Były minister sprawiedliwości został namierzony przez policję w siedzibie TV Republika, a potem dowieziony do Sejmu na posiedzenie komisji śledczej ds. Pegasusa. Ta jednak zamknęła obrady chwilę wcześniej z powodu „spóźnienia świadka”, składając zarazem wniosek o areszt dla Ziobry. On sam zaś, uwolniony przez patrol, mógł brylować na korytarzach sejmowych, udzielając wywiadów i sugerując, że nowa władza się go przestraszyła.
Czy warto było tworzyć komisję, by główny oskarżony o bezprawne inwigilowanie ludzi niechętnych poprzedniej władzy urządzał sobie darmowy spektakl autopromocji?
Pegasus: narzędzie niszczenia opozycji
Program Pegasus, którego zastosowanie w Polsce bada komisja, to w zasadzie instrument-marzenie dla policji i tajnych służb na całym świecie, rodzaj „czapki-niewidki”. Izraelska firma NSO Group stworzyła go głównie do walki z terroryzmem i zorganizowaną przestępczością. Z jego pomocą można infekować smartfony, podsłuchiwać prowadzone rozmowy, uruchamiać kamerę i głośnik, a także uzyskać dostęp do wrażliwych danych z kodowanych komunikatorów, e-maili, zdjęć czy nagrań wideo. Na dodatek ingerencje te pozostawiają wyjątkowo mało śladów.
Właśnie ta ostatnia okoliczność mogła być kusząca dla rządzących Polską przez 8 lat polityków PiS, mających obsesję na punkcie demaskowania rzeczywistych i urojonych knowań politycznych przeciwników. Za pomocą Pegasusa chciano kompromitować polityków konkurencji, tym samym zapewniając długotrwałe rządy partii Jarosława Kaczyńskiego.
Wiele wskazuje na to, że decyzja o zakupie programu zapadła podczas spotkania premier Beaty Szydło z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu na szczycie Grupy Wyszehradzkiej w Budapeszcie w 2017 r. Sprawę załatwiono w tajemnicy, jednak dwa lata później wybuchła ogólnoświatowa afera. Amnesty International nagłośniła sprawę nadużywania Pegasusa w różnych państwach, a szefowie koncernów technologicznych, których systemy łamano, wystąpili na drogę prawną przeciwko jego twórcom.
W tym samym czasie portal TVN24 ujawnił, że CBA również używa od dwóch lat Pegasusa, jednak szefowie polskich służb i członkowie rządu kategorycznie temu zaprzeczali. Dopiero gdy pod koniec 2021 r. grupa badaczy z Citizen Lab, działająca przy Uniwersytecie w Toronto, wskazała konkretne osoby inwigilowane w naszym kraju, a jego zakup potwierdzili kontrolerzy NIK, Jarosław Kaczyński potwierdził fakt używania tego programu – ale tylko do walki z przestępczością.
Tymczasem według Citizen Lab szpiegowane przy pomocy Pegasusa miały być też osoby z różnych powodów niewygodne dla PiS: polityk PO Krzysztof Brejza, ale także prokurator Ewa Wrzosek i mecenas Roman Giertych. Przypadek Brejzy został najlepiej udokumentowany. Jego dwa telefony miały być inwigilowane między kwietniem i październikiem 2019 r., gdy pełnił funkcję szefa sztabu Koalicji Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych. CBA penetrowało aparaty Brejzy 33 razy, dzięki czemu TVP mogła go oczerniać w trakcie kampanii wyborczej w 2019 r. Robiła to za pomocą wykradzionych z telefonu, a następnie zmanipulowanych SMS-ów.
Mechanizm inwigilacji Brejzy opisał w książce „Polska na podsłuchu” Michał Kokot. Z jego śledztwa wynika, że ówczesnego posła PO wmanewrowano wraz z ojcem, prezydentem Inowrocławia Ryszardem Brejzą, w aferę z fałszywymi fakturami w tamtejszym ratuszu. Obwiniona o to urzędniczka została nakłoniona do obciążenia również Brejzów, i to właśnie dało formalną podstawę do uruchomienia wobec szefa sztabu KO programu Pegasus.
Podsłuchy z pieniędzy dla ofiar
Doniesienia o tych nadużyciach spowodowały, że strona izraelska unieważniła w 2021 r. polską licencję. Z kolei w styczniu 2022 r. raport NIK ujawnił, że Pegasus, którego licencja obejmowała prawo do równoczesnego podsłuchiwania 40 numerów, został zakupiony w dwóch trzecich ze środków Funduszu Sprawiedliwości, założonego pierwotnie po to, by nieść pomoc ofiarom przestępstw i pomagać byłym więźniom wracać na łono społeczeństwa. CBA otrzymało z niego aż 25 mln złotych (samo dołożyło 8 mln), mimo że było to niezgodne z prawem, gdyż takich zakupów można dokonywać jedynie z budżetu. Ponadto program kupiono poprzez pośrednika – firmę Matic, należącą do dawnych funkcjonariuszy SB.
