Reklama

TP Historia - 85.Boniecki

Puste krzesła przed sanktuarium

Puste krzesła przed sanktuarium

30.07.2016
Czyta się kilka minut
Po mszy wielu księży odmawia komentarza. Na 51 tys. polskich księży, zakonników i zakonnic na spotkanie z papieżem w Białych Morzach przygotowano aż 7 tys. miejsc. Ponad połowa pozostała wolna.
Fot. Grażyna Makara

– Przyjechało całe seminarium – uśmiecha się Dawid spod Cieszyna, kleryk seminarium bielsko-żywieckiego. Na pytanie, czy przełożeni namawiali, odpowiada: – Nie musieli.

Ale wielu zaczepianych księży odmawia komentarza.

– Jest to nam potrzebne – całemu duchowieństwu w Polsce – żebyśmy wyszli z odwagą z naszych wieczerników – nie boi się skomentować papieskiej homilii ks. prof. Władysław Zuziak, krakowski etyk. – W Kościele w Polsce jest taka pokusa, że się zamykamy w sobie. Boimy się świata. Kiedyś Tischner powiedział to samo co Franciszek – że duchowieństwo w Polsce boi się dialogu ze współczesnym człowiekiem i współczesną kulturą. Powinniśmy nie tylko przepowiadać, ale także świadczyć.

Jednak kilka tysięcy pustych krzeseł przed bazyliką były rektor UPJPII w Krakowie tłumaczy trudnościami z dostaniem się na zamknięty teren. – Wielu księży zrezygnowało – była tylko jedna bramka i bardzo wolno szło sprawdzanie przez BOR – mówi duchowny.

Rzeczywiście, msza na Białych Morzach rozpoczęła się pół godziny wcześniej niż przewidywał program – organizatorzy przeznaczyli na wizytę w Łagiewnikach więcej czasu niż papież potrzebował. Nie do końca to jednak tłumaczy rzucającego się w oczy braku – na okolicznych ulicach nie widać było tłumu wałęsającego duchowieństwa. Chyba jednak bardziej prawdopodobna jest hipoteza, że spotkanie z Franciszkiem dla wielu polskich księży nie było atrakcyjne.

Za to świeccy dopisali. Przeważali pielgrzymi z Polski, duża część to krakowianie. Z nieba lał się żar. Część znalazła schronienie w cieniu nielicznych drzew i krzewów. Na błoniach dzielących oba sanktuaria kilka długich kolejek do spowiedzi. Księża spowiadają na stojąco w upale. Najbardziej zapobiegliwy okazał się wysoki zakonnik w benedyktyńskim habicie, trzymający biały parasol.

Młode małżeństwo z jednorocznym Stasiem przyjechało z Warszawy. – Nie planowaliśmy tego wyjazdu, ale stwierdziliśmy, że tyle ludzi przyjeżdża z całego świata, a my jesteśmy w Polsce, to nieprzyjechanie będzie wielkim błędem – wyjaśnia pani Katarzyna. Przed chwilą obok przejechał papież wyjeżdżając z niedalekiego Centrum Jana Pawła II i wracając na Franciszkańską. Kobieta ma łzy w oczach.

Pan Julian dodaje: – Oglądaliśmy wczoraj relację ze szpitala w Prokocimiu. Tak sobie pomyślałem, że gdyby nasz Staś – nie daj Boże – był chory, to człowiek przyszedłby nawet na piechotę z tej Warszawy. Jak jest zdrowy, tak się nie myśli, ale stwierdziliśmy, nie tylko wtedy, gdy jest źle, ale także wtedy, gdy jest dobrze trzeba z takich możliwości, jak dzisiejszy dzień skorzystać.


