Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Pochwała głupoty

Pochwała głupoty

06.02.2018
Czyta się kilka minut
Wiem, to wymaga wielkiej odwagi. Lepiej jednak byłoby nam wszystkim, gdyby chwalone i podziwiane było przyznanie się do niewiedzy i wycofanie się z własnych niepewnych poglądów.
Andrzej Dudziński „Przynieś mi głowę malkontenta” z cyklu „Według Goyi”, 2012 r.
Andrzej Dudziński „Przynieś mi głowę malkontenta” z cyklu „Według Goyi”, 2012 r.
D

Dziś nareszcie będzie o czymś, na czym naprawdę się znam. O popełnianiu błędów, mówieniu o rzeczach, o których tak naprawdę niewiele wiem, i o trudnościach z przyznaniem się do tego.

Niestety, to nie tylko mój problem. Podziwiamy wytrwałość, szanujemy upór, cenimy tych, którzy nie zmienili zdania. Elastyczność nie jest cechą, którą cenimy u mądrych ludzi czy wielkich przywódców. Jeszcze gorzej jest z brakiem zdania na jakiś temat. Co to by był za celebryta, naukowiec albo polityk, który na każde pytanie odpowiadałby: „nie wiem”, „nie znam się”, „nie mam pojęcia”?

Można by wręcz powiedzieć, że wszyscy żyjemy w świecie zdominowanym przez opresywny system zmuszający nas do mądrości. Prawdziwej odwagi wymaga dziś bycie głupim. Warto się na nią zdobyć!

Prawdziwa dama zdania nie zmienia

Jest 10 października 1980 r. Wielka Brytania przechodzi kolejny już w...

19691

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

„odważ się być głupim” Bycie głupim nie wymaga odwagi, głupota jest nieskończona i wszechobecna, jest naturalnym stanem naszego umysłu. Głupota z mądrością się wzajemnie nie wyklucza, wręcz często chodzą parami. Dlatego tak często trudno nam udzielić fachowca od ignoranta. Dobry bajer jest więcej wart od solidnego wykształcenia, w nim tkwi sukces polityków i ludzi wynoszonych na piedestał. Uważam, że dobrze jest mieć własne zdanie, nawet na tematy, o których nie mamy pojęcia, pod warunkiem nie wciskania go na siłę innym. Gdzie leży prawda? Najpierw musielibyśmy wiedzieć, czym jest prawda. Zresztą każdy ma swoją, tu nie ma mądrych. Przykład szczepień jest tak samo kiepski jak każdy inny. Poprę swą tezę przykładem z czasów ministrowania w zdrowiu pani Kopacz. Nie kupiła szczepionki przeciw grypie choć wszyscy ją za to krytykowali, najbardziej fachowcy, w sumie wyszło na to, że miała rację. Potęga manipulacji koncernów farmaceutycznych jest ogromna, a sposób manipulacji ludźmi perfidny. Decyzję nie zawsze możemy podejmować sami, bo głupcami często jesteśmy robieni wbrew naszej woli. Zawsze bliższa będzie mi prawda głoszona przez kogoś bliskiego, niż przez osoby inne kulturowo czy mentalnie, to chyba zrozumiałe. Jakakolwiek dziedzina sztuki, nauki rozwijana przez człowieka jest finansowana z konkretnych źródeł, owe źródła mają określone oczekiwania, a ludzie rozwijający daną dziedzinę te oczekiwania zaspakajają. Przyznawanie się do głupoty i posiłkowanie się ekspertami nie może uchodzić za objaw mądrości, jest tylko jedną z dróg postępowania, nie gwarantującą wcale sukcesu.

z tego co ja pamiętam, krytykowała ją wtedy głównie opozycja, wcale nie 'wszyscy' - zaś ta atakowała za wszystko i cokolwiek - wiec to może nienajlepszy przykład, tym bardziej, że argumenty Kopacz były jak najbardziej racjonalne, tak jak generalnie argumenty za szczepieniami w ogóle

27 maja 2017 roku w jednym z garaży w Warszawie przy ulicy Karczewskiej 7 zostały znalezione zwłoki kobiety. Do chwili obecnej nie ustalono jej tożsamości. Publikujemy fotografię, która obrazuje odtworzony prawdopodobny - przyżyciowy wizerunek kobiety. Może on jednak nawet w znacznym stopniu odbiegać od rzeczywistości. Kobieta najprawdopodobniej miała ok. 35 lat, ok.160 cm wzrostu, szczupła, blond włosy długości mniej więcej do ramion (spinki we włosach na fotografii są oryginalne). Prosimy o pomoc w ustaleniu jej tożsamości. Wszystkie osoby, które mają jakiekolwiek informacje i mogą pomóc proszone są o kontakt tel. (22) 603-69-99, (22) 603-84-94 w godz. 8.00-16.00 , całodobowo-(22) 603-76-55 lub na adres mailowy: komendant.krp7@ksp.policja.gov.pl https://www.facebook.com/gazetasledcza/photos/pb.171069633241246.-2207520000.1518368355./581434392204766/?type=3&theater

