Aby pomóc ukraińskim weteranom, Jakob pojechał rowerem z Krakowa do Kijowa. Rowerem z jednym pedałem

Swoim przykładem chce dać nadzieję okaleczonym ukraińskim żołnierzom, że nawet brak nogi nie musi ograniczać. 67-letni polsko-amerykański weteran Jakob Kepka wyruszył w trasę rowerem z Krakowa do Kijowa. Autor „Tygodnika” towarzyszył mu podczas spotkań po drodze, na finalnym etapie tej wyprawy.
z Borodzianki, Buczy i Irpienia
Czyta się kilka minut
Wyjazd Jakoba Kepki na trasę z Irpienia do Kijowa w towarzystwie amatorskiej grupy kolarskiej. 11 września 2024 r. // Fot. Jacek Taran
Wyjazd Jakoba Kepki na trasę z Irpienia do Kijowa w towarzystwie amatorskiej grupy kolarskiej. 11 września 2024 r. // Fot. Jacek Taran

Przejechał na tym rowerze prawie 1200 kilometrów. – To nie trasa była najtrudniejsza, lecz spotkania z ludźmi. Oni byli też najważniejsi w tej wyprawie – mówi mi Jakob Kepka.

Ten 67-letni Kanadyjczyk polskiego pochodzenia, od wielu lat niepełnosprawny weteran amerykańskich marines, podjął niecodzienne wyzwanie: przejechał na jednej nodze rowerem z Krakowa do stolicy Ukrainy, aby nieść nadzieję na lepsze życie okaleczonym ukraińskim weteranom. Do Kijowa dotarł 11 września.

Jakob Kepka na głównym placu Borodzianki przed pomnikiem Tarasa Szewczenki. Widoczne ślady po ostrzelaniu pomnika. Borodzianka, 9 września 2024 r. // Fot. Jacek Taran

Borodzianka: w tym podkijowskim miasteczku wciąż widać ślady wojny

Wjeżdżając od strony Kijowa do tego miasteczka, w którym do rosyjskiej inwazji żyło 13 tys. ludzi, trzeba skręcić na rondzie w prawo. Ale nie należy się rozpędzać, bo to miasto jednej ulicy – ani się oglądniesz, jak przejedziesz je całe.

Po prawej miniesz zrujnowane osiedle ze śladami uderzeń rakiet. Oderwane ściany odsłaniają wnętrza mieszkań. Tu wciąż, od 2,5 roku, stoi na stole czajnik. Tam przysypane pyłem słoiki z przetworami. Dalej transporter dla kota. Roztrzaskana klawiatura dziecięcych organek.

Mury zdobią graffiti sławiące obrońców. Był tu nawet sławny Banksy: jego „Baletnica”, teraz zabezpieczona grubą szybą, widnieje na głównym placu, tuż obok pomnika Szewczenki (z pomnika odpadły betonowe okładziny, spiżową głowę poety podziurawiły kule).

Swoje najtrudniejsze dni Borodzianka przeszła na przełomie marca i kwietnia 2022 r. Rosjanie ostrzelali ją rakietami, trafiając w bloki, przedszkole, szpital. Mieszkańcy, którzy nie uciekli, ukrywali się w piwnicach blisko 40 dni; wielu zginęło. Większość budynków udało się odbudować, ale sporo jest takich, które nadają się tylko do rozbiórki.

Zdjęcie XL
Podpis zdjęcia
Ruiny osiedla mieszkaniowego w Borodziance. 8 września 2024 r. // Fot. Jacek Taran

„Najbardziej brakuje ludzi: psychologów, psychiatrów, fizjoterapeutów” – psycholożka Swietłana Melnyczenko

Ośrodek rehabilitacji w Borodziance lśni nowością – zniszczony wiosną 2022 r., dziś jest odbudowany i dobrze wyposażony.

Tu spotykamy się z jego wicedyrektorką, Swietłaną Melnyczenko. Podczas rozmowy okazuje się, że to nie brak protez jest największym problemem, lecz ludzi.

Jakob: – Możesz mieć najlepsze protezy świata, ale jak nie masz tych, którzy pomogą ci na nich stanąć, wszystko na nic. Najważniejsi są ludzie, którzy nauczą cię, jak żyć z protezą. Lekarze, fizjoterapeuci, rehabilitanci.

Melnyczenko: – Brakuje nam nie tylko rehabilitantów, ale też psychoterapeutów, psychologów, psychiatrów. Mamy stale do czynienia z syndromem stresu pourazowego. A potrzebna jest też pomoc dla rodzin żołnierzy, szkolenia i wsparcie psychologiczne dla nich. Gdy mężczyzna wraca do domu bez dwóch rąk, jego rodzinie trudno się odnaleźć. Nie wiedzą, jak mu pomagać, jak wspierać w codziennych czynnościach: myciu, jedzeniu, potrzebach fizjologicznych. Boją się.

