Ależ tak, oczywiście: wszystko, co najważniejsze, nagrał 50 lat temu i dawniej, nie tylko w czasach albumów „Astral Weeks” czy „Moondance”, bo „Glorii”, zaśpiewanej jeszcze z zespołem Them, stuknął szósty krzyżyk. Za dwa miesiące skończy 80 lat, „sir” przed nazwiskiem nosi od dekady, słowem: nic już nie musi, a przecież nagrywa i koncertuje regularnie. Po co?
„Remembering Now”: najlepsza od lat autorska płyta
Ano choćby dla przyjemności – własnej i fanów. Albo po to, by powspominać. Ostatnia płyta Vana Morrisona w warstwie tekstowej odniesień do przeszłości przynosi co niemiara, ale jest w tym poczucie, że nie otwieramy zakurzonej skrzyni na strychu. W tytule „Remembering Now” zwraca uwagę słowo „teraz” – jakby historie, które opowiada Van Morrison, wydarzały się dziś, a nie przed kilkudziesięcioma laty.
Zestawiany czasem z Bobem Dylanem (choć sam składa hołd Rayowi Charlesowi – wprost i w warstwie muzycznej, bo dużo tu elektrycznego fortepianu i organów Hammonda), artysta nie stracił głosu, a na saksofonie frazuje jak chłopak z ulicy północnoirlandzkiego miasta. Z jego nowych utworów szczęśliwie zniknął paranoiczny wymiar okresu covidowego, kiedy nagrywał protest songi pełne teorii spiskowych. Na najlepszej od lat autorskiej płycie, oprócz „now”, wybrzmiewa jeszcze „equilibrium” – równowaga między (jak głosi tytuł jednej z piosenek) „Memories and Visions”. Równowaga zaiste mistrzowska.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















