Rozkażcie dzieciom

Mój drogi Piołunie,
Czyta się kilka minut

nadwiślańscy pasterze i arcypasterze niedawno ogłosili dokument, w nim zaś jak byk stoi, że rodzice „dzieci, które nie ukończyły 18. roku życia, mają obowiązek zapisać swe dzieci na lekcje religii”. Słusznie i roztropnie. Kłopot w tym, że nakaz nakazem, papier papierem, wszystko na pewno zniesie i niczemu się dziwić nie będzie – ale rzeczywistość skrzeczy.

Cóż bowiem począć z takimże łapserdakiem i nicponiem, huncwotem i wisusem, gówniarzem krnąbrnym, co 17 wiosen już liczy, a na katechezę uczęszczać nie chce, hę? Ba – bezczelnie powiada, szelma jeden, że w nic w ogóle nie wierzy.

Pobożni jego rodziciele prośbami i wyjaśnieniem nic wskórać nie mogą. Oczy tylko wypłakują nieszczęśni i ręce załamują. Jeżeli bowiem dzieciaka na katechezę nie zapiszą, prawa święte złamią i na gniew Kościoła się wystawią. Jak zaś zapiszą, co tedy począć? Syna w kajdany zakuć i na religię wołami zaciągnąć? Kijem do książek pobożnych, do żywotów mężów i niewiast świętych pogonić? A gdyby się jeszcze opierał, psiajucha, na grochu kazać mu klęczeć? W kącie postawić? Pasem zlać, choć mówią, że ponoć już nie wolno? A może kolacji nie dać? Kieszonkowe wstrzymać? W komórce pod schodami na klucz zamknąć, niech zmięknie wreszcie utrapieniec?

Pytań tu dotykamy, drogi Piołunie, fundamentalnych. Kiedyż nadchodzi ta chwila, że bachor bezrozumny świadomością ciut nasiąka i sam o niektórych życia swego sprawach może decydować? Na czym się władza rodzicielska zasadza, w czym się władza rodzicielska przejawia? Gdzież przebiega owa cieniutka granica między wychowywaniem a ślepym przymusem – przymusem, co z reguły efekt przynosi odwrotny do zamierzonego? Jak z wiary w Bozię przeprowadzić smarkacza do wiary, co już wolnością i dojrzałością trąci?

Nie widać, na szczęście, drogi Piołunie, żeby nad owymi kwestiami wielu sobie w nadwiślańskim Kościele głowę łamało. Przepis zgrabnie i precyzyjnie sformułować – oto podstawa duszpasterstwa naszego, przez wieki sprawdzonego, więc się tu nie będzie nic rozwadniać ani kombinować. Jak było, tak jest – i jakoś to będzie!

W tym pięknym kraju wciąż się krzepko trzyma wiara w sterowanie ręczne i odgórne. Głosić Cieśli naukę? Może i miło by było, ale mało to skuteczne, ciężko skutek w statystykach uchwycić. System nakazowo-rozdzielczy większą się przejrzystością odznacza, na twardych danych pozwala się oprzeć. W duszę człeka, nawet młodego, ciężko wejrzeć; w myślach poszperać się nie da. Ale kto na religię chodzi, a kto etykę bezbożną wybrał – sprawdzić można szast-prast. I już widać, czy naród mamy pobożny wielce, obyczajom i tradycji pradziadów wierny, czy też zło się szerzy i łeb podnosi.

Zresztą do przekonania bliźniemu trafić trudno. A prawom, ustawom, przepisom, artykułom i paragrafom – człek się musi podporządkować, choćby i nie chciał. Dlatego nasz Kościół o prawo państwowe tak się troszczy, bo to narzędzie najlepsze, żeby wiary ustrzec i dochować. Z dzieciarnią jeszcze prostsza przeprawa – wystarczy rodziców mieć w garści, a ci już co trzeba prośbą bądź groźbą wyegzekwują.

Dobrze pamiętam, drogi Piołunie, jak Cieśla włóczył się po galilejskich drogach i bezdrożach. I wszędzie za Nazarejczykiem biegła hałaśliwa dzieciarnia, nawet i niektórzy rodzice nieodpowiedzialni smarkaczy ze sobą ciągnęli. Ci z bandy Dwunastu rozsądnie chcieli tego zabronić. Bachory – wiadomo – od zwierzęcia niewiele się różnią, niech głowy Mistrzowi nie zawracają. Ale Cieśla – jak to Cieśla... Uparł się i rzekł: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im”.

Cóż, stało się i już się nie odstanie. Słowo się rzekło, kobyłka u płotu. Ale można by cytat powyższy nieco podretuszować, żeby się z nadwiślańską logiką nie kłócił. Któż by o zmianę jednego, góra dwóch słów kruszył kopie, zwłaszcza gdy korekta sensowniejsza jest od oryginału.

Jak by to brzmiało, drogi Piołunie? Hm... Może tak: Rozkażcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie popuszczajcie im!


Twój kochający stryj Krętacz

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2014