Ktoś na ogrodzeniu Domu Arcybiskupów Warszawskich wymalował sprejem: „Oto krew moja i ciało moje – wara wam!”, „Mordercy”, „Pedofile”, „Dość piekła kobiet!”. Podobne napisy znalazły się na ścianach plebanii archikatedry św. Jana Chrzciciela oraz siedziby kurii warszawsko-praskiej. Ma to związek z kolejnymi apelami Episkopatu, by Sejm przyjął projekt ustawy całkowicie zakazującej aborcji z powodów eugenicznych.
Biskupi wciąż popełniają ten sam błąd. Niewiele zrobili, by pokazać, że zależy im nie tylko na zradykalizowaniu prawa; że np. walczą też o polepszenie bytu rodzin z chorymi dziećmi. Są postrzegani jako stojąca z boku wpływowa grupa, która nie jest gotowa wziąć odpowiedzialności za skutki proponowanych regulacji i losy osób, których mogą one dotyczyć.
Tym razem protest przeciwko niszczeniu społecznego kompromisu przerodził się w niczym nieusprawiedliwiony akt wandalizmu. Aż boję się myśleć, jaka może być kolejna odsłona tej wojny.©℗
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















