Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Historia pewnego kłamstwa

Historia pewnego kłamstwa

22.01.2018
Czyta się kilka minut
Fragmentem listu papieża Jana Pawła II do Jerzego Turowicza na 50-lecie „TP” od lat bije się w pismo i w jego redaktora. Odsłaniamy kulisy manipulacji tym dokumentem.
ANDRZEJ HEIDRICH
W

W roku 1995, na pięćdziesięciolecie „Tygodnika Powszechnego” papież Jan Paweł II postanowił przywołać do porządku ważne dla niego niegdyś pismo (albo, jak powiedział w niedawnym wywiadzie dla Onetu abp Marek Jędraszewski, „pismo, które niegdyś lansował”). Nie, przywołać do porządku brzmi właściwie za słabo. Lepiej powiedzieć: skrytykować. Albo, bez owijania w bawełnę: zarzucić zdradę. „Tygodnik” zdradził przecież, i to w odniesieniu do tak ważnej kwestii jak ochrona życia. W świetle słów Jana Pawła II sprawa jest jasna jak słońce, i tylko środowisko „TP” do dziś nie potrafi się z tym pogodzić, wciąż relatywizując prawdę i nie przekazując tej wizji Kościoła, która nie schlebia ludziom. Już wtedy zresztą redaktorzy „Tygodnika” próbowali papieski dokument ukryć, a w końcu opublikowali go z opóźnieniem i pod zewnętrznym naciskiem.

Cały powyższy akapit to nieprawda.

Niespodzianka na zebraniu

Jest 26 kwietnia 1995 r., zebranie redakcji „Tygodnika Powszechnego” w gabinecie naczelnego na Wiślnej 12. Porządek obrad ustalony od dziesięcioleci: sekretarz redakcji (wówczas był nim Piotr Mucharski) prezentuje rozrysowany na zasłaniającej część półek szkolnej tablicy plan przygotowywanego właśnie do druku numeru, a później następuje omówienie numeru poprzedniego. Wśród zostawionych na koniec spraw różnych mowa m.in. o wyemitowanym przez TVP filmie dokumentalnym Pawła Woldana o pięćdziesięcioleciu „Tygodnika”. W ramach obchodów półwiecza pisma odbyła się wówczas msza w kościele dominikanów, którą odprawił emerytowany metropolita Wiednia kard. Franz Koenig, i sesja naukowa w auli Collegium Maius, w której udział wzięli m.in. wpisany z okazji jubileuszu do redakcyjnej stopki ks. Józef Tischner, a także młody naczelny miesięcznika „Znak” Jarosław Gowin; osobnymi punktami programu były oczywiście koncert zaprzyjaźnionej z Jerzym Turowiczem Piwnicy pod Baranami i mecz piłkarski młodszej części redakcji z reprezentacją TVP, której kapitanem był Wiesław Walendziak.

Od tamtej pory minął jednak miesiąc, więc wydaje się, że Jerzy Turowicz prosi o głos w innej sprawie. Jest parę minut po dwunastej, redaktor naczelny „TP” zdążył już wziąć udział w odbywającej się w Urzędzie Miasta uroczystości wręczenia Andrzejowi Wajdzie i Krystynie Zachwatowicz medali Cracoviae Merenti. Teraz, zgodnie ze swoim zwyczajem, przysłuchuje się w milczeniu mówiącym stanowczo zbyt dużo współpracownikom i cierpliwie czeka na swoją kolej. Kiedy w końcu zaczyna mówić, zapada cisza.

W gabinecie na Wiślnej 12, w tle tablica z rozrysowanym planem numeru „TP”, Kraków, lata 90. / Fot. Jacek Marczewski / FORUM
W gabinecie na Wiślnej 12, w tle tablica z rozrysowanym planem numeru „TP”, Kraków, lata 90. / Fot. Jacek Marczewski / FORUM

Cisza zapada zawsze, gdy się odzywa. „Trudno mi sobie wyobrazić bardziej mało- mównego szefa” – zauważył Piotr Mucharski we wstępie do jednego z rozdziałów jego „Pism wybranych”. Milczący, nieobnoszący się z władzą, jest jednak tym bardziej słyszany. „Jeśli już o coś prosił (bo niemal nigdy nie żądał), albo mówił »veto« – kończyła się dyskusja” – pisał dalej obecny redaktor naczelny „Tygodnika”.