27 maja 2017 roku w jednym z garaży w Warszawie przy ulicy Karczewskiej 7 zostały znalezione zwłoki kobiety. Do chwili obecnej nie ustalono jej tożsamości. Publikujemy fotografię, która obrazuje odtworzony prawdopodobny - przyżyciowy wizerunek kobiety. Może on jednak nawet w znacznym stopniu odbiegać od rzeczywistości. Kobieta najprawdopodobniej miała ok. 35 lat, ok.160 cm wzrostu, szczupła, blond włosy długości mniej więcej do ramion (spinki we włosach na fotografii są oryginalne). Prosimy o pomoc w ustaleniu jej tożsamości. Wszystkie osoby, które mają jakiekolwiek informacje i mogą pomóc proszone są o kontakt tel. (22) 603-69-99, (22) 603-84-94 w godz. 8.00-16.00 , całodobowo-(22) 603-76-55 lub na adres mailowy: komendant.krp7@ksp.policja.gov.pl https://www.facebook.com/gazetasledcza/photos/pb.171069633241246.-2207520000.1518368355./581434392204766/?type=3&theater

mężczyzna NN ze Szpęgawska http://www.zaginieni.pl/jak-pomagamy/poszukiwanie-zaginionych/zagineli/profil-osoby/?o=14873

mężczyzna NN ze Szpęgawska http://www.zaginieni.pl/jak-pomagamy/poszukiwanie-zaginionych/zagineli/profil-osoby/?o=14873

mężczyzna NN ze Szpęgawska http://www.zaginieni.pl/jak-pomagamy/poszukiwanie-zaginionych/zagineli/profil-osoby/?o=14873

Odniósł bym się tylko do jednego akapitu, chodzi o fragment w którym Autor artykułu powołuje się na Sokratesa, dokładnie na fragment dialogu (mowy obronnej) z „Obrony Sokratesa” Platona. W czym rzecz? Nie jest tak jak Autor artykułu nam podaje! Mianowicie, że Sokrates „ wcale nie uważa tych ludzi za mniej rozumnych od siebie!” Wystarczy sięgnąć po tekst by się o tym przekonać. Ale żeby się nie „znęcać” nad piszącym artykuł i dochodzić do prawdy czy skłamał na potrzebę bronienia głupoty?, czy jedynie karmi nas fałszem, bo np. ma jakąś jednostkową i osobistą wersję „Obrony Sokratesa” i dodatkowo z własnymi przypisami I jeszcze „kamyczek do ogródka” - Pominąwszy fakt, że Sokrates w pewnym momencie powiada „Tak wreszcie samego siebie w imieniu wyroczni musiałem zapytać, co bym z dwojga wybrał, czy pozostać się przy swoim, nie mając mądrości i wad tych wszystkich, czy je nad swoje przełożyć. Rzekłem sam do siebie i do wyroczni, że wolę przestać na swoim. Tak szukając prawdy, zjednałem sobie wiele zawziętej i nieubłaganej nieprzyjaźni.” Warto skupić się na ukrytej funkcji tego dialogu. Co w istocie mówi nam Sokrates? – Tu kolejny raz nie zgodziłbym się z Autorem artykułu, który puentuje „„odważ się być głupim”. Jak wiemy Sokrates używał tzw. metody majeutycznej by wspólnie z interlokutorem dochodzić do prawdy i dialogi mają taką, a nie inną formę, ponieważ maja tę ukrytą funkcję. Innymi słowy – Sokrates mówi nam „wiem, że nie winem”, i można, a nawet wypada to zrekapitulować „ale ja to wiem!”, - posiadam jakąś pozytywną wiedzę, której mój adwersarz nie ma, lub jej nie uznaje, i w tym jestem od niego mądrzejszy (tym go „przewyższam”), o tę wiedzę, bo było nie było, to jednak wiedza!!! I nie chodzi tu o żaden wstępny (teoretyczny ani praktyczny). sceptycyzm, wręcz przeciwnie, pokazuje to zdolność ludzkiego intelektu do odkrywania i dochodzenia do rzeczywistej wiedzy, różniącej się bardzo często od opinii. Przecież każdy niemal ma jakieś swoje zdanie i nie zawsze jest to wiedza rzetelna i trzeba z tym żyć. Przy okazji warto spokojnie zastanowić się gdzie leży granica np. pomiędzy opinią a wiedzą. Do czego jakby bezkarnie mamy prawo, a twierdzenie czego zobowiązuje do rzetelności i szanowania prawd czy jakiejś konkretnej prawdy. I tym przypadku na początek wystarczy znać i używać choćby zasad dobrej dyskusji: - Rzeczowość - trzymać się zadanego tematu (potoczne - do rzeczy!). - Poprawność logiczna - respektować zasady logiki (wiem - trzeba je znać). - Rzetelność - trzymać się argumentów, a nie zabiegów manipulacyjnych. - Otwartość - gotowość do zmiany zdania. - Demokracja - uznawać siłę racji, a nie siłę autorytetów. - Respektowanie racjonalności stron dyskusji. - Tzw. onus probandi - ciężar dowodu spoczywa na barkach każdego z uczestników dyskusji, którzy coś twierdzą (np. domniemanie niewinności).

