Ratunek dla kredytobiorców

Drastyczne zmiany kursu szwajcarskiego franka wywołały, nie tylko w Polsce, dyskusję o groźnych konsekwencjach zaciągania kredytów walutowych, przeważnie wieloletnich, branych na zakup mieszkania czy domu.
Czyta się kilka minut

Dziś problem dotyka około 100 tys. osób, które mogą mieć kłopoty z regularną ich spłatą. Dotyczy on też banków, które ich udzielają, a zwłaszcza sposobu ich rozliczania. Politycy z różnych partii proponują mniej lub bardziej drastyczne rozwiązania, by wspomóc tych, którzy zaciągnęli kredyty walutowe - skusiły ich zyskowną mieszanką niskiego oprocentowania i taniego franka. Bez refleksji, że zarabiają w złotych. Nie bez winy są też banki, które przez wiele ostatnich lat tak skutecznie zachęcały do brania długoterminowych kredytów, że wywołały wręcz epidemię optymizmu. Właściwie każdy mógł dostać taki kredyt - i każdy wierzył, że ze spłatą problemów nie będzie. Ale tam, gdzie rządzi chciwość, za chwilę władzę może przejąć strach. I tak się stało - wybuchł kryzys. Światowa finansjera franka uznała za najbezpieczniejszy pieniądz, windując tym samym jego kurs do historycznych rekordów, czyli znacznie podnosząc raty kredytów. A banki w poszukiwaniu zysku zaczęły narzucać klientom wysokie spready - tzn. różnice w cenie między zakupem a sprzedażą waluty przy spłacie rat, co jeszcze bardziej podraża kredyty. O ile kurs franka wyznacza międzynarodowy rynek walutowy, to wysokość spreadów jest samodzielną decyzją banku. Sęk w tym, że umowy kredytowe dają bankom duże pole manewru, o czym klient dowiaduje się zwykle po fakcie.

Politycy chcą, by banki rozliczały się z klientami po kursie NBP lub średnim danego banku albo by mieli oni możliwość spłacania rat bezpośrednio w walucie, bez dodatkowych opłat. Projekty nowelizacji odpowiednich ustaw są w Sejmie. Polityczny zapał do pomocy kredytobiorcom wskrzesiły zapewne nadchodzące wybory, ale z pewnością padał on na podatny grunt. Ostatni kryzys sprawił, że wszyscy mają dość korporacyjnej chciwości, która w bankach zamieniła strach przed nadmiernym ryzykiem w pożądliwość zysku ponad miarę.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 31/2011