Tym razem jednak można odnieść wrażenie, że cisza jest bardziej intensywna niż zwykle. Siedzący przy swoim biurku, a więc nieco z boku, Szef wyciąga z teczki niedużą kopertę, rozkłada kilka znajdujących się w niej kartek maszynopisu i zaczyna czytać. Czyta spokojnie, swoim głębokim lirycznym barytonem, zdanie po zdaniu. Trwa to dobrych parę minut, bo tekst jest długi. Kiedy kończy, pyta (choć sam zdanie ma już wyrobione), czy zdaniem zgromadzonych ów tekst został przeznaczony do publikacji.

Mowa o liście, który Jan Paweł II wysłał do redaktora naczelnego „TP” po lekturze wydanego w marcu jubileuszowego numeru pisma.

Wojna na górze

Pytanie Pana Jerzego jest zasadne – wcześniejszym jubileuszom „Tygodnika” i okrągłym rocznicom urodzin Naczelnego towarzyszyły zwykle listy, najpierw metropolity krakowskiego Karola Wojtyły, później zaś papieża Jana Pawła II. Listy ukazywały się drukiem, będąc świadectwem nie tylko wieloletniej więzi łączącej ich autora z redakcją (tutaj debiutował jako publicysta, tutaj zamieszczał swoje wiersze, korzystał z porad literackich redaktora i felietonisty „TP” Marka Skwarnickiego, szykując je do druku) i jej Szefem (drobne świadectwo: książki, pożyczane przez biskupa Wojtyłę z biblioteki Turowiczów przed wyjazdami na wakacje), ale też parasola ochronnego, rozkładanego nad „Tygodnikiem” w czasach komunistycznych.

Teraz jednak komunizm upadł, a ściśle związany niegdyś z krakowskim Kościołem „Tygodnik” zaczyna – na dobre i złe – przypominać jeszcze jeden ukazujący się w Polsce, choć nadal kładący nacisk na sprawy Kościoła i wiary, tygodnik opinii. W dodatku jego opinia o „wojnie na górze” z początków III RP różni się diametralnie od poglądu większości Kościoła instytucjonalnego – redakcja popiera wówczas, tracąc wielu czytelników, Tadeusza Mazowieckiego, większość biskupów i księży sympatyzuje z Lechem Wałęsą.

Na Wiślną wciąż docierają, owszem, informacje, że papież czyta „Tygodnik” od deski do deski, że domaga się przez zaufanych gości, by recenzje teatralne zawierały bardziej szczegółowe opisy spektakli z myślą o tych miłośnikach Melpomeny, którzy nie będą mieli okazji ich zobaczyć, a nawet że... poprawia zauważone literówki. Z drugiej strony z Watykanu dochodzą słuchy, że przystęp do papieskiego stołu znajdują często osoby nieżyczliwe środowisku „TP” i że ówczesne spojrzenie Jana Pawła II na polskie sprawy faktycznie różni się w wielu kwestiach od tego z Wiślnej 12.

Być może to jest powód, dla którego niejeden słuchacz tekstu czytanego wówczas przez Jerzego Turowicza znajduje się w stanie niemal euforycznym. Oto – rozumuje ów słuchacz – głowa Kościoła pisze do Szefa długi list, będący podziękowaniem za wieloletnią pracę dla Kościoła i kraju, a także podkreślający osobisty związek piszącego z „Tygodnikiem”.

Owszem: list ma również niewielki fragment krytykujący niektóre aspekty polityki redakcyjnej po 1989 r., ale – co za chwilę wykażemy, pokazując dokonywane na papieskim tekście manipulacje – natychmiast osłabiony uwagą, że opisywana przez Jana Pawła II sytuacja uległa zmianie, uzasadniony troską o los tak bliskiego pisma, i kończony w duchu niekwestionowanej serdeczności.

Młoda redakcja

Byliśmy w stanie euforycznym, my, młodsza wówczas część redakcji „TP”. Niektórzy z nas byli rok wcześniej gośćmi Jana Pawła II na obiedzie, zorganizowanym po zaproszeniu wystosowanym z Watykanu i naszym wcześniejszym liście, będącym efektem poczynionej w innej korespondencji z Jerzym Turowiczem uwagi, że tzw. młodej redakcji papież nie zdążył już poznać osobiście. Mogliśmy wówczas przekonać się, jak dokładnie nas czyta („Wy mogliście tego pewnie nie zauważyć” – mówił o jakimś zdaniu z opublikowanego parę miesięcy wcześniej w „TP” przeglądu prasy...), i do jakiego stopnia dopuszcza otwartą rozmowę na temat naszej polityki redakcyjnej.