to wyjątkowa sztuka - kompletnie pomylić głupotę z mądrością lub brakiem wiedzy na jakiś temat i napisać o tym, ba uzyskać zgodę na zamieszczenie - w ogólnopolskim piśmie niewiedza (ani tym bardziej świadomość swej niewiedzy) nie jest głupotą

Myli Pan wiedzę z myśleniem. Nikt nie może mieć wiedzy (być ekspertem) we wszystkich dziedzinach, to prawda. Samodzielnie myśleć może i powinien każdy. Wbrew Pana wywodowi chroni to także przed populizmem. Jeśli demagog mówi Ci: "nie słuchaj ekspertów, Ty wiesz lepiej", to samodzielne myślenie pozwala Ci tę sugestię odrzucić. Dzięki niemu rozstrzygamy komu należy wierzyć (własna wiedza też ma różne źródła, rzadko bezpośredni eksperyment).

Mając już doświadczenie z działaniem tutejszego systemu komentowania, który tekst wyświetla w sposób ciągły, zachęcam do przeczytania komentarza pod adresem: www.pochwała.cba.pl – będzie widać akapity, można będzie się zorientować, który fragment jest wierszem (tak, wiersz też jest w tekście). Jeżeli ktoś jednak życzy sobie, może wszystko przeczytać poniżej (sieczka taka to, ale treść jest identyczna): Pochwała prawdziwej mądrości Pan Marcin (pozdrawiam serdecznie!) nawołuje do bycia głupim. Niezwykły pomysł. Ot, zrozumieć można to tak, żeby nie zajmować się doskonaleniem własnego intelektu, nie szukać prawdy, nie konfrontować faktów, opisów, idei, nie wypracowywać poglądów na świat, na mechanizmy nim rządzące, na cokolwiek… Nic nowego. Kiedyś przechwałki dotyczące nieprzeczytania w życiu żadnej książki padały z najwyższego urzędu z ust autora dwóch książek (własnych też nie przeczytał?). Osobiście znam jegomościa, który też chwali się nieprzeczytaniem niczego, a własne wnuczki, uczennice osiągające niezłe wyniki w nauce, stale namawia do rezygnacji z wszelkich lektur. Bezskutecznie (myślę, że to dobrze, że bezskutecznie). Wreszcie to w Polsce pojawiło się kiedyś określenie „wykształciuchy”, które było – jeżeli dobrze rozumiem intencje używających – inwektywą. Ot… Panie Boże – jakiego mnie stworzyłeś, takiego mnie masz, ja tam sobie głupi będę. W takiej sytuacji najlepiej będzie przejść do tekstu artykułu i przyjrzeć mu się dokładniej. W pierwszym akapicie autor zapowiada, że naprawdę zna się na rzeczy, że pisać będzie jako fachowiec od trzech rzeczy: od popełniania błędów, od mówienia o rzeczach, o których niewiele wie (autor czy mówiący – konstrukcja zdania wskazuje, że autor, ale może to tylko niezgrabność językowa?) i wreszcie o trudnościach w przyznaniu się do tego (czego? do błędów, czy do tego, że się mówi; chyba do błędów). Autor jest fachowcem w mówieniu o tym, na czym się nie zna? „Ściemniać” więc będzie. Tak czy inaczej mamy fachowca. W kolejnych dwóch akapitach mamy diagnozę (myślę, że w dużej mierze słuszną), że od celebrytów, naukowców i polityków oczekuje się zwykle swoistej wszechwiedzy, że nie dopuszcza się z ich ust odpowiedzi „nie wiem” czy „nie znam się”. Celebryci (nie do końca wiem jak ich rozpoznać) takich odpowiedzi nie dadzą, bo są celebrytami właśnie, myślę jednak, że tą grupą nie warto się tu zajmować. Ja nie znam się na celebrytach, ale intuicyjnie wyczuwam, że autor ma rację, myślą, że znają się na wszystkim. Politycy właściwie też nie dadzą takich odpowiedzi albo dadzą je niezbyt często, bo liczą na głosy wyborców, w oczach których chcą często uchodzić za mężów opatrznościowych i muszą wiedzieć. Muszą wiedzieć wszystko. A naukowcy? Ciągle słyszę z ich ust stwierdzenia, że coś jest znane, a czegoś ustalić się nie da (zagadnień związanych z początkiem wszechświata, mechanizmów rządzących biologią komórki czy etymologii jakiegoś wyrazu choćby). Z ust naukowców często słyszę „nie wiem”. Trzeba zgodzić się jednak z autorem, że często zdarza się konieczność kontaktu z osobami i społecznościami, które domagają się opresywnie, żeby uzyskać jednoznaczną odpowiedź. Bywają sądy, które nie rozumieją jak biegły może stwierdzić, że czegoś nie da się ustalić. To głupi ludzie, głupie społeczności i głupie sądy. Czyżby o taką głupotę zabiegał autor? Cóż, są i tacy, którzy zwą się naukowcami, często mają stopnie i tytuły naukowe (zwykle uczelniane, z jakieś prowincjonalnej uczelenki), którzy wbrew zasadom metodologicznym opowiadają ex cathedra bzdury, wychodząc poza zakres swoich kompetencji. Są też tacy, którzy starają się, nawet wbrew faktom, udowadniać wcześniej przyjętą tezę. Tych wszystkich jednak proponuję wyłączyć, przynajmniej na potrzeby tej dyskusji, z grona nazywanego naukowcami. W tym miejscu warto – myślę – dodać jeszcze jedno zastrzeżenie i rozróżnienie. Oddzielić należy w wypowiedziach fachowców czystą wiedzę od oceny. Aby się nie rozwodzić – przykład. Dwóch specjalistów historyków, po zgłębieniu źródeł dotyczących zamachu majowego, spiera się później