Reklama

Przyszłość z przeszłością

Przyszłość z przeszłością

24.03.2015
Czyta się kilka minut
W odwróconym od przeszłości świecie my chwalimy się długowiecznością, chcemy być „pismem do czytania” – i zaskakiwać.
Tygodnik Powszechny ma 70 lat!
Tygodnik Powszechny ma 70 lat!
W

Właśnie kończymy 70 lat. Zmieniają się systemy polityczne, trendy kulturowe, modele religijności – trwa „Tygodnik Powszechny”, zawsze młody jubilat, ciekawy świata i poszukujący w nim obecności tego, co niezmienne.

Gdzie dzisiaj jesteśmy? Z danych wynika, że jesteśmy jedynym tygodnikiem opinii, którego sprzedaż w 2014 r. wzrosła. Właśnie uruchomiliśmy nowy serwis internetowy. Naszym udziałowcem została we wrześniu 2014 r. Fundacja Centrum Kopernika, założona przez ks. prof. Michała Hellera. Powstały kolejne Kluby Tygodnika, skupiające naszych Czytelników. Rok temu zmieniliśmy format i szatę graficzną, wprowadziliśmy nowe działy, przyciągnęliśmy nowych autorów. Jak widać: dużo zmian. Co się więc w „Tygodniku” nie zmienia?

Wolność

Kard. Adam Sapieha, kiedy w marcu 1945 r. powoływał nasze pismo do życia, oddał je w ręce skupionej wokół Jerzego Turowicza grupy ludzi, by tworzyli je na własną odpowiedzialność i zgodnie z własnym sumieniem.

Tak właśnie: zamysł Metropolity polegał na tym, by to środowisko mówiło własnym głosem, a nie było tylko wyrazicielem oficjalnego stanowiska Kościoła. Mogli więc je prezentować, tłumaczyć, interpretować, poddawać krytyce, podobnie jak wszelkie inne tematy, które uznawali za ważne dla pisma.

Został też „Tygodnik” pomostem między tradycyjnie liberalno-lewicową inteligencją a polskim katolicyzmem. Choć dla wielu z tych ludzi jeszcze na początku lat 60. było nie do pomyślenia, by publikować w piśmie z podtytułem „katolickie”, to od czasu, kiedy kojarzony powszechnie (jeszcze z przedwojennych czasów) jako antyklerykał Antoni Słonimski został felietonistą „Tygodnika”, wszystko uległo zmianie. I nikt się nie dziwił, kiedy w latach 80. pismo stało się otwarte dla wszystkich, którym demokratyczne ideały i personalistyczna norma były bliskie, niezależnie od tego, czy byli konserwatystami, socjalistami, czy liberałami. „Tygodnik” stał się wówczas namiastką głosu (bo obowiązywały cenzuralne ograniczenia) politycznej opozycji. I równie naturalne było, że po 1989 r. jego redaktorzy, współpracownicy i autorzy poszli do polityki, zostali ministrami, posłami, senatorami, ambasadorami III RP.

Inteligencki nawyk kazał myśleć niektórym, że oto czas środowiska się spełnił: limitowane dotąd przez państwo dobro wyemanowało swoją reprezentację z realnym wpływem na politykę. Czy w ogóle w czasach bez cenzury pismo będzie potrzebne? Ale ten inteligencki sen trwał krótko – pewnie do czasu, kiedy w pierwszej turze wyborów prezydenckich Stanisław Tymiński pokonał Tadeusza Mazowieckiego, co było zwiastunem nadejścia polityki, w której nie da się rządzić bez populizmu.

Okazało się, że „Tygodnik” jest wciąż potrzebny jako przestrzeń niezależnego myślenia, choć świat, o który walczył, już go nie rozpieszczał. Nakład, który wcześniej mógłby się sprzedawać w dowolnej ilości, gdyby nie limity przydziału papieru, spadł w ciągu kilku lat trzykrotnie.

Nie to jednak niepokoiło wówczas najbardziej Jerzego Turowicza. Można przypuszczać, że bardziej bolały go słowa bp. Tadeusza Pieronka w wywiadzie dla „Wprost” – nawet on tłumaczył owe spadki sprzedaży „antykościelną” jakoby postawą pisma. Oraz: odwołanie z funkcji asystenta kościelnego ks. Andrzeja Bardeckiego, z powodu wydrukowania w piśmie artykułu krytycznego wobec Lecha Wałęsy, i to na stronie sąsiadującej z listem kard. Franciszka Macharskiego.

Powoli wkraczaliśmy do świata, w którym różnica zdań jest uważana za skandal bądź zdradę. Świata, którego jednym z symboli pozostaje dla nas zakaz wypowiedzi w mediach poza „Tygodnikiem Powszechnym”, nałożony w 2011 r. na ks. Adama Bonieckiego – i dotąd obowiązujący.