Teraz, słuchając czytającego list Pana Jerzego, myśleliśmy o tym, czy jest jeszcze jakaś gazeta w świecie, która cieszyłaby się podobnym świadectwem otrzymanym od papieża; czy jest jakieś katolickie medium w Polsce traktowane z równą powagą. Krytyczny fragment przyjmowaliśmy ze spokojem, po pierwsze widząc go w kontekście, a po drugie uważając do pewnego stopnia za uzasadniony (w redakcji narastała świadomość popełnionych po 1989 r. błędów, choćby tak jednoznacznego zaangażowania w kampanię Mazowieckiego; Jerzy Turowicz napisze o tym wprost w ankiecie „Więzi” z 1996 r., kiedy warszawski miesięcznik zapyta o błędy i zaniedbania przedstawicieli różnych środowisk kościelnych, przygotowując rachunek sumienia na trzecie tysiąclecie chrześcijaństwa), po trzecie zaś dostrzegając polityczną perspektywę, w jakiej słowa krytyki osadzał sam papież.

Pisząc dalej o pozytywnej przemianie, jaka miała dokonać się w „TP”, Jan Paweł II wiązał ją z reakcją na zwycięstwo SLD w wyborach parlamentarnych, więc chyba nie do końca chodziło mu o sprawy Kościoła i wiary. Warto może w tym miejscu przypomnieć, że powodem odwołania w 1991 r. asystenta kościelnego pisma, ks. Andrzeja Bardeckiego, było dopuszczenie do publikacji listu pasterskiego tutejszego metropolity w sąsiedztwie artykułu krytycznego wobec Lecha Wałęsy...

Powiedzmy i to: naszej euforii zdecydowanie nie podzielali starsi koledzy, i z perspektywy czasu trudno im się dziwić. Już wtedy, podczas zebrania na Wiślnej, pojawiły się głosy o możliwej manipulacji papieskim tekstem i o tym, że nieżyczliwym odbiorcom jeden passus przesłoni całą resztę. Ale Jerzy Turowicz nie miał wątpliwości: niezależnie od wszystkiego list należy opublikować, po uzyskaniu – rzecz jasna – wyraźnej zgody autora.

Kalendarium wydarzeń

Zgodę autora uzyskuje się wówczas, w czasach przed internetem i telefonią komórkową, dzwoniąc do Watykanu, na biurko ks. Stanisława Dziwisza. W kalendarzu Jerzego Turowicza za rok 1995 nie znajdujemy informacji, kiedy naczelny „TP” dodzwania się do papieskiego sekretarza (znajdujemy za to notatkę, że dzień po spotkaniu w redakcji telefonuje z domu do mieszkającego w Rzymie ks. Adama Bonieckiego, wówczas generała Zgromadzenia Księży Marianów), ale z późniejszego listu Jerzego Turowicza do Jana Pawła II wiemy, że papieski sekretarz jest zdania, iż sprawę trzeba uzgodnić z metropolitą krakowskim, czyli kard. Franciszkiem Macharskim („Było także dla mnie zrozumiałe, że Ojciec Święty nie chce, by publikacja miała miejsce – że tak powiem – ponad głową czy też za plecami Księdza Kardynała Franciszka” – pisze do Jana Pawła II Turowicz 20 maja 1995 r.).

Rozmowa na Franciszkańskiej odbywa się 6 maja. „O dziesiątej u Macharskiego w sprawie listu JP II! Długa i trudna rozmowa. Ale sukces!” – notuje w kalendarzyku redaktor naczelny „TP”, a dwa tygodnie później pisze do papieża: „zgodę uzyskałem, acz – przyznaję – nie bez trudności...”.

Nie wiemy, jakiego charakteru obiekcje zgłaszał ówczesny metropolita krakowski: obaj uczestnicy rozmowy nie żyją, więc nie możemy ich zapytać. Ale w tym momencie istotniejsze jest coś innego. Otóż na liście kłamstw, których dopuszczano się po publikacji papieskiego listu, poczesne miejsce zajmowało to o rzekomym oporze redakcji i o tym, że została ona właściwie przymuszona do jego wydrukowania.