w sprawie jego oceny. Mają prawo prezentować różne stanowiska. Kolejno autor zajmuje się wypowiedziami brytyjskich polityków, którzy odmówili zmiany prowadzonej przez siebie polityki. Myślę, że przykład jest w dużej mierze nie na temat. To, że pani Thatcher odmówiła zawrócenia, że pan Blair nie chciał się cofnąć, to tylko przykłady konsekwencji w polityce. No – jakąś prowadzili. Pozostawmy oceny tej polityki na boku. Mogli pójść za głosem tłumu, mogli nie pójść. Dalej jest o metaforach, o języku polityków, którzy próbują kształtować modele wyobraźni odbiorców przez porównanie do ruchu pojazdów. No tak, różnie próbują. Przez przywołanie rzodkiewki przetłumaczonej na krewetkę też. Głupota to czy mądrość? Ani jedno, ani drugie. Retoryka to. O ile przykład zachowania brytyjskich premierów w kontekście artykułu wydaje się być chybiony, to zwroty retoryczne przez nich użyte można odnieść do tego, o czym mowa. Ludzie mają poglądy, przekonania, wyznaczone cele i zgodnie z nimi postępują (no… zwykle) – jak choćby oboje premierzy, o których autor wspomniał. Ludzie jednak również żyją w zmieniającym się świecie i powinni te poglądy ciągle weryfikować. Autor deklaruje (pisze wszak w pierwszej osobie, choć liczby mnogiej, a więc określa tak siebie wraz z jakąś zbiorowością), że przeniósł ciężar podziwu na upór, konsekwencję, dążenie do celu. Samochody wyobraźni (autora i jego zbiorowości) pędzą i nie zawracają, bo mają oni pewność słusznej drogi (oni: autor i zbiorowość, nie samochody! no – byłoby „one”). Upór i konsekwencja, to pozytywne cechy, przekonanie o słuszności celów jest dobre (piszę „przekonanie”, nie „pewność” – tak jest lepiej). Ja jednak, podziwiając upór, wyżej cenię mądrość, wyżej cenię namysł, a w sprawach społecznych również dialog niż ów pęd samochodu wyobraźni. Dialog cenię właściwie w każdej sprawie, bo tylko konfrontując poglądy z innymi, możemy ciągle zbliżać się do sedna spraw, do prawdy. Więcej. Namawiam do zawrócenia, kiedy konfrontacja z rzeczywistością pokazuje, że błądziliśmy. Jeśli fakty przeczą mojej teorii, tym gorzej dla faktów – miał powiedzieć Hegel. Zdecydowanie namawiam do przeciwnego działania. Jeśli fakty przeczą mojej teorii, raz jeszcze przyjrzyjmy się teorii, zmieńmy ją – ze wszystkimi tego konsekwencjami – należy zawołać. Z kontekstu omawianego artykułu wnioskuję, że i jego autor do tego nawołuje (postuluje, żeby umieć zawracać, mieć jednak do dyspozycji wsteczny bieg). Zgadzamy się więc w tym punkcie, tylko trudno mi pojąć, dlaczego pan Marcin takie postępowanie nazywa głupotą. Cały kontekst zdaje się brzmieć: „mądrzy są konsekwentni zawsze i do końca, ale ty bądź głupi i czasem zawróć z drogi, którą w czasie jej pokonywania rozpoznasz jako błędną”. Mnie oczywistym wydaje się, że jest to przejaw najwyższej mądrości, ale także autokrytycyzmu, trzeźwości spojrzenia. Dlaczego Pan, Panie Marcinie, mądrość nazywa głupotą? Kolejno autor odnosi się do poglądów filozoficznych. Atakuje Kanta za to, że, przywołując sentencję z Listów Horacego Sapere aude, nawoływał do używania rozumu. To prawda, nawoływał. Autor przywołuje cytat z mistrza Immanuela, który, jak rozumiem, dowodzić ma, iż ten zaleca stronienie od książek, opiekunów duchowych, lekarzy, dietetyków itd. Myślę, że nic bardziej błędnego. Nawoływał on tylko (albo raczej aż) do używania rozumu w kontaktach z rzeczywistością, do myślenia przy lekturze, do dialogu z lekarzem czy dietetykiem, do interesowania się wszystkim, czego doświadczamy. Kant sprzeciwiał się bezmyślnemu przyjmowaniu tego, co oferują inni, choćby formalnie mieli być mądrzejsi (autor „mądrej” książki, lekarz…). Sam sobie, nie będąc lekarzem, nie potrafię zaordynować leków, ale chcę wiedzieć co dzieje się z moim zdrowiem i mieć wpływ na leczenie. Ja osobiście – zapewniam – już kilkakrotnie zmieniałem lekarza, z którym nie byłem w stanie się porozumieć. Kolejno autor z cytatu Immanuela wyprowadza wniosek, że istnieją dwie kasty (jak gdyby istnieją właściwie, ale nie wiedząc co znaczy to „jak gdyby istnieć”, przyjmę że istnieją). Obie mają czerpać korzyści z niedojrzałości (tak, tego słowa autor użył). Pierwsza, żyjąc dostatnio, utrzymuje innych w zależności. Ci inni, jak rozumiem utrzymywani w tym stanie, są beztroscy, bo obowiązek myślenia zrzucili na pierwszą grupę. Wiele tu nieporozumień, choć istnieniu różnych grup ludzi, określonych według tego kryterium, trudno przeczyć. W rzeczywistości, która jest bardziej złożona niż chciałby pan Marcin, pomiędzy bielą i czernią, czyli tymi, którzy w każdej sprawie odwołują się do opinii innych, rzekomo mądrzejszych i tymi, którzy nie przyjmują żadnych wskazówek od innych i z otaczającego świata, jest cała gama szarości, właściwie cała paleta kolorów, czyli osób