Równość

Przyznajmy: w XXI w. były w dziejach pisma momenty dramatyczne. Gdyby nie pomoc Grupy ITI i zaangażowanie jej szefów, Wojciecha Kostrzewy, Mariusza Waltera i Jana Wejcherta, w 2007 r. „Tygodnik” przestałby się pewnie ukazywać. Nowi udziałowcy pozostawili pismu autonomię, uznając, że reprezentuje na rynku polskich mediów unikatową wartość, zasługującą na wsparcie. Pomogli też czytelnicy, kiedy w 2009 r. na skutek kryzysu finansowego spadły wpływy z reklam. Na apel ks. Adama Bonieckiego odpowiedzieli hojni i liczni darczyńcy, pomagając pismu przetrwać trudny okres.

Gdzie jest więc dzisiaj „Tygodnik” w dramatycznie podzielonej Polsce? Odseparowane od siebie, wojujące ze sobą polityczne i medialne plemiona podzieliły między siebie przestrzeń publiczną. By zdefiniować swoją tożsamość, zaczynają od znalezienia wroga: to pomaga w mobilizacji elektoratu i publiczności. Żadnej wymiany myśli, żadnej próby sfalsyfikowania własnych poglądów. Jeśli media mają być dzisiaj tożsamościowe, to licytujemy się na wyrazistość, choć ta coraz bardziej staje się synonimem prostactwa, albo i głupoty. Okładki innych tygodników opinii bywają tu przykładem aż nadto dobitnym.

Kogo więc męczy ta jałowa wojna polsko-polska, kto chce się dać zaskoczyć, zamiast czytać dzień w dzień i tydzień w tydzień ten sam tekst utwierdzający go w jego jedynie słusznych poglądach na wiarę, politykę, ekonomię i Pana Boga – niech sięga po „Tygodnik”. Na zbudowaniu takiego miejsca wytchnienia i zaskoczenia czytelników najbardziej nam zależy. I – jak widać po tygodnikowych wynikach sprzedaży – takich czytelników przybywa.

Jest coś jeszcze, co nas wyróżnia: założona przez nas Fundacja Tygodnika Powszechnego stała się instytucją kultury. Prowadzi ogólnopolską akcję „Lekcje czytania”, organizuje największy w Polsce międzynarodowy Festiwal Literatury im. Josepha Conrada, a także poświęcony nauce i duchowości Festiwal Kopernika oraz historyczny Festiwal Wiek XX. Anamneses. Książki składające się z tekstów publikowanych w „Tygodniku” są nominowane do najważniejszych literackich nagród: „Drugi dziennik” Jerzego Pilcha, „Dno oka” i „Salki” Wojciecha Nowickiego, „Dziennik pisany później” Andrzeja Stasiuka, albo „Książka twarzy” Marka Bieńczyka.

Chcielibyśmy, żeby „Tygodnik” ostentacyjnie pozostał „pismem do czytania”. Chcielibyśmy też, aby wzbogacony o strony współredagowane przez partnerów z Centrum Kopernika tłumaczył, gdzie leżą kluczowe linie sporu między rozumem i wiarą, nauką i religią. I żeby nie zapominał o świecie: kiedy zaczynał się konflikt na Krymie, byliśmy jedynym pismem, które wysłało tam swojego korespondenta – tak, Paweł Reszka był tam samotnym reprezentantem polskich mediów. Teraz jako jedyni wysłaliśmy dziennikarza na Lampedusę, wyspę, którą w swojej pierwszej podróży odwiedził papież Franciszek. Skupieni na polskich sprawach
zapominamy, jak bardzo dotyczy nas świat, jak blisko nas zaczyna się piekło.

Braterstwo

Pewnie w dzisiejszych czasach chwalenie się długowiecznością może brzmieć dwuznacznie, bo świat trawi pasja zaczynania wszystkiego od nowa.

Myśląc o przeszłości, staramy się być nosicielami tygodnikowego DNA: tego specyficznego wyczulenia na wyzwania współczesności i ocalania duchowego wymiaru świata.

Kiedy podczas 85. urodzin Jerzy Turowicz mówił, że redagowanie „Tygodnika” było jego szczęściem, wspominał, że jednym z powodów tego szczęścia było stałe odnawianie się ekipy redaktorów i współpracowników: pamiętając jego czasy i patrząc na dzisiejszą redakcję, wypada mi te słowa o szczęściu powtórzyć.

Zdjęcie grupowe pracowników Tygodnika Powszechnego
W redakcji Tygodnika Powszechnego, marzec 2015 r. / fot. Tygodnik Powszechny

Tak, „Tygodnik Powszechny” robią dziś ludzie młodzi, ale nie robią pisma pokoleniowego. To Wy, Czytelnicy, jesteście najbliższym rozszerzeniem tygodnikowego środowiska. Dzięki Waszemu wsparciu (także wpłatom 1 procenta na Fundację Tygodnika Powszechnego), dzięki głosom nadsyłanym do redakcji pocztą, mailami czy na portalach społecznościowych, dzięki temu, że stale dajecie nam odczuć, iż jesteśmy wam potrzebni – spokojnie patrzymy w przyszłość.       ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”, dziennikarz, publicysta, autor wywiadów, kierownik działu Kultura. W „Tygodniku” od 1988 r., Współtwórca telewizyjnych cykli wywiadów „Rozmowy na...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Wszystkiego najlepszego Tygodnikowi i jego redakcji! Działajcie!

Wszystkiego najlepszego.

Kochani, w mojej rodzinie czyta Was już trzecie pokolenie (papier, online, wersję elektroniczną).Od lat jesteście częścią naszego życia. W zmieniającej się rzeczywistości, w "skrzeczącej pospolitości" ogromnie ważna jest przestrzeń, jaką dla nas stwarzacie

Jesteście niezwykłym punktem odniesienia.I takim bądźcie dla coraz większej ilości ludzi przez kolejne lata. Pozdrawiam serdecznie!

a piękno zbawia świat. Pogodnego oblicza i wciąż młodego ducha Kochanej Redakcji "Tygodnika" życzę. Sto lat!

Jestem z Tygodnikiem ponad 20 lat. Wiele zawdzięczam wielu... Autorom. Dziękuję. Redaktorowi Seniorowi ks. Adamowi Bonieckiemu życzę wszystkiego co najlepsze. "Tygodnik Powszechny" - "Biorę i czytam!"

"Tygodnik" to społeczność, którą tworzą prócz zacnych Redaktorów również Czytelnicy. Więź z "Tygodnikiem" jest pewnym rodzajem więzi z Jego Czytelnikami. "Biorę i czytam!". Rzadko spotyka się tak wyjątkowe ucho, nasłuchujące

Oby wszyscy siedemdziesięciolatkowie byli tak rześcy, jak Wy! Wszystkiego najlepszego i pozostańcie sobą. P.S. I następnych lat pomagania duszom ludzkim dla Redaktora-Seniora.

Trwajcie w swojej inności jak najdłużej.Sto lat i dłużej! Bo to raduje niektórych (to mnie), gdy czytają szczere oceny rzeczywistości. A ks. Boniecki niech nie zraża się oceną tych, którzy go nienawidzą, za szczerość i odwagę pisania co myśli.A myśli po swojemu.

Moja córka do mnie niedawno: "... nie mam ochoty uczyć się niemieckiego, ponieważ nie cierpię Niemców ...". No więc potraktowałem Zośkę Tygodnikiem. Przekazałem jej numer z tekstem "Zostały tylko buty." A poza tym: życzę lepszego, zdrowszego powietrza, czego w Krakowie brak doskwiera ( na zdjęciu panie w redakcji mają w większości blade lica ) oraz odwagi do podejmowania trudnych tematów.

nie zawsze świadczy o zdrowiu, czasem wręcz przeciwnie o poważnych problemach zdrowotnych. Ciśnienie póki co mam w normie, a Ty? Na mój gust piękne lica Pań świadczą o rozświetlającej najbliższe otoczenie aurze.

Byłem niedawno u lekarza na badaniach okresowych. Spodziewałem się masakry. A tu wszytko w normie, nawet ciśnienie. Może to efekt tego, że zmuszam się do biegania i czasem nawet uda mi się mnie zmusić.

zdrowia i pogodnych Świąt.

Szanse na to, że tym razem Święta będą pogodne są niewielkie. Mimo to mogą i powinny być radosne. I tego życzę i pozdrawiam.

Miałem szczęście uzyskać (nie bez trudności) systematyczny dostęp do "Tygodnika Powszechnego" już w 1972 r. i to szczęście jest przy mnie do dzisiaj, czyli od 43 lat. „Tygodnik Powszechny” nie tylko czytam od 1972 roku, również kolekcjonuję i oprawiam. W naszym wielkim domu jest miejsce na kolejne 70 roczników, okazuje się, że wersja papierowa jest trwalsza od płytek CD. W czasach komunistycznej cenzury TYGODNIK był jedyną oazą wolnego słowa w obozie państw socjalistycznych od Łaby po Władywostok. Dzisiaj, w epoce dyktatury relatywizmu, dla wielu nadal pozostaje busolą i drogowskazem w odnajdywaniu najważniejszych wartości. Życzę, aby „Tygodnik Powszechny” przez następne 70 lat karmił czytelników w Polsce i na całym świecie niezależnym Słowem. Zdzisław Jan Brzeziński (Wielki Klińcz)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]