Swietłana jest psycholożką, ma troje dzieci. Mieszka w Kijowie, skąd dojeżdża do pracy w Borodziance. Jako wolontariuszka co kilka tygodni jeździ też do strefy frontowej, by udzielać żołnierzom pomocy psychologicznej. Tam też brakuje psychologów.

Bucza: 576 nazwisk widnieje na pomniku mieszkańców zabitych podczas rosyjskiej okupacji

Z Borodzianki jedziemy do Buczy. Kubie towarzyszy amatorska grupa kolarska z Irpienia. Na tym krótkim odcinku 25 km to Jakob dyktuje warunki – młodzi rowerzyści z trudem dotrzymują mu tempa. Nie tylko tutaj tak jest – na całej trasie z Krakowa do Kijowa miejscowe grupy kolarskie wspierały Kubę na kolejnych odcinkach.

– Ich wsparcie było ważne. Przychodzili z nastawieniem, że będą musieli jechać ze mną wolniej, bo jestem stary, bo mam jedną nogę. A tymczasem to często oni nie mogli za mną nadążyć – Jakob się uśmiecha.

Jazda tylko jedną nogą (u Kuby lewą) to technicznie trudne zadanie, przy każdym naciśnięciu jedynego pedała rower przechyla się w stronę osi jezdni. Kuba musi kontrować ten ruch kierownicą. Dlatego ręce bolą go bardziej niż noga. Dłonie ma szorstkie, twarde.

W Buczy krótki przystanek pod pomnikiem upamiętniającym mieszkańców, którzy zginęli w 2022 r. Na pomniku postawionym przy cerkwi św. Andrzeja Apostoła – w miejscu, gdzie były masowe groby – jest 576 nazwisk. Data śmierci niemal taka sama: marzec 2022 r.

Irpień: ruiny starego mostu zachowano na pamiątkę

Na drodze między Buczą a Kijowem leży Irpień. Zdjęcia z ewakuacji mieszkańców, którzy uciekali po ruinach zniszczonego mostu, obiegły w lutym 2022 r. świat. Most w Irpieniu stał się jednym z symboli tej wojny.

Potem, w niewiele ponad rok, zbudowano nowy most. Ruiny starego zachowano na pamiątkę. Na dnie koryta rzeki wciąż spoczywa biała furgonetka, rzucona brzuchem do góry jak nieporadny żuk, który nigdy już nie wstanie.

Zniszczonych aut jest w Irpieniu więcej. To kolejny pomnik, dziwny i wstrząsający – cmentarz aut przy wylotówce na Kijów. Hałda wraków, zardzewiałych, spalonych. Wciąż są w nich rzeczy pasażerów: zabawki, książki, fotelik dla dziecka. Na wrakach ktoś namalował słoneczniki, jeden z symboli Ukrainy.

Ślady wojny członkowie wyprawy spotykali zresztą na całej trasie: na cmentarzach we wsiach i miasteczkach, przez które jechali, widać liczne nowe groby – żołnierskie. Rozpoznać je łatwo: stoją na nich flagi, niebiesko-żółte, a także flagi jednostek, w których służyli polegli.

Zbombardowany most w Irpieniu dziś jest miejscem pamięci. Irpień, 9 września 2024 r. // Fot. Jacek Taran

„Całą drogę towarzyszy mi płacz. Mój lub ich” – Jakob Kepka

Trudno się do tych widoków przyzwyczaić, trudno przestać je zauważać.

Jakob opowiada „Tygodnikowi”: – Nie jestem zmęczony fizycznie. Jestem zmęczony psychicznie. Dziennikarze zadają mi wciąż te same pytania. Ale jeszcze cięższe bywają spotkania z żołnierzami. Całą drogę towarzyszy mi płacz – mój lub ich.

I dalej: – Niektórzy są bardzo wylewni, inni nie chcą w ogóle rozmawiać. Czuję czasami, jak się spinają, jak kumuluje się w nich agresja. Oni są bardzo okaleczeni, nie tylko fizycznie. Jednak to spotkania z ludźmi są najważniejsze.

Podczas kolejnych etapów wyprawy Jakob także kwestował: zbierał pieniądze na pomoc dla weteranów, na protezy, rehabilitację. Także wówczas dochodziło do spotkań. Kepka: – Gdy staruszka wyciągała pomięte banknoty albo gdy jakiś ksiądz w mijanej cerkwi dawał sporą sumę, na którą składały się same małe nominały, widać, że od ludzi, to było naprawdę wzruszające. To dobro, które płynie od najbiedniejszych.

– Paradoksalnie, ja na rowerze odpoczywam – dodaje. – Wtedy jestem tylko ja, rower i moja noga. To jest jak medytacja. Kiedy jadę, to czasami się modlę.