w różnym stopniu przyjmujących każdą z tych skrajnych postaw. Nie warto się nad tym tutaj rozwodzić szeroko, ale choć wspomnieć należy, że ów dostatek i jego brak zależy zwykle od innych czynników, a nie od używania lub nieużywania rozumu; w każdym razie nie tylko i nie przede wszystkim. Przypomina się tu piosenka nieodżałowanej pamięci Wojciecha Młynarskiego, w której bohaterowi opowieści powodzić się zaczęło dobrze, kiedy operacyjnie wycięto mu rozum. Koniecznie zauważyć należy, że Kant nie namawia do podziałów społecznych, bowiem wszystkim używanie rozumu zaleca. Jeżeli ktoś rezygnuje z tego, to inna już jest sprawa, jego wybór. Zastanówmy się nad tym, co autor proponuje jako dobre rozwiązanie. Od początku nawołuje do wyboru głupoty, a więc poleca wybór niedojrzałości (wrócę do tego określenia) i scedowanie ocen, decyzji, wyboru poglądów na kastę tych dojrzałych. Autor preferuje więc rzekomy brak trosk, życie wprawdzie w niedostatku, ale w szczęśliwości. Trudno przyjąć, żeby taki program był do przyjęcia przez homo sapiens. Ja go zaakceptować nie potrafię, a i ta szczęśliwość, i ten brak trosk oceniam jako złudny. Co jest alternatywą według przesłania artykułu? Nieograniczone przemądrzanie się na każdy temat, wpieranie ludziom, że rozwiąże się wszelkie ich problemy, podporządkowywanie ich sobie i (najważniejsze!) czerpanie z tego korzyści. Te korzyści trzeba mieć, skoro ma się żyć w dostatku. Skąd my to znamy? Skąd znamy dyktatorów, prących do władzy, podporządkowujących sobie ludzi wszystkimi dostępnymi sposobami? Sprzeciw to mało. Trzeba użyć słów: protest, a nawet obrzydzenie. Pan Marcin pisze dalej, że każdy zapewne intuicyjnie zgadza się z myślą Kanta, z jego pochwałą myślenia. Zapewniam, że tak nie jest, przynajmniej w moim wypadku. Ja świadomie wybieram myślenie i staram się jak najdalej odejść od bezmyślności. Wiem, że wielu ludzi wybiera myślenie, wybiera mądrość, jaka tylko jest w ich zasięgu, choć wiem też, że nie są to absolutnie wszyscy ludzie. Ale nawet większość ludzi obiektywnie bezrozumnych (stygmatyzować nikogo nie zamierzam, ale głupków nie brakuje), jest zadowolonych ze swojego ubogiego intelektu. Wielu na niskim poziomie osiąga szczyty swoich możliwości. Takich, którzy świadomie głupotę wybierają prawie nie ma. Nieczytający jegomość, o którym wspomniałem, uważa się za mądrego, a brak oczytania za tej mądrości dowód. Kolejno muszę zaprotestować przeciwko określeniu mitologia myślenia. Cóż miałoby to znaczyć? Mitem jest, że myślimy? Ja staram się myśleć prawdziwie. Myślenie organizuje życie? Organizuje. Po przemyśleniu czegoś można wprowadzać to w życie. To źle? Ale było tak i przed, i po epoce oświecenia. Gorzej jest, kiedy życie organizuje się bezmyślnie. Dużo gorzej. Myślenie (choćby tylko w okresie oświecenia) łączy się z gnozą? Myślenie, to raczej nie, choć pewnie niektórzy, uznający siebie za myślących z gnozą swoje wywody łączyli. Łączyli wtedy, łączyli wcześniej, łączyli później (okres romantyzmu to dopiero rozkwit gnozy), łączą dziś (choćby New Age). Myślę, że prawdziwym rozumem nie ma to nic wspólnego. Zostawmy te nurty, jako mało przydatne w naszej rozmowie. Jaką postawę intelektualną należy w takim razie propagować, skoro dwie skrajne nie nadają się do użytku? Myślę, że zrównoważoną postawę komunikacji z otoczeniem, w której krytyczny rozum jest narzędziem poznania świata. Ważne jest, żeby ten rozum nie był jałowy, żeby przez całe życie uczyć go myślenia, wnioskowania, dbać o minimum wiedzy, którą ma się do dyspozycji i umiejętność stosownego uzupełnienia tej wiedzy w razie potrzeby. Taką postawę nazywam prawdziwą mądrością. Dalej pan Marcin twierdzi, że on i jego zbiorowość (znów 1 os. lm) samodzielność myślenia uznają za coś godnego pochwał i że zwykle mają rację. Twierdzą oni tak, mimo wcześniejszej wizji leczenia się bez pomocy lekarza i mimo niebezpieczeństwa strasznej gnozy, która się z tym łączy. Ale cóż… tu pełna zgoda. Kolejny akapit to jednak stwierdzenie osłabiające to stanowisko. Ponoć jakieś (jakie?) badania pokazują, że czasem lepiej być głupim. Podobno widać to i to nawet doskonale na przykładzie teorii spiskowych i alternatywnej medycyny. Mam prawdopodobnie bardzo słaby wzrok, bo nie widzę. W tym wypadku widzę, jak (używajmy już tego określenia) głupi i łatwowierni ludzie, którzy ze szkoły nie wynieśli (jak chce autor) podstawowych pojęć, tylko jakiś chaos pojęciowy, dają się zwodzić różnym oszołomom (przepraszam za kolokwializm). Dlaczego znów, Szanowny Autorze, myślenie utożsamiasz z jego brakiem? Koszulki? Kantowskie (a właściwie horacjańskie) wezwanie można umieścić nie obok zarzutu kłamstwa rządu, ale obok jakiegoś „Jestem homo sapiens, więc myślę”. A może obok kartezjańskiego "cogito ergo sum"?

