Rokita: nie idę głosować

Nie planuję uczestnictwa w tych wyborach - deklaruje na łamach "TP" Jan Rokita. -Rachunek jest prosty: oddanie głosu jest uczestnictwem w legitymizowaniu status quo, brak udziału - w delegitymizacji. A ja status quo partyjnej polityki polskiej odrzucam i chcę jego zmiany. Więc logicznie i uczciwie - nie głosuję.
Czyta się kilka minut

- Nie przekonały Pana ani pozytywne zachęty, ani strach przed Kaczyńskim lub Tuskiem? - pyta prowadzący rozmowę z Rokitą Cezary Michalski - Nie boi się Pan ani powrotu "prawie Putina", ani dalszych rządów "Targowicy"?

"To są oczywiście nonsensy, zawracanie głowy - odpowiada były poseł i kiedyś jedna z najważniejszych postaci PO. - Znam dobrze Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. Wiem, czego się mogę po nich spodziewać, a czego nie, nie mam przekonania o ich politycznej wielkości, a z ich rządami nie wiążę wielkich nadziei dla Polski. Ale Polska nie ma powodów do strachu przed ich władzą. Niemal wszystko, co słyszymy od polityków i czytamy w gazetach, naznaczone jest grzechem jakiejś niebywałej przesady. Przesada jest metodą walki o władzę, ale też uczyniła naszą politykę infantylną".

Rokita twierdzi także, że polityka nadal istnieje, ale jest prowadzona poza wiedzą i rozpoznaniem opinii publicznej. "Natomiast to, co się odbywa na powierzchni: w mediach, w kampaniach wyborczych, nawet w Sejmie - to świadomie tworzone na nasz użytek iluzje.

Te iluzje służą jednemu celowi: mają pobudzać nasze namiętności, mają zaciemnić światło naszego rozumu, mają osłabić naszą zdolność osądu polityki i polityków, i ostatecznie z obywateli przekształcić nas w pełnych wściekłości i fanatyzmu partyjnych zelotów (...). Chodzi o to, by na widok politycznego oponenta ludzie wpadali w złośliwy rechot, za którym jednak czaić się musi także nieokreślony lęk".

Niedawny prominentny polityk PO, dziś pozostający z dala od bieżącej polityki, kreśli również prognozy tego, co może wydarzyć się po wyborach, jeśli Donald Tusk zdoła szybko powołać rząd - czy Jarosław Kaczyński pozostanie wtedy liderem PiS, i jak wyglądałaby koalicja PO z Palikotem. Stwierdza także, że ewentualna koalicja PO z SLD może oznaczać prawdziwy koniec "rządów osobistych Donalda Tuska": będąc zmuszonym do koalicji z lewicą, Tusk będzie miał do czynienia nie tyle ze słabym Napieralskim, co z postaciami o ogromnej, dowiedzionej wielokrotnie woli politycznej suwerenności - z Millerem i Kwaśniewskim.

Więcej w najbliższym numerze "Tygodnika Powszechnego" - w kioskach od środy, 5 października.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2011