas uświadomił – ambicji i rywalizacji. Zobaczył świat, w którym dotąd funkcjonował, jako świat zakłamany, pełen obłudy, świat bez miłości.

To spotkanie z ludźmi od malowania ścian go odmieniło. Uznał, że on, wykładowca filozofii, robiąc to, co robi, traci czas.

Mówił o tym, jak w 1964 r. osiedlił się w Trosly-Breuil, na poły opuszczonej wiosce w pobliżu Compiègne, jak w zakupionym tam domu zamieszkał z niesprawnymi psychicznie Raphaëlem Simi i Philippe’em Seux, którzy porzucili dotychczasową marną pracę. I jak w ten sposób powstała pierwsza wspólnota „L’Arche” – „Arka”.


CZYTAJ TAKŻE

JEAN VANIER w rozmowie z „Tygodnikiem”: W sercu każdego człowieka jest współczucie, zdolność do kochania ubogich i słabych. Alternatywa jest taka: albo staramy się, żeby to w nas rosło, albo to dusimy, żeby posiąść władzę.


Jesteś piękny

Po kolejnym spotkaniu z Jeanem pojechałem do Trosly. Wizytę opisałem potem w „Tygodniku”. W ciągu ponad 10 lat wspólnota nabyła kilka opuszczonych domostw. W domach mieszkali w niewielkich grupach niepełnosprawni umysłowo, których wspierali mieszkający z nimi woluntariusze, w większości młodzi. Powstały też rozmaite warsztaty nastawione na to, by każdy z mieszkańców mógł maksymalnie rozwinąć swoje zdolności.

Filozofię wspólnoty „L’Arche” Jean Vanier sformułował w sposób bardzo prosty: „Ważne jest to, aby pokazać, że ludzie, którzy zostali odsunięci i upokorzeni, naprawdę są bardzo cenni. Zatem robimy to właśnie: poprzez życie razem we wspólnocie. Pokazujemy sobie nawzajem: »jesteś cenny«”.

Kierując się wskazaniami Ewangelii Jean Vanier powtarzał, że „miłość pokazuje drugiemu: »jesteś piękny i masz swoją wartość«. To jest sekret miłości. Wcale nie chodzi w niej o to, by robić coś dla innych – bo w tym możemy odnajdywać swoją chwałę. Sekret miłości tkwi w pokazaniu innym, że to oni »są cenni«, że »są piękni«. Żyjemy w kulturze sukcesu i zdobywania, kulturze władzy i wiedzy. Kiedy skupiamy się na wiedzy, którą musimy zdobyć, kiedy skupiamy się na naszym indywidualnym sukcesie, wówczas bardzo często porzucamy tych, którzy są słabsi” – wyjaśniał w rozmowie po otrzymaniu Nagrody Templetona w 2015 roku.

Dosłownie wszyscy woluntariusze, z którymi wtedy tam rozmawiałem, powtarzali, że w Trosly więcej otrzymują od swoich podopiecznych, niż im dają. O ile dobrze pamiętam, lektura reportażu z Trosly natchnęła panią Teresę Brezę z Wrocławia do nawiązania kontaktu z „L’Arche” we Francji. I tak wspólnota „Arka” powstała także w Polsce.

Dziś „L’Arche” to międzynarodowa sieć 154 wspólnot w 38 państwach oraz 1450 inspirowanych duchem Jeana Vaniera wspólnot „Wiary i Światła” w 85 krajach. W Polsce działają dziś cztery wspólnoty „Arki”: w Śledziejowicach k. Krakowa, w Poznaniu, we Wrocławiu i w Warszawie.


CZYTAJ TAKŻE

We wspólnocie, którą przed 50 laty założył Jean Vanier, odkrywa się wartość ludzi zranionych i odrzuconych. Jeśli ma ona kogoś uratować, to nas wszystkich: społeczeństwa ufundowane na sukcesie, hierarchii czy konsumpcji. Tekst Wojciecha Bonowicza >>>


Dziękuję

Dopiero teraz z zaskoczeniem zdałem sobie sprawę, że kiedy pierwszy raz spotkałem Jeana, miał on 45 lat. Bo to, co robił, co i jak mówił, nadawało mu w moich oczach rangę dojrzałego mistrza, choć przecież był ode mnie starszy zaledwie o 6 lat. Był dla mnie i dla wielu ludzi mistrzem i przewodnikiem, także na drogach wiary. Jest jednym z tych, którzy gruntownie zmienili stosunek do osób z upośledzeniem umysłowym. I nie tylko to. Jego dzieło, „L’Arche” i jego liczne książki uświadomiły nam, wierzącym, że – to jego słowa – „wiara, religia czy kultura znajdują swój najgłębszy wyraz w tym, jak bardzo pozwalają nam związać się z Bogiem. Bogiem miłości i współczucia, który daje nam mądrość, by poznać innych od nas ludzi jako osoby”.

Dawno nie widziałem Jeana, chociaż bywał w Polsce. Ostatni raz spotkaliśmy się w Rzymie. Wracał ze spotkania z Janem Pawłem II. Promieniał radością. Ci dwaj święci ludzie byli sobie bliscy i się doskonale rozumieli.

Nawiązał też chyba nić porozumienia z papieżem Franciszkiem. Wystarczy popatrzeć na ich wspólne zdjęcie. Zapytany przez o. Seana Salai w cytowanym tu wywiadzie z „America Magazine”: „Gdybyś mógł przekazać jedną rzecz papieżowi Franciszkowi, to co by to było?” – Jean odpowiedział, że byłoby to: „Dziękuję!”.

O jego śmierci Ojciec Święty dowiedział się w samolocie w drodze ze Skopje do Rzymu. W rozmowie ze znajdującymi się na pokładzie dziennikarzami wyraził wdzięczność „za świadectwo człowieka, który potrafił odczytać wymagania chrześcijańskie, wychodząc z tajemnicy śmierci, krzyża, choroby, tajemnicy osób pogardzanych, odrzucanych przez świat. (...) Po prostu dziękuję jemu, dziękuję Bogu, że dał nam człowieka wspaniałego świadectwa” – powiedział Franciszek.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

I sprawił, że hołubiona w ramach społecznej wspólnoty zasada konkurencyjności , stopniowo pozbywa się balastu idei darwinizmu społecznego, postulującego postęp na drodze selelkcji i eliminacji "z gry" elementów najsłabszych, a w pierwszej kolejności "osobników genetycznie obciążonych". Zakamuflowany holokaust, który pomimo nieczynnych obozów zagłady i napiętnowania zbrodniczych totalitaryzmów XX wieku, nadal funkcjonuje w układzie społecznym inspirowanym ideologiami (pseudo)liberalizmu i neomarksizmu, tenże współczesny holokaust poprzez świadectwo Jeana Vanier'a został pozbawiony swego "deterministycznego imperatywu". Gloria sancta

JV dał świadectwo werdyktu miłości i ujawnił przestrzeń miłosierdzia, współczucia i współwesela. Ile trzeba było włożyć wyrzeczeń, poświęceń, pracy i starań by to świadectwo było czyste i jasne. Jak przepastny i prosty jak ścięcie mieczem jest werdykt nienawiści bądź egoizmu, gdy idzie się za głosem: "mój brzuch, moja sprawa"...

Jak latwo wymagac od innych bohaterskich postaw,gorzej wychodzi,gdy trzeba sie zmierzyc samemu.Podziwiam JV,to czlowiek wzor,slabszych nie osadzam.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]