Musiałem tekst podzielić, bo tak długiego, jakim był oryginalnie "nie chciało przyjąć". Pod adresem www.pochwała.cba.pl jest w jednym kawałku. Operatorze strony! Wypada podać informację o maksymalnej akceptowanej długości tekstu. Ciąg dalszy tutaj: Napis Rząd kłamie na koszulce? A kłamie? Może tak, a może nie. Jak minister (minister, to rząd) mówi, że gdzieś był wybuch, że już właściwie tego dowiódł, to mówi prawdę? A historyczny rząd, w imieniu którego mówił jegomość z dużymi uszami, podawał tylko prawdę i całą prawdę? Raz jeszcze autor odwołuje się do przykładu specjalistów od wypadków lotniczych, którym – jeśli dobrze rozumiem –w tym fragmencie polecasz zawierzyć. Byli tacy i są jeszcze, którzy z jakieś amerykańskiej prowincji z tytułami profesorskimi się pojawili i dowodzili, i dowodzą nie wiadomo czego. Niektórzy już musieli się wycofywać z wcześniejszych twierdzeń, głoszonych z całkowitą pewnością. To tylko przykład. Uświadommy sobie, ile razy spotykamy się z różnymi opiniami różnych osób, legitymujących się formalnymi kwalifikacjami. Bywa, że profesor X mówi, że A, a profesor Y, że nie A i to nie w warstwie ocennej. Piszę o tym, żeby pokazać, że jeżeli chce się mieć zdanie o jakimś problemie, nawet z dziedziny, która nie jest specjalnością oceniającego, winien on przeanalizować sprawę. Przywołany tu już wcześniej Kartezjusz mawiał O wszystkim należy wątpić. I miał rację. Wątpić w rząd i jego rzetelność, w zdanie tych tam rzeczywistych lub pozornych specjalistów, w objawienia nieomylnych polityków, ekonomistów, specjalistów od tego czy owego. Trudne? Tak, niesłychanie. Trzeba umysł trudzić najpierw możliwym sprawdzeniem faktów, później może konfrontacją poglądów różnych osób, wreszcie niesłychanie trudzić wnioskowaniem. Właściwie powinienem cały proces zacząć opisywać od tego, że każdy na miarę swoich możliwości, powinien starać się zostać erudytą, z zasady wiedzieć o świecie dużo, również jako laik. Takie działanie, właściwie taki proces jest jednak lepszy od noszenia koszulki z jakimkolwiek napisem. Co możemy osiągnąć, postępując według mojego przepisu? Różnie to bywa. Czasem pewność, czasem uda się ocenić coś z dużym prawdopodobieństwem, czasem z mniejszym, czasem można mówić o poszlakach i wreszcie czasem o niemożności oceny. Warto tu przypomnieć o zawracaniu i jeździe do tyłu. Należy też pamiętać, że prawda leży tam gdzie leży. Najlepsi specjaliści mogą się mylić. Arkę zbudował pewien (jak się później okazało) „trunkowy” jegomość z trzema synami, a Tytanika najlepsi specjaliści. I co z tego wyszło? Jak wybitni znawcy wzięli się za datowanie całunu turyńskiego, to ich błędy wskazała jakaś gospodyni domowa i jej mąż. Idźmy dalej. Autor artykułu wypisuje całkowicie nieprawdziwą informację, że Sokratesowi można „w pewnym sensie” przypisać motto: odważ się być głupim. W jakim sensie? Ręce załamuję. Wiedząc, że wiele jest ciągle do zbadania (wiem, że nic nie wiem), ciągle chciał się czegoś uczyć, czegoś dowiadywać od ludzi, a to, że nie spełnili oni w rozmowie jego oczekiwań, to już zupełnie inna sprawa. Nawet na spacer po lesie nie chciał pójść, bo szkoda mu było czasu, nawet etykę wyprowadzał z myślenia, z rozumu. Marcinie! Nie obrażaj Waść Sokratesa! Dalej autor wypisuje truizmy o wąskiej specjalizacji. To prawda. Nikt, poza specjalistami nie odczyta obrazu rezonansu magnetycznego (nawet lekarz innej specjalności) ani nie zaprojektuje lądownika księżycowego. Mimo to nie tylko erudyta, ale nawet „średni” uczeń liceum wie czym jest pole magnetyczne i jak działa silnik odrzutowy. Myślę, że warto takie rzeczy wiedzieć. Dalej pan Marcin pisze o populizmie, z którego korzystają politycy, zwodząc nim wyborców. Całkowicie