Reklama

Radiohead bez alarmów i niespodzianek

Radiohead bez alarmów i niespodzianek

29.06.2017
Czyta się kilka minut
Trzeba powiedzieć jasno: już sama informacja o tym, że Radiohead znów wystąpią w Polsce pozwalała przypuszczać, że będzie to muzyczne wydarzenie lata.
Koncert Radiohead w Gdyni. Fot: Paweł Skraba/REPORTER/PolskaPress/EastNews
J

Już ćwierć wieku temu zespół zapracował sobie na pozycję muzycznej legendy, poszukiwaczy i reformatorów, ostatniej jak dotąd grupy, która tak mocno namieszała we współczesnej muzyce. Poza tym w Polsce grali dotąd tylko dwa razy. Tego pierwszego mogą nie pamiętać najstarsi i najwierniejsi fani, nie tylko dlatego, że wielu z nich chodziło jeszcze w 1994 roku w pieluchach, a może zasysało dopiero zainteresowanie muzyką Radiohead z mlekiem matki, ale przede wszystkim dlatego, że zespół wystąpił wtedy jako gwiazda jednego przeboju „Creep” na molo w ramach Sopot Rock Festival. Mylnie nawet przyjęło się sądzić, że grał on w Operze Leśnej na odbywającym się kilka dni później festiwalu piosenki, który fani alternatywnego grania omijają raczej szerokim łukiem. Choć i program pierwszego dnia tamtego rockowego festiwalu z 23 sierpnia budzi dziś pewnie uśmiech: Mafia, Golden Life, Varius Manx, De Mono, Radiohead.

Po 15 latach Radiohead wrócił do Polski już w aurze swojej muzycznej legendy i w apogeum popularności, by zagrać koncert w ramach imprezy „Poznań dla ziemi” w tamtejszej Cytadeli. Próby ściągnięcia muzyków na czołowy polski festiwal, jakim jest Open’er, trwały właściwie od pierwszej edycji imprezy, a przynajmniej od kiedy zagościła ona na rozległym, godnym największych muzycznych festiwali terenie gdyńskiego lotniska Babie Doły, czyli od 2006 roku.

Udało się to w momencie, gdy zespół cieszy się nadal wielką popularnością wśród miłośników muzyki alternatywnej, przyciąga swoją nieustanną potrzebą nowatorstwa, kombinowania, eksperymentowania nowe pokolenie fanów, a u tych starych budzi już pewien sentyment świętując w tym roku 20. rocznicę nagrania przełomowego albumu „OK Computer”. W 1997 roku Radiogłowi odmienili nim nie tylko swoją pozycję na brytyjskim rynku muzycznym, na którym wciąż królował brit-pop, a walkę o rząd fanowskiskich dusz toczyły między sobą Oasis i Blur w mniejszym lub większym stopniu próbujące stać się nowymi Beatlesami. Radiohead wyrwał się z tego nurtu dokonując swoją trzecią płytą wolty na miarę tej, której The Beatles dokonali pół wieku temu wydając ósmy w dorobku album „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” albo sześć lat później Pink Floyd z „Dark Side of the Moon”.

Na gdyńskim koncercie nie mogło zabraknąć utworów z przełomowej płyty i rzeczywiście już jako drugie poleciało “Lucky”, potem zagrali jeszcze otwierający „OK Computer”, tym razem nieco przekombinowany „Airbag”, a na bisy jeszcze piękny, niedoceniony nieco „Let Down” oraz połamany, burzący tradycyjny układ zwrotka-refren-zwrotka „Paranoid Android”.

Nie mogło zabraknąć, ale jednak zabrakło najbardziej przebojowych utworów z tej płyty, czyli kafkowskiego „Karma Police” i „No Suprises”, który nazywali własną odpowiedzią na „What a Wonderful World” Louisa Armstronga. Podobnie jak innych najbardziej znanych przebojów z „Creep” na czele, „Fake Plastic Trees” czy „There There”, które znalazły się na setliście koncertu na festiwalu w Glastonbury pięc dni wcześniej.

Najpiękniej wyszło Radioheadowi otwarcie koncertu, gdy Thom Yorke na niemal ciemnej jeszcze scenie, trochę z nienacka, przerywając w pół zdania toczące się w tłumie rozmowy o tym, czy burza przyjdzie, czy nie przyjdzie, czy dziury w spodniach modne czy już nie modne, czy zwrotne plastikowe kubki na piwo są dobrym pomysłem, intonował nieco zmęczonym już głosem prawie 50-letniego wokalisty, który na scenach świata spędził ponad połowę życia, liryczne i smutne, bo odnoszące się do osobistej porażki, jaką był dla Yorke’a rozwód, „Daydreaming”. W hipnotyczny nastrój wprowadzał publiczność także „Everything in Its Right Place”.

Poza tym świetnie wypadły żywiołowe na różny sposób „Myxomatosis” i „Idioteque” pochodzący z uznawanego za album nr 1 pierwszej dekady XXI wieku, choć wydanego jeszcze pod koniec 2000 roku „Kid A” oraz „Weird Fishes/Arpeggi”, które w koncertowej wersji nabrało jeszcze wigoru i wypadło najlepiej pośród lekkiego nadmiaru kompozycji z płyty „In Rainbows” oraz w nieco nużącej środkowej części koncertu. Na rozdarte jak zawsze serce fana –  a to brakami kilku ulubionych utworów, a to zaś niespodzianek w rodzaju promującego rocznicowe wydanie „OK Computer OKNOTOK 1997-2017” „I Promise”, do którego teledysk nagrał polski reżyser Michał Marczak – miód polali jednak w drugich bisach, grając na samo zakończenie koncertu „The National Anthem” z wsamplowanymi weń głosami z dyskusji w polskim radiu i reprezentujący jako jedyny „The Bends”, drugi album zespołu, „Street Spirit (Fade Out)”.

Koncert Radiohead na festiwalu Open’er w Gdyni zaczął się bez alarmów i upłynął bez niespodzianek. 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz od 2002 r. współpracujący z „Tygodnikiem Powszechnym”, autor reportaży, wywiadów, tekstów specjalistycznych o tematyce kulturalnej, społecznej, międzynarodowej, pisze zarówno o...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]