Czytaj także artykuł Artura Sporniaka z 01.08.2016 r. "Księża jednak dopisali":

Frekwencja księża w Łagiewnikach nie dopisała, ale powodem pustych krzeseł przed sanktuarium była zła organizacja zabezpieczenia mszy. >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kierownik działu Wiara w „Tygodniku Powszechnym”. Ur. 1966 r., absolwent Wydziału Mechanicznego AGH, studiował filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie i teologię w Kolegium...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Polscy Księża, którzy nie widzieli potrzeby spotkania sie ze swoim przełożonym, najwyraźniej nie maja szacunku do papieża, Bóg nie narzuca nam swojej woli daje nam wolną wole, najwyraźniej Panowi Ci w czarnych kieckach służą innemu Bogu, nie temu co papież. To są Ci, którzy psują Polski Kościół.

Smutne to. Bardzo.

Te miejsca nie były zapewne tylko dla duchowieństwa, ale tez dla tzw. ViP-ów, a raczej dla ich krewnych i znajomych. Wystarczy popatrzeć na zdjecie - siedza tam młode osoby swieckie, zapewne dzieci tych, co otrzymali ViP-owskie zproszenie. Podobne zjawisko można zaobserwować w przypadku rozmaitych imprez organizowanych przez samorządy. Kompletnie puste rzedy miejsc przed sceną (ołtarzem) i zbity tłum poza "zoną 0", którego nie wpuszcza się nawet wówczas, kiedy jest oczywiste, ze nikt nie zajmie tych miejsc. Przykre, ale nie z powodu nieobecności duchownych.

Moja żona zauważyła, że mnóstwo księży było razem z wiernymi, to by chyba tłumaczyło pustkę na "dedykowanej" trybunie?

Tak się złożyło, że razem z kilkoma tysiącami osób konsekrowanych i świeckich czekałem od godziny 7.30 na wejście do sektora przed bazyliką. Dopiero o 10.00, gdy dobitnie poinformowano, że nikogo więcej nie wpuszczą, bo msza się już zaczęła, rozpoczął się odwrót na większą skalę (wcześniej wycofywały się głównie osoby, które nie wytrzymywały kondycyjnie kilku godzin stania w tłumie na pełnym słońcu). Pomimo olbrzymiego zawodu, że nie możemy wziąć udziału w tej mszy (nie wiedzieliśmy, że w prosty sposób można przejść do strefy otwartej), panował spokój i modlitewna atmosfera. Wracając większość "odkrywała" przejście z ronda drogą za muzeum i tam brała udział w Eucharystii, mając przed oczami rzędy pustych krzeseł... Nie jestem specem od liczenia tłumu, ale moim zdaniem zbyt mała przepustowość stanowisk kontrolnych BORu + przyspieszenie mszy spowodowało, że do strefy żółtej nie dostało się nawet 2 tys. osób. To było przykre. Ale jeszcze bardziej przykre jest słyszeć komentarze stawiające tezę o rzekomym bojkocie papieża. I straszne, jak taka teza łatwo się przyjmuje...

Mnie udało się jeszcze wejść, ale stałam od 5.00 a weszłam koło 9.00. Powodem było to. że były tylko 4 stanowiska do sprawdzania na końcu wąskiego mostka, a kontrola była bardzo dokładna i drobiazgowa, trwała do kilku minut dla pojedyńczej osoby. Zawinili przełożeni policji czy BOR-u, którzy chyba nie wiedzieli ilu osobom rozdano wejściówki i jak długo będzie trwało ich wpuszczanie, tak jakby ktoś nie umiał zwyczajnie policzyć. Mnie denerwowało to, że część tej obsługi zwyczajnie sobie stała, jakby nie można było podwoić czy potroić tych stanowisk. Zakrawało to na celowy sabotaż, żeby wpuścić jak najmniej osób i na tzw. strajk włoski, czyli bardzo powolne sprawdzanie. Naprawdę było żal patrzeć jak ludzie powoli wchodzili na plac aż do końca Mszy, w tym starsze siostry, kapłani. Ktoś za to był odpowiedzialny, tylko kto zawinił?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]