Radiohead swoją drogą

Nigdy wcześniej nie kazali tyle czekać na swój nowy album.
Czyta się kilka minut

​8 maja, po pięciu latach od wydania „King of Limbs”, grupa Radiohead zaprezentowała dziewiąty longplay – „A Moon Shaped Pool”. W internecie. Prawie dekadę temu to właśnie Radiohead, udostępniając w sieci za „co łaska” album „In Rainbows”, dokonał przewrotu w dziejach wydawania muzyki.

Niewiele zespołów premierami nowych materiałów wzbudza tyle emocji. Ale też od niewielu oczekuje się tak wiele. Nagrany prawie 20 lat temu „OK Computer” zamykał drzwi epoki britpopu i dla kolejnego muzycznego pokolenia był tym, czym „Dark Side of the Moon” Pink Floyd – alternatywnym przewrotem. Tamtym albumem członkowie Radiohead zyskali sławę muzycznych wizjonerów, eksperymentatorów, rewolucjonistów. Kolejny, „Kid A”, uznawany jest za najważniejszy w pierwszej dekadzie XXI w. (choć ukazał się pod koniec 2000 r.).

Nową płytą, zamiast przełomu, proponują raczej wędrówkę przez ponad 20 lat swoich poszukiwań i inspiracji. Pojawiły się nawet zarzuty, że zespół serwuje kompilację dokończonych po latach utworów ze starych sesji nagraniowych. Niektóre zostały faktycznie napisane lata temu, jak kończący album wzruszający „True Love Waits” z 1995 r. Jak i zapowiadający nowy album smyczkowy „Burn The Witch”, który mógłby z powodzeniem rywalizować z „There, There” o rolę pierwszego singla z „Hail to the Thief”. Obłędny, transowy „Ful Stop” – najlepszy na płycie – ma z kolei moc odważnych poszukiwań z „Kid A”. Nie ma w tym jednak próby dorównania swoim najlepszym kompozycjom, lecz potwierdzenie muzycznej dojrzałości, która pozwala czerpać z różnych gatunków i stylów.

Jest więc tu miejsce na gitarowe odwołanie do rockowych korzeni („Desert Island Disk”), ślady fascynacji młodszymi kolegami z Sigur Rós („Daydreaming”), szczypta trip hopu à la Portishead („Decks Dark”), a w wielu utworach (choćby w iście filmowym „Tinker Tailor…”) – efekty pracy Johnny’ego Greenwooda z London Contemporary Orchestra oraz mariażu tego multiinstrumentalisty i utalentowanego kompozytora z muzyką współczesną (m.in. Krzysztofa Pendereckiego).

W towarzyszącym „Daydreaming” teledysku nakręconym przez Paula Thomasa Andersona (reżysera m.in. „Aż poleje się krew”) siwiejący, wyglądający jak Willie Nelson sprzed 30 lat wokalista Thom Yorke, wędrując, otwiera na swojej drodze 23 drzwi. Tyle lat trwało jego małżeństwo. I tyle minęło od wydania debiutanckiej płyty „Pablo Honey”. Wędrówka Radiohead trwa dalej. Bez potrzeby otwierania po drodze kolejnych drzwi. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2016