Byli nawet tacy autorzy, którzy – ignorując fakt, że „Tygodnik” zawsze ukazuje się z datą niedzielną w tygodniu tę niedzielę poprzedzającym – twierdzili, że potrzebna była dopiero depesza KAI, żeby krakowska redakcja poczuła się zobligowana do zamieszczenia listu. Otóż w serwisie Katolickiej Agencji Informacyjnej pismo Jana Pawła II pojawiło się dopiero w sobotnie południe, 13 maja 1995 r., kiedy sprzedaż tego numeru w zasadzie dobiegała końca: drukowany we wtorek wczesnym popołudniem „Tygodnik” trafiał do kiosków we środę. Dziennikarze KAI, jak zresztą przedstawiciele całego czytającego świata, sięgnęli po prostu po papierowe wydanie „TP”.

Kalendarium wydarzeń wyglądało więc następująco: jubileuszowy numer „Tygodnika”, drukowany 21 marca, dzień później dostarczany z redakcji do kurii, na papieskie biurko trafia zapewne – wysyłany samolotem z Balic – w okolicy weekendu. Sam jubileusz odbywa się w Krakowie w dniach 25-26 marca. List Jana Pawła II jest datowany na 5 kwietnia – nie wiemy, kiedy zostaje wysłany i doręczony. Zebranie redakcyjne – 26 kwietnia. Rozmowa Turowicz-Macharski – 6 maja. Druk listu w „TP” natychmiast – 9 maja.

Papieskie wspomnienia

Przejdźmy jednak do sprawy zdecydowanie najważniejszej: do tego, co napisał papież. Cały list przypominamy TUTAJ, w tym miejscu zauważmy tylko, że po otrzymaniu jubileuszowego numeru „TP” („Czytam z zainteresowaniem teksty, jakie w nim zamieszczono. »Czytam i wspominam...« – jak kiedyś napisała pani Starowieyska-Morstinowa. Jest to bowiem równocześnie jakiś ważny i długi fragment mojego własnego życia”) Jan Paweł II streszcza zarówno historię pisma, jak i swoich z nim związków.

„Kiedy zaczął wychodzić »Tygodnik Powszechny« byłem jeszcze seminarzystą i studentem teologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zostałem wyświęcony w roku 1946 i wysłany przez Księcia Kardynała Sapiehę na studia do Rzymu. Mogłem wówczas, w ciągu wakacji roku 1947, zapoznać się z środowiskami katolickimi w Zachodniej Europie, w szczególności zaś we Francji, Belgii i Holandii. A po powrocie w roku 1948 opublikowałem w »Tygodniku« swój pierwszy artykuł pt. »Czy Francja jest krajem misyjnym?« [autora zawiodła pamięć: tekst 28-letniego debiutanta ukazał się, zresztą na pierwszej stronie, pod tytułem „Mission de France”]. Taki był początek. Potem publikowałem wielokrotnie. Były to artykuły i utwory poetyckie – pisał papież. – Tak więc Złoty Jubileusz »Tygodnika Powszechnego« przeżywam nie tylko w znaczeniu przedmiotowym, ale także jako cząstka tego podmiotu, którym on był – przynajmniej do roku 1978”.

Rok 1978 to oczywiście data wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. „Po odejściu do Rzymu, zarówno Pan jak i jego Małżonka oraz różni członkowie Redakcji »Tygodnika« i »Znaku« odwiedzali mnie w Watykanie i to właściwie trwa do dzisiaj” – pisze Jan Paweł II. A potem wspomina wspólne przeżywanie zmagań z totalitaryzmem, ale także kościelnych przemian, zwłaszcza soborowych; wspomina spotkania z redakcją i listy wysyłane w tamtym czasie do Jerzego Turowicza. „»Tygodnik« oddawał wówczas Kościołowi w Polsce wielkie usługi, ale były też momenty pewnych napięć i trudności, które trzeba było wspólnym wysiłkiem wyjaśnić i rozwiązywać” – dodaje.