się zgadzam. Dlatego warto być rozumnym wyborcą i zwodzić się nie dać. Ot co! Mądrym, nie głupim być! Kolejno dowiadujemy się, że nie jest żadną sztuką być po prosu głupim. A ja myślę, że to duża sztuka. Ja bym chyba nie umiał dobrze i wiarygodne „rżnąć głupa”. Najlepsi komedianci, bawiący publiczność głupkowatością, to zwykle bardzo inteligentni ludzie. W następnej części autor prezentuje cztery rady jak to należy mądrze być głupim. Już nie będę się czepiał tego sformułowania, przyjmę że chodzi o to jak mądrze postępować w omawianych w artykule kwestiach. W zasadzie można się zgodzić z z autorem, ale dodam kilka uwag. Rada pierwsza. Nie na każdy temat muszę mieć zdanie. Rzeczywiście nie na każdy muszę, ale mam prawo do mojego amatorskiego poglądu na każdą sprawę, mam prawo dyskutować o swoim przekonaniu, prezentować swój sposób widzenia sprawy. Warto przy tym w dyskusji zastrzegać, że nie występuję ex cathedra, tylko jako osoba ciekawa świata. Warto mówić o swoich ambiwalencjach i – przede wszystkim słuchać głosów innych dyskutantów. Gdybyśmy odebrali prawo np. taksówkarzowi do rozmowy o lotach kosmicznych, odebralibyśmy mu prawo poznawania świata. Zawsze trzeba jednak w takim wypadku znać miarę i proporcję. Rada druga. Jeżeli nie mam zdania, to nie znaczy, że nie wiadomo jak jest. Oczywiście. Zgadzam się też, że nie należy w takiej sytuacji szukać bezsensownych kompromisów. Autor artykułu odsyła jednak do specjalistów i uważa, że sprawa jest załatwiona. Niestety nie jest. Miałem do czynienia z sytuacją, w której dwóch lekarzy, obaj byli specjalistami, mówiło różne rzeczy. Jeden, że niezbędna jest operacja, drugi, że w żadnym wypadku operacji wykonywać nie należy, wręcz może ona tylko zaszkodzić. I co? Nie mam wiedzy medycznej, żeby to samemu ocenić i w krótkim czasie nie jestem w stanie jej sobie przyswoić. Komuś trzeba dać wiarę, komuś nie. Nie ma innej rady, trzeba uruchomić myślenie. Dokładniejsze rozmowy z obydwoma kolejno i analiza tego, co usłyszałem, pozwoliła wywnioskować, że operacja zalecana była głównie dlatego, żeby prywatna klinika mogła zarobić. Rozum na podstawie właściwie pozamedycznych przesłanek pozwolił to ocenić. Tak, przesłanek też trzeba mądrze szukać. Rada trzecia. Nie zawsze muszę mieć rację. To truizm. I ja nie muszę, i oponent nie musi, i specjalista wreszcie też nie musi. Możemy po skonfrontowaniu poglądów rozejść się bez zmiany poglądów, ale jeżeli zrozumiem, że oponent ma rację (lub choćby część racji), zwykła przyzwoitość… no, o cofaniu i zawracaniu była już mowa. Może tylko dodam, że trzeba też uważać, żeby w takiej sytuacji nie dać się szybko zwieść wątpliwym argumentom. Rada czwarta. Ludzie, których nie lubię, też mają dobre pomysły. Dodam: Moi przyjaciele i moi bliscy mogą się mylić. To istotne. W życiu społecznym niezwykle często społeczności, rodziny, nie wspominając o klubach kibiców, domagają się, aby optować zawsze za swoim. Jak Kargule i Pawlaki. Jak Kargul 3xTAK, to Pawlak 3xNIE. Oczywistym jest, że tą metodą nie dojdzie się do prawdy. (Ciekawy jest ten przykład dotyczący tzw. scjentologów. Muszę przeczytać książkę). Rada piąta, tym razem moja. Rozróżniajmy rozmowę od wystąpienia ex cathedra. Ale jednak przyznajmy sobie i innym prawo do wypytania kogoś, kto jako specjalista o czymś mówi, do przedstawienia swoich wątpliwości, poglądów, swego zdania również wobec niego. Zdarza się, że fachowość jakiegoś specjalisty okazuje w takiej konfrontacji się złudna. Przyznajmy sobie prawo do bycia nieprzekonanymi przez profesora, nawet takiego zupełnie zwyczajnego. Rada (a właściwie uwaga) szósta. Ekspertem może być ktoś, kto nie ma stosownego wykształcenia kierunkowego. Amator, samouk, hobbysta, który zgłębił tajniki jakieś dziedziny wiedzy, zna się na niej, może występować w dyskusji jako specjalista, często lepiej zorientowany niż absolwent stosownego kierunku studiów. Wiedzę się ma albo nie. Odpowiednie zaświadczenie jest potrzebne przy przyjęciu do pracy na etat, a nie jako argument w dyskusji. O arce i Tytaniku już pisałem. Trzeba powiedzieć więcej. Prawda, racja, słuszność nie mają względu na tytuły. Albo ktoś ją ma, albo nie. Próbować dociekać tego, jak jest w istocie, można rozumem i każdy ma prawo to czynić. Po to go mamy. Czas podsumować komentarz (ależ się rozpisałem – miało być kilka akapitów tylko). 1. Całkowicie odrzucam pochwałę głupoty, myślę że nawet tytuł artykułu jest nie do przyjęcia; pochwalić mogę tylko prawdziwą mądrość, która docieka prawdy i to w każdej sytuacji. 2. Autor myli (pewnie częściowo w zamierzony sposób) mądrość z głupotą. Mieszanie tych pojęć jest szkodliwe metodologicznie, u czytelników powoduje chaos pojęciowy. 3. Autor bezpodstawnie przywołuje przykłady z polityki, które mogą służyć co najwyżej do zapożyczenia sloganu, nie są jednak dla sprawy mądrości i jej braku przykładami adekwatnymi. 4. Autor bezpodstawnie pomawia, szczególnie naukowców jako grupę, że jakoby nie odstępują od wygłaszania poglądów, których nie są pewni. 5. Całkowicie należy się zgodzić z poglądem, że po zauważeniu, rozpoznaniu błędu, należy zawrócić ze źle obranej drogi, zrezygnować z błędnych przekonań. Takie postępowanie należy nazwać mądrością prawdziwą, a nie głupotą, jak czyni to autor. 6. Nie można podzielić poglądu na temat koniecznego łączenia myślenia z gnozą. Wręcz przeciwnie, prawdziwa mądrość gnozę odrzuca. 7. Nie można podzielić poglądu, dotyczącego wielkich filozofów Sokratesa i Kanta, które to poglądy autor przedstawił w artykule. Żaden z nich nie namawiał do niemyślenia, żaden nie propagował zasklepienia się w sobie. 8. Nieprawdą jest, moim zdaniem, że istnieją okoliczności, które sprawiają, że lepiej być głupim. Nie zgadzam się z chybionym dowodem na to, mającym występować w tzw. medycynie naturalnej albo w teoriach spiskowych. Na zakończenie pozwalam sobie przytoczyć wiersz, który napisałem ponad 11 lat temu (jak ten czas leci!). Niech będzie podsumowaniem. Oto on: Sapere aude Sapere aude – Horacy nas wzywał./ Odważ się myśleć – mądrym być się odważ! – / lecz nadal rozum z głupotą przegrywa,/ dziś to przesłanie brzmi zwykle jak potwarz./ / Dzisiaj bezmyślność, jak kiedyś, króluje,/ a dociekanie prawdy nie jest w modzie,/ głupota rządy wokół wciąż sprawuje,/ pławi się w płytkiej bezmyślenia wodzie./ / Ucząc się, poznać praw świata tysiące,/ rozumieć zjawisk istotę dogłębnie,/ znać mechanizmy, wszystkim w krąg rządzące/ – większości ludzi wydaje się zbędne./ / Zgłębiać historię, czytać wieszczów dzieła,/ poznać poezję, myśli mędrców wielkich/ – w oczach współczesnych dziwne bywa nieraz,/ niewarte wcale to wysiłków wszelkich./ / Samemu złożyć obraz świata wokół,/ mieć wizję tego, jakim on jest cały,/ znaleźć na wiele pytań odpowiedzi,/ choć pokolenia ich dotąd nie dały?/ – Po cóż to wszystko? Po cóż tego szukać?/ Rozum wysilać, męczyć go myśleniem?/ Lepiej napisy etykiet przedukać,/ wystarczy notka o towaru cenie./ / Lecz ty, człowiecze, korzystaj z rozumu,/ prawdy dociekaj, zgłębiaj życie do dna,/ nie bacz na kpiny bezmyślnego tłumu,/ zobacz świat wokół i myśleć się odważ!/ / Pozostaje mi już tylko przeprosić, że mój, laika, komentarz do tekstu fachowca (to ustaliliśmy na wstępie) jest aż tak długi. Przepraszam, że ci, którzy postanowili tekst przeczytać tak dużo czasu na tę czynność musieli stracić. Wszystkich pozdrawiam GD

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]