Rozdzieranie szat nie pomoże w znalezieniu odpowiedzi na działania Trumpa

Nie każdy kryzys musi skończyć się źle. Warunkiem pomyślnego przejścia przez to doświadczenie jest jednak umiejętność wyciągania wniosków. Pomoże w tym lektura pewnej niesłusznie zapomnianej książki.
Czyta się kilka minut
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek
Tomasz Stawiszyński // Fot. Karol Paciorek

Pisałem tu przed tygodniem, że wraz z Trumpem i jego ekipą nadchodzą czasy „ofensywnego egoizmu”. Czyli takiego modelu uprawiania polityki, w którym każdy podmiot gra wyłącznie na siebie, a co najważniejsze – wcale tego nie ukrywa, lecz na odwrót, obwieszcza wszem wobec. Wygrana Trumpa – a także rosnąca popularność wielu innych polityków skłaniających się ku takiej postawie (piszę na kilka dni przed wyborami w Niemczech) – wskazuje, że dotychczasowemu, liberalno-demokratycznemu modus operandi wyborcy coraz częściej pokazują czerwoną kartkę. Amerykańscy już to zrobili, europejscy są w trakcie, a proces ten zaczyna nabierać impetu.

Wymowne pod tym względem było słynne już przemówienie J.D. Vance’a wygłoszone 14 lutego w Monachium. Odtąd będziecie musieli sobie radzić sami – tak mniej więcej można podsumować jego przesłanie do przedstawicieli unijnych elit. A na dodatek pogódźcie się z tym, że ludzie głosują tak, jak głosują, przeciw waszym strategiom i wartościom. Nic tu nie pomoże wasza rozpacz i rozdzieranie szat. Idzie nowa epoka, idzie nowe rozdanie. Jeśli naprawdę jesteście demokratami, musicie to zaakceptować.

Czy tak jest, czy nie – to się okaże. Jedno wszakże już jest pewne. Rozdzieranie szat rzeczywiście nic nie pomoże. Podobnie jak niedopuszczanie do wiadomości tego, co się dzieje. Jak słusznie zauważył cytowany już kiedyś przeze mnie John Gray, liberalna demokracja nie jest i nigdy nie była domyślnym systemem politycznym, którego istnienie dane zostało raz na zawsze. O jej zachowanie i kształt trzeba nieustannie zabiegać, a niekiedy – walczyć. W znaczeniu jak najbardziej dosłownym. Historia nie rządzi się prawami ewolucji. Żaden ustrój polityczny, żadne urządzenie społeczne nie stanowi koniecznego stadium jakiegoś dziejowego procesu, odpornego na regresy i zapętlenia.

Długo żyliśmy w demokracji, ale za chwilę możemy znowu żyć w tyranii. Ponad pół wieku temu, po straszliwych doświadczeniach dwóch wojen światowych, uznaliśmy, że trzeba zrobić wszystko, aby zapobiec trzeciej. Dziś jesteśmy jej bliżej niż kiedykolwiek. Jak to się mogło stać? Układ sił, który braliśmy za dobrą monetę, nagle uległ totalnej reorientacji. Wygląda na to, że na podobną ewentualność w ogóle nie byliśmy przygotowani, bo zakładaliśmy, że sprawy potoczą się tak, jak uważamy, że powinny się potoczyć. Tymczasem, okazało się, nic podobnego.

Jednak nie każdy kryzys musi skończyć się źle. Warunkiem koniecznym pomyślnego przejścia przez to doświadczenie jest, jak wiadomo, umiejętność wyciągania wniosków. A nade wszystko – przyjęcie do wiadomości, że się w kryzys popadło i że są jakieś tego przyczyny. Dopiero zrozumienie przyczyn umożliwia znalezienie drogi wyjścia, a następnie – co najistotniejsze – redefinicję dotychczas stosowanych strategii i pozycji.

Nie jest to wcale tak oczywiste, jak by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. Świetnie ujmuje to Jared Diamond, postać skądinąd fascynująca, biolog ewolucyjny, ale również wytrawny znawca historii, myśliciel oryginalny i niedający się wpisać w żaden szablon. W niesłusznie u nas przemilczanej książce „Kryzysy. Punkty zwrotne dla krajów w okresie przemian” Diamond nazywa kryzys „momentem prawdy” i „punktem zwrotnym”. Sytuacją, w której na jaw wychodzą sprawy ukryte i niewidoczne, także dlatego, że niemieszczące się w wizji, niedopuszczane do świadomości, marginalizowane, spychane w cień. „Punkt zwrotny – pisze – stanowi wyzwanie. Stwarza presję na stworzenie nowych metod radzenia sobie z sytuacją, kiedy dawne metody okażą się nieadekwatne”. Proces tworzenia tych nowych metod rozpoczyna się zaś od głębokiej refleksji nad tym, co się stało. Jest to warunek konieczny „selektywnych zmian”, które są jedyną drogą wyjścia z kryzysu.

Diamond kładzie szczególny nacisk na słowo „selektywny”. Na czym owa selektywność polega? Otóż najpierw należy dokonać uczciwej oceny tych metod, które okazały się nieadekwatne. Następnie zmienić to, co zmiany wymaga, a zachować to, co działa dobrze. „Selektywność” jest więc tylko inną nazwą racjonalnego namysłu, który nie osuwa się, z jednej strony, w kompulsywną idealizację utraconego status quo, z drugiej jednak nie popada w automatyczną totalną negację. Nie trzyma się kurczowo przekonania o własnej doskonałości, ale i nie zakłada ślepo, że skoro coś przestało działać, to znaczy, że na pewno w całości jest złe. Przeciwnie, postawa zalecana przez Diamonda to chłodny – ale nie zimny – realizm. Uznanie własnych błędów i dostrzeżenie, że rzeczywistość rzadko kiedy jest czarno-biała. Dopiero selektywna zmiana umożliwia modyfikację niewydolnego systemu tak, żeby stał się znów sprawny, mądrzejszy i lepiej przygotowany do przezwyciężania kolejnych, nieuchronnych kryzysów.

Zdaje mi się, że książka Diamonda powinna być dzisiaj lekturą obowiązkową dla wielu liberalnych i lewicowych polityków. Na razie skupionych niestety na rozdzieraniu szat, snuciu apokaliptycznych wizji oraz deprecjonowaniu i wyśmiewaniu zarówno swoich przeciwników politycznych, jak i ludzi, którzy ich wybrali. Chodzi tymczasem o to, żeby owi politycy jak najszybciej uświadomili sobie nie tylko to, co robili dobrze, ale też co im kompletnie nie wyszło. I na tej podstawie dokonali selektywnych zmian.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 9/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Selektywna zmiana