Zatrzymajmy się na chwilę przy tym zdaniu. Wskazuje ono, po pierwsze, że „napięcia i trudności” w relacjach „Tygodnika” z biskupem Wojtyłą zdarzały się już wcześniej – nie robiliśmy z nich zresztą tajemnicy, publikując w 2006 r. obszerny – również dostępny w całości w internecie – dodatek zawierający odnalezioną w archiwum Jerzego Turowicza korespondencję. „Nikt do tej pory się nie przyznał, że kiedykolwiek z Janem Pawłem Wielkim się spierał, że Papież, czy przyszły Papież, za coś go ganił, z jakiegoś powodu napominał. Publikowane dotąd wspomnienia i listy to sam miód i błogosławieństwa” – zauważał na marginesie tamtej publikacji ks. Adam Boniecki.

Tak było: redakcja toczyła nieraz spory ze swoim autorem i protektorem, zarówno na piśmie, jak podczas regularnych spotkań w pałacu arcybiskupów krakowskich. Kluczowe było jednak poczucie, że – jak pisał dalej w 2006 r. nasz redaktor senior – „można się w ważnych sprawach różnić, można się o nie spierać, a jednocześnie darzyć się szacunkiem. Bo spór – jak się okazuje – nie musi ludzi dzielić, jeśli towarzyszy mu wzajemne zaufanie i niezachwiana pewność, że to, co najważniejsze, jest dla stron sporu wspólne, i że silniejsze jest mimo wszystko to, co łączy”.

Człowiek, który w 1969 r. pisał do Jerzego Turowicza: „Boli nas, gdy Kościół w Polsce czuje się raczej nieobecnym na szpaltach »Tygodnika«, nieinteresującym i przemilczanym. Boli nas, gdy czołowy organ katolicki traktuje Kościół w Polsce i sprawy, którymi on żyje, marginesowo” (to była dopiero krytyka!), po latach podsumowywał tę dyskusję jako „wspólnym wysiłkiem wyjaśnioną i rozwiązaną”.

Urwany cytat

Najpowszechniej cytowany fragment papieskiego listu dotyczy tego, co wydarzyło się w Polsce po 1989 r. Nie ma tu mowy – zauważmy od razu, odsłaniając kolejną manipulację – o kwestiach związanych z parlamentarnymi i publicystycznymi sporami o kształt ustawy antyaborcyjnej („Tygodnik” opowiadał się wówczas za obowiązującym do dziś kompromisem, sprzeciwiając się pomysłom karania więzieniem przerywających ciążę kobiet) czy np. o prowadzonej na łamach „TP” w 1990 i 1991 r. dyskusji o tym, czy lepiej katechizuje się dzieci i młodzież przy parafiach, czy w szkolnej klasie.

Diagnoza papieska z kwietnia 1995 r. brzmiała: „Odzyskanie wolności zbiegło się paradoksalnie ze wzmożonym atakiem sił lewicy laickiej i ugrupowań liberalnych na Kościół, na Episkopat, a także na Papieża. Wyczułem to zwłaszcza w kontekście moich ostatnich odwiedzin w Polsce w roku 1991. Chodziło o to, ażeby zatrzeć w pamięci społeczeństwa to, czym Kościół był w życiu Narodu na przestrzeni minionych lat. Mnożyły się oskarżenia czy pomówienia o klerykalizm, o rzekomą chęć rządzenia Polską ze strony Kościoła, czy też o hamowanie emancypacji politycznej polskiego społeczeństwa. Pan daruje jeżeli powiem, iż oddziaływanie tych wpływów odczuwało się jakoś także w »Tygodniku Powszechnym«. W tym trudnym momencie Kościół w »Tygodniku« nie znalazł, niestety, takiego wsparcia i obrony, jakiego miał poniekąd prawo oczekiwać; »nie czuł się dość miłowany« – jak kiedyś powiedziałem”.

W tym miejscu niemal wszyscy przywołujący list Jana Pawła II zamykają cudzysłów. Zapominają nie tylko o zdaniu następnym, stanowiącym fragment tego samego akapitu – „Dzisiaj piszę o tym z bólem, gdyż los »Tygodnika Powszechnego« i jego przyszłość bardzo leżą mi na sercu”, zmieniającym przecież emocjonalny wydźwięk zdań poprzednich, ale także o kilku zdaniach kolejnych: „Ponieważ »Tygodnik Powszechny«, a także »Znak« czytałem i nadal czytam dość regularnie, mogłem zauważyć, że orientacja o której wspomniałem, uległa pewnej zmianie po krytycznych wyborach do parlamentu we wrześniu 1993 roku. I ten nowy trend, jak mi się wydaje, utrzymuje się do dzisiaj, co budzi zrozumiałe nadzieje. Można nawet powiedzieć, iż powiększyła się ilość publikacji o charakterze religijnym, teologicznym i chrześcijańskim. Cenną komponentą »Tygodnika« pozostaje obfita informacja o problemach Kościoła i świata”. Dopiero w tym miejscu Jan Paweł II kończy swój wywód.

