Bezkarne służby

Wojciech Klicki, prawnik: Pegasus to nie podsłuch, tylko totalna inwigilacja. Koncentrowanie się na zgodzie sądu lub jej braku odwraca uwagę od głównego problemu: używanie Pegasusa w Polsce jest nielegalne.
Czyta się kilka minut
 / DANIEL GNAP / EAST NEWS
/ DANIEL GNAP / EAST NEWS

KRZYSZTOF STORY: Lider Agrounii, Michał Kołodziejczak, to kolejna osoba inwigilowana Pegasusem. Jak to możliwe, że człowiek, przeciwko któremu nie toczy się żadne postępowanie, jest podsłuchiwany?

WOJCIECH KLICKI, PRAWNIK FUNDACJI PANOPTYKON: Ta sprawa potwierdza, że inwigilowany może być nie tylko czołowy polityk i niepokorna prokurator, ale każdy aktywny obywatel. Po stronie służb widzę olbrzymie poczucie bezkarności.

Służby chętnie sięgają po nasze billingi i dane lokalizacyjne – 1,53 miliona razy tylko w 2020 r. Wszystko przez to, że dostęp do nich jest bardzo prosty. Z podsłuchami przynajmniej w teorii powinno być trudniej.

Tak, teoretycznie podsłuchy są lepiej kontrolowane, bo każde takie działanie wymaga zgody sądu i prokuratury. W praktyce ta kontrola jest fikcją. Sądy akceptują ponad 99 proc. wszystkich wniosków, prokuratura 97 proc.

Sądy pozwalają na wszystko?

System je do tego zachęca. By wyrazić zgodę, sędzia musi jedynie podpisać wniosek. By odmówić, jest zobowiązany napisać uzasadnienie. W aktach nie musi być nawet nazwiska podsłuchiwanej osoby, wystarczy numer telefonu albo IMEI. Na podstawie okrojonych danych sędzia może nawet nieświadomie zaakceptować podsłuchiwanie samego siebie. I jeszcze jedno: Pegasus to nie podsłuch, tylko totalna inwigilacja. Koncentrowanie się na zgodzie sądu lub jej braku odwraca uwagę od głównego problemu: używanie Pegasusa w Polsce jest nielegalne.

Jak zapewnić kontrolę nad służbami, jednocześnie nie „wybijając im zębów”, czym często straszą politycy?

Istotnym krokiem powinno być powołanie niezależnej instytucji kontrolującej wszystkie dziewięć służb specjalnych w Polsce. Ale najważniejszą propozycją, funkcjonującą np. w Niemczech, jest obowiązek informowania o podsłuchu. Po 12 miesiącach od zakończenia inwigilacji istniałby obowiązek powiadomienia podsłuchiwanego, że był obiektem zainteresowania. Służby nadal mogłyby działać skutecznie i szybko, ale ze świadomością, że ich działania zostaną prędzej czy później zweryfikowane. ©℗

WOJCIECH KLICKI jest prawnikiem związanym z Fundacją Panoptykon, odpowiada za monitoring i analizy prac legislacyjnych w Polsce, przede wszystkim w obrębie działania służb specjalnych i policji.


Czytaj także: Rachunek szkód wyrządzonych przez sprawę Pegasusa obejmuje nie tylko naszą prywatność, ale też bezpieczeństwo całego kraju. Tylko niepoważne służby mogły uznać, że korzystanie z niego to okazja.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2022