W styczniu 2022 r. powstała w Senacie (większość miała w nim ówczesna opozycja) nadzwyczajna komisja do badania inwigilacji Pegasusem. Choć nie miała uprawnień śledczych, a szefowie służb z PiS odmawiali stawania przed nią, w raporcie przyjętym we wrześniu 2023 r. uznano, że zakup Pegasusa był nielegalny. Zdaniem senatorów polskie prawo nie pozwalało na taką formę inwigilacji, a przy transakcji złamano m.in. ustawę o CBA i przepisy o finansach publicznych. Komisja zawiadomiła prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa, m.in. przez wiceministra sprawiedliwości Michała Wosia, szefa CBA (do 2020 r.) Ernesta Bejdę, ministra spraw wewnętrznych Mariusza Kamińskiego oraz prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego (wtedy już sędziego TK).
Po wyborach 15 października 2023 r. i zmianie władzy w Sejmie powstała komisja śledcza, która miała zbadać legalność zakupu i celowość wykorzystywania Pegasusa oraz ustalić, kto był bezpośrednio odpowiedzialny za transakcję.
Komisja działa już rok, a w sejmowych kuluarach, także od posłów partii rządzących, można coraz częściej usłyszeć, że jej ustalenia są mniej niż skromne. Niedawno „Rzeczpospolita” ujawniła, że koalicja rozważa zakończenie prac w połowie roku, bo komisja kosztuje 200 tys. złotych miesięcznie, a efekty są niewielkie. Także dlatego, że posłowie napotykają na liczne przeszkody. Problemy są głównie z CBA, gdzie cały czas pracują funkcjonariusze rzekomo lojalni wobec poprzedników i niechętnie wydający dokumenty. Mimo to Marcin Bosacki z KO, który był przewodniczącym komisji senackiej i jest wiceszefem obecnej komisji w Sejmie, uważa, że dzięki uprawnieniom śledczym udało się ustalić sporo faktów, m.in. to, że w latach 2017-22 złożono wnioski o kontrolę operacyjną aż 578 osób.
PiS ignoruje posłów
Istotnym problemem w działalności komisji jest ignorowanie jej przez przedstawicieli PiS, powołujących się na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego (którego legalność kwestionuje większość prawników) z 10 września 2024 r., uznające komisję za niekonstytucyjną. Po tym orzeczeniu delegaci PiS zrezygnowali z udziału w jej pracach, a świadkowie, byli szefowie CBA i były minister Ziobro, przestali reagować na wezwania.
Komisja w ostatni piątek odpowiedziała nerwowo, zamykając obrady i składając wniosek o 30-dniowy areszt dla Ziobry, mimo że w tym samym czasie był on już w budynku Sejmu w asyście policji. Na sali obrad czekał tylko Przemysław Wipler z Konfederacji (którego dotychczasowe wypowiedzi wcale nie plasują go w gronie zwolenników Ziobry), dzięki czemu były minister mógł odgrywać rolę szeryfa, z którym boją się skonfrontować nawet dzierżący dziś władzę politycy.
Zanim wnioskiem o areszt zajmie się sąd, będzie musiał ustosunkować się do niego także Sejm, bo posła chroni immunitet. To niepotrzebne komplikowanie i tak już przydługiego spektaklu krytykuje wielu komentatorów i polityków. – Można było poczekać te 30 minut i rozpocząć przesłuchanie Ziobry, nie składając wniosku o areszt – komentowała obecna w piątek w Sejmie wicemarszałkini Senatu i kandydatka lewicy na prezydenta Magdalena Biejat. Podobne zdanie ma Wipler, uważający tak gwałtowne zakończenie obrad za ogromny błąd.
Szansą dla komisji ma być zapowiadane odtajnienie nowych dokumentów. Trwa to długo, a członkowie komisji skarżą się na „spychologię”, jaką w tej sprawie stosują służby (w których wciąż pracują ludzie powołani w epoce PiS) i prokuratura, wzajemnie wskazując na siebie jako na podmiot odpowiedzialny za odtajnienie akt. – Te dokumenty po zdjęciu klauzuli tajności mogą wielu pogrążyć – przyznaje jeden z członków komisji.
Być może chodzi o raport Służby Kontrwywiadu Wojskowego, wedle którego informacje pozyskane przez Pegasusa mogły trafiać do izraelskich służb. Mimo to SKW kupiła od CBA prawo do używania programu za 11 mln złotych, a podobnie zrobiła też ABW i policja – ponoć na wyraźne polecenie koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego.
Członkowie komisji zaprzeczają dziś, jakoby miała ona szybko zakończyć pracę. – Efekty nie są spektakularne, ale nie powinniśmy się poddawać – przekonuje członek komisji Patryk Jaskulski z KO. Usprawnieniem prac ma być szykowana nowelizacja ustawy o komisji śledczej, zwiększająca jej uprawnienia. Ale wejdzie w życie tylko wówczas, gdy w Pałacu Prezydenckim pojawi się prezydent niezwiązany z PiS.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