Akapit kolejny przynosi podsumowanie, podziękowanie i papieskie błogosławieństwo: „Panu Bogu za pięćdziesiąt lat »Tygodnika Powszechnego«, a może bardziej jeszcze za pięćdziesiąt lat tej życzliwości, jaką mi Pan okazywał jako Redaktor Naczelny. Życzę, ażeby Pan Bóg błogosławił Panu Jerzemu i Pani Annie oraz »Tygodnikowi«. Są to zarazem moje serdeczne życzenia Wielkanocne. »Tygodnik Powszechny« zaczął wychodzić na Wielkanoc 1945 roku, a jego Jubileusz Pięćdzie- sięciolecia wypadł w Niedzielę »Laetare« [Chodzi o IV niedzielę Wielkiego Postu, której nazwa pochodzi od pierwszych słów antyfony „Wesel się, Jeruzalem”, księża noszą wówczas ornaty koloru różowego, co ma oznaczać radość wśród pokuty]. Jest to z pewnością jakiś wyznacznik chrześcijańskiego optymizmu”.

Podczas audiencji dla dziennikarzy po wyborze kard. Wojtyły na papieża, Watykan, 1978 r. / ARCHIWUM "TYGODNIKA POWSZECHNEGO"
Podczas audiencji dla dziennikarzy po wyborze kard. Wojtyły na papieża, Watykan, 1978 r. / ARCHIWUM "TYGODNIKA POWSZECHNEGO"

Odpowiedź Naczelnego

Czego jak czego, ale chrześcijańskiego optymizmu Jerzy Turowicz potrzebował w następnych miesiącach bardzo wiele. Tekstów krytycznych pod adresem „Tygodnika” i jego samego, audycji radiowych i telewizyjnych, jakie przyniosły następne tygodnie i miesiące, nie sposób zliczyć (22 maja Szef notuje w kalendarzu np.: „19 godzina Puls Dnia!!! [mowa o emitowanym wówczas w TVP1 programie publicystycznym, poświęconym najważniejszemu, zdaniem redakcji, tematowi dnia] JPII, list do TP – Ewa Polak, Krąpiec!”).

Już odpisując 20 maja na list Jana Pawła II Naczelny wspominał, że „»Tygodnik« jest bardzo często przedmiotem brutalnych ataków” i że „niejednokrotnie odzywały się publiczne głosy twierdzące, że »Tygodnik Powszechny« nie jest pismem katolickim”. „Nikt nigdy nie brał nas w obronę, musieliśmy się bronić sami” – dodawał, wskazując na jeszcze jeden kontekst papieskiego listu: „Milczenie ze strony Kościoła z okazji naszego 50-lecia zdawało się przyznawać rację tym oskarżeniom. List Ojca Świętego pomaga nam te oskarżenia odrzucać”. To rzeczywiście paradoks: „Z okazji naszego jubileuszu otrzymaliśmy bardzo liczne życzenia, gratulacje i wyrazy uznania niemal ze wszystkich stron, poczynając od Prezydenta RP i premiera, od polityków, naukowców, intelektualistów i artystów, z kraju i z zagranicy, z wyjątkiem... Kościoła”.

Co do samego papieskiego zarzutu Jerzy Turowicz pisał prosto: „Krytyczne uwagi Ojca Świętego na temat linii »Tygodnika« po roku 1989 przyjmujemy z należną pokorą i skruchą, niewątpliwie bowiem nieraz popełnialiśmy błędy. Ale – niech mi wolno będzie powiedzieć, że jeśli Kościół, rozumiem: polski Kościół, czuł się – jak mówi Ojciec Święty – »nie dosyć przez nas miłowany«, to nie musi to oznaczać, że myśmy ten Kościół nie dosyć miłowali! A – po wtóre – obraz obecnej sytuacji Kościoła w Polsce, jaki wynika z relacji osób, które Ojca Świętego odwiedzają, w tym i Księży, i Biskupów – w moim przekonaniu – dość znacznie odbiega od rzeczywistