Słuchajcie Franciszka

„Jan Hus przez długi czas był przedmiotem sporu między chrześcijanami, natomiast dzisiaj stał się motywem dialogu” – mówił papież do grupy czeskich husytów, którą przyjął w Watykanie 15 czerwca.
Czyta się kilka minut

Cieszy mnie, że katolicy z husytami prowadzą dialog i że Watykan bada sprawę Husa. Jednak to wszystko jest dalece niewystarczające. XV-wieczny reformator krytykował doczesną władzę Kościoła, przekonywał, że Kościół stanowią wszyscy wierzący, a nie tylko hierarchia. To uczyniło go politycznym wrogiem ówczesnych kościelnych władców. Został spalony na Soborze w Konstancji 600 lat temu. Jedyną jego „winą” było to, że charakteryzował się ewangeliczną wrażliwością i wnikliwością, do której instytucja Kościoła dojrzewać musiała jeszcze ponad pięć wieków – do czasów Soboru Watykańskiego II. Pojawiają się kontrargumenty, że rehabilitacja Husa i potępienie działań Soboru w Konstancji byłyby czymś ahistorycznym. Mord jednak pozostaje mordem niezależnie od kontekstu historycznego i uwarunkowań politycznych. Jeżeli można go w jakikolwiek sposób usprawiedliwić, usprawiedliwić dałoby się także mord dokonany dwa tysiące lat temu na Golgocie. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 26/2015