Spacer

Czasem, żeby coś napisać, muszę z dnia zrobić noc. Zwłaszcza kiedy słońce jest po stronie, na którą wychodzą moje okna.
Czyta się kilka minut

W silnym słonecznym świetle nie sposób się skupić. Zasuwam więc zasłony, im ciemniejsze, tym cięższe. Po półtoragodzinnym spacerze, prysznicu i półgodzinnej drzemce mogę wreszcie usiąść nad klawiaturą.

W parku, w siłowni pod gołym niebem ćwiczą staruszkowie. Kobiety i mężczyźni, zadowoleni, że nikt im nie przeszkadza, wymachują nogami, wyginają się na boki i wspinają na nieistniejące schody. Nie widać, żeby byli zmęczeni, widocznie przychodzą tu codziennie i powtarzają ten sam zestaw ćwiczeń. Obliczam w głowie, że mogli przybyć do Głogowa jako małe dzieci razem z rodzinami przesiedlonymi z Kresów lub skuszonymi przez hasła wzywające do osiedlania się na Ziemiach Zachodnich. Głogów nie był wtedy atrakcyjnym miejscem do zamieszkania. Zamienione w twierdzę miasto było w 1945 r. oblegane przez sześć tygodni i zniszczone w 95 procentach. Ci, którzy się na nie zdecydowali, zastali głównie ruiny i zgliszcza.

Z dostępnego w internecie filmu dowiaduję się, że zanim Głogów obrócono w perzynę, jego poprzedni mieszkańcy nazywali go „miastem róż i emerytów”. Młodzi Niemcy odjechali na front, zastąpić ich musieli jeńcy wojenni i robotnicy przymusowi. Z czasem ich głównym zajęciem stało się kopanie rowów i okopów. Festung Glogau była ważnym punktem umocnień, które miały powstrzymać Rosjan maszerujących na Berlin. Kiedy front się przybliżył, 30 tysięcy mieszkańców ewakuowano. Na ich miejsce przyjechało, wedle różnych szacunków, od 10 do 18 tysięcy żołnierzy, którzy mieli bronić twierdzy do upadłego. Ślady wystrzelonych wówczas pocisków można jeszcze zobaczyć na wschodniej ścianie zrujnowanego teatru, który stoi obok ratusza. Podziurawione kulami kolumny podpierają fragment popiersia, które niegdyś witało przybywających.

W czasie drzemki przyśnił mi się kot, który ocierał się o moje stopy. Obudziłem się, żeby go nakarmić. Ile kotów było po wojnie w Głogowie?

Przed ratuszem grupa młodzieży krąży w takt poloneza Wojciecha Kilara. Dwie strażniczki miejskie w grubych, zniekształcających uniformach naśladują ze śmiechem ich ruchy. Przechodzę obok zabytkowej, lecz prowadzącej donikąd bramy na rogu ulicy Kołłątaja. Tam, gdzie niegdyś stała wielka synagoga, zniszczona w noc kryształową, jest teraz mały monument i skwer z ławkami, a tuż obok – miejsce upamiętniające ofiary Katynia i katastrofy smoleńskiej. Młoda kobieta zagląda do wózka i poprawia śpiącemu dziecku czapeczkę. Chłopak w czarnej bluzie z kapturem powtarza przez telefon: „Będziesz musiał mi zwrócić. Mówię ci. Nie żartuję”.

Do Głogowa powinni przyjechać ci, których zachwycają zrujnowane, pozbawione dachów klasztory Walii czy Szkocji. Taką malowniczą ruiną jest gotycki kościół św. Mikołaja, którego po wojnie nie odbudowano. Pozostałości – ścięta wieża i otwarte na niebo wnętrze – są dziś zakonserwowane i, jak słyszę, mają być zamienione w amfiteatr. Na razie do środka wpada deszcz i ptaki. Na ocalałym, lecz niszczejącym murku z lapidariami zwraca uwagę barokowa płaskorzeźba, przedstawiająca szlachcica przyglądającego się chłopcu puszczającemu bańki.

W filmie, który znalazłem w internecie, niemiecki mieszkaniec Głogowa wspomina, że w czasie najcięższych bombardowań spotkał mężczyznę idącego przez miasto z rozłożonym parasolem. „Co pan robi? – zapytał. – Przecież nie pada”. „Ciii... – odpowiedział zagadnięty – ten parasol chroni przed bombami”.

Myślę o długim trwaniu wojny. O tym, że ślady jednej wojny jeszcze nie zostały usunięte, a już na horyzoncie słychać pomruki następnej. O młodych mężczyznach, którzy wychodzą na miasto w koszulkach z napisem „Śmierć wrogom ojczyzny”, jakby szykowali się do wszystko jedno jakiej bitwy. I o tym, że nawet widok ruin niczego nie uczy, przed niczym nie ostrzega.

Odsuwam zasłony, są już niepotrzebne, na zewnątrz jest prawdziwa noc. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2017