Reklama

Ładowanie...

Rachunek z posiadania władzy

Rachunek z posiadania władzy

07.11.2022
Czyta się kilka minut
Fot. Grażyna Makara

„Co ja pocznę, sko­ro mój pan odbiera mi zarządzanie?”. Wiele razy czytałem Jezusową przypowieść o „niegodziwym” rządcy (zob. Łk 16, 1-8), ale nigdy to pytanie nie uderzyło mnie tak mocno, jak podczas ostatniej lektury. Może dlatego, że wypadła ona w piątą rocznicę mojego ingresu do katedry łódzkiej...

„Co ja pocznę, gdy przestanę być zarządcą?”. To pytanie, które łatwo może nas dopaść. Niepokoić. Zdekonspirować. Obnażyć. Zmobilizować. Postawić do pionu. Nawrócić.

Kim będę, gdy zostanie mi zabrana władza? Pozycja? Kierownictwo? Funkcja? Rola? – pytanie liderów, dyrektorów, proboszczów, biskupów, kierowników katedr, ministrów... Wszystkich, których dopadł wiek emerytalny. Czy będę jeszcze kimś? Czy będę cokolwiek znaczył? Czy będę komuś potrzebny?

To przedziwne! Zawsze, gdy czytałem tę przypowieść, rozmyślałem niemal wyłącznie o tym, co jest (niewątpliwie) jej przekazem zasadniczym – to znaczy o tym, że przychodzi w życiu moment, gdy „kończy się mamona” (Łk 16, 9). Dziś jednak usłyszałem, że nie tylko mamona się kończy; kończy się również władza – „zarządzanie”. Tak. Z całą pewnością w niebie nie ma hierarchii; nie ma rządzących i rządzonych – wszystko doskonale poddane jest jedynie Bogu, i wszystkim we wszystkich jest Chrystus. Niebo jest „demokratyczne”.

Co więcej, w jakiejś mierze demokratyczna jest również dopiero co wspomniana emerytura: na niej przestajesz już rządzić; liczy się nie tyle, ilu i jakich masz podwładnych, lecz po prostu to, kim jesteś. Jakim jesteś człowiekiem – sam w sobie, nie przez kontrast w stosunku do innych. Jaką masz pasję? Czemu (Komu!) oddajesz życie? Co robisz z wolnym czasem? Czy jeszcze się rozwijasz?

I to jest moment daleko i głęboko skrutacyjny – prześwietla nie tylko twoje „teraz”, ale i cały okres poprzedni – cały czas, kiedy byłeś „rządcą”.

Kiedy przychodzi „zdać sprawę ze swojego zarządu”, liczy się nie to, ilu ludzi ci podlegało i ile na tym zyskałeś; liczy się, komu pomogłeś. Ilu zyskałeś prawdziwych przyjaciół. Komu twoje „zarządzanie” przyniosło dobro.

W ostateczności – bez używania równie górnolotnych, co moralizatorskich fraz – przypowieść mówi po prostu, że władza jest służbą. I jest nią na chwilę (dłuższą, krótszą). Bez niej nie jesteśmy mniej warci i niepotrzebni. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Arcybiskup metropolita łódzki, wcześniej biskup pomocniczy krakowski, autor rubryki „Okruchy Słowa”, stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Doktor habilitowany nauk humanistycznych...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]