Miejsce pamięci „Cmentarz samochodów”. Irpień, 9 września 2024 r. // Fot. Jacek Taran

W przydomowych sadach nie ma kto zbierać owoców

W Irpieniu spotkanie z merem Ołeksandrem Markuszynem. To stały punkt wyprawy, podobne spotkania odbywały się niemal w każdym mieście na trasie.

Spotykamy się na placu blisko ratusza. Nieopodal ciągnie się długa aleja: portrety żołnierzy z okolic Irpienia, którzy zginęli. Pod niektórymi leżą kwiaty, płoną znicze. Daty urodzenia różne: od lat 60. XX w. aż do roku 2002.

Helena Jampolska z urzędu miasta darowała Kubie bransoletkę z tryzubem, godłem Ukrainy, wygrawerowanym na kawałku żelaza ze zniszczonego rosyjskiego czołgu. Pokazuje w telefonie nagranie ze zbombardowanego Irpienia. – Wszystko odbudowaliśmy – mówi.

Rzeczywiście, śladów zniszczeń nie widać już wiele. W niektórych miejscach ciągle trwają remonty. Jednak wielu mieszkańców, którzy uciekli w lutym 2022 r., nie wróciło.

Dziś w ich przydomowych sadach nie ma kto zbierać owoców. W połowie września Irpień pachnie zgniłymi jabłkami.

Kijów: jak najlepiej integrować wojennych weteranów?

Podobne spotkanie odbywa się następnego dnia w Kijowie – w sali konferencyjnej, przy dużym okrągłym stole. Ekipę przyjmuje Olena Howorowa, wiceprzewodnicząca rady miejskiej Kijowa i była mistrzyni olimpijska w lekkoatletyce (brązowy medal w trójskoku, Sydney 2000).

Howorowa mówi o znaczeniu sportu w rehabilitacji. Kuba podkreśla, że równie ważna jest „dostępność miasta”. Wylicza: – Czyli podjazdy, ułatwienia, to wszystko musi być funkcjonalne i łatwe do użycia dla osób, które mają problem z poruszaniem się. Trzeba zmienić myślenie o mieście, o projektowaniu. Sport jest ważny, mnie uratował. Ale każdy musi znaleźć swoją drogę. Dla kogoś to może być sztuka, muzyka, zwierzęta, wolontariat. Trzeba robić to, co dodaje siły, zwłaszcza mentalnej.

Później Kuba powie: – Urzędnicy muszą zmienić myślenie. Miasta muszą postawić na żywy kontakt z weteranami. Trzeba rozmawiać i poznać potrzeby. Nie może być tak, że jest winda dla wózka, ale trzeba do niej dojść po stromych schodach. Ważne, by integracja weteranów ze społeczeństwem zaczęła się już teraz, gdy dużo się o nich mówi. Ale jak wojna się skończy, łatwo o nich zapomnieć. Do tego nie można dopuścić.

Zdjęcie XL
Podpis zdjęcia
Jakob Kepka w środku na przodzie peletonu. Na trasie Borodzianka–Bucza, 9 września 2024 r. // Fot. Jacek Taran

„Bohaterowie to ci, którzy leżą w klinikach rehabilitacyjnych”

Czy spełniły się cele jego wyprawy, które sobie stawiał?

Kuba: – Chciałem pokazać wszystkim, których spotkam po drodze, albo którzy spotkali mnie przez media, że można pokonać własne słabości. Życie nie kończy się, gdy stracisz rękę czy nogę. Jest trudniej, ale to nie koniec. Moja misja ma dawać nadzieję. Oczywiście nie pokonasz własnej ułomności od razu, to wymaga ciężkiej pracy. Ale to możliwe.

Jak pomagać? To niełatwe, przyznaje Jakob Kepka: – Trzeba pamiętać, że ludzie z amputacjami wciąż są ludźmi. Trzeba zauważać ich potrzeby. Oni nadal chcą być kochani, mają marzenia, lęki, radości. Amputacja im tego nie zabiera ani nie definiuje ich w całości. Trzeba tak pomagać, żeby sami nie zaczęli tak o sobie myśleć.

A największe zaskoczenie w czasie podróży? Jakob: – Ludzie nazywają mnie bohaterem. Wcale się tak nie czuję. Bohaterami są ci, którzy walczą na froncie, tracą zdrowie, kończyny, by ratować swój kraj. Bohaterowie leżą w klinikach rehabilitacyjnych.

Wspomina: – Przed spotkaniem w kijowskim merostwie byłem u fryzjerki. Zajęła się mną starannie. Na koniec nie wzięła pieniędzy. Powiedziała, że widziała mnie w telewizji, i że w ten sposób chce mi podziękować.

Organizatorem wyprawy była krakowska fundacja Freedom Space, wspierana przez Jerrego E. Foksa z Teksasu i jego fundację Elevate Ukraine, która sfinansowała przejazd Jakoba i wspierającej go ekipy. „Tygodnik” objął patronat medialny nad wyprawą.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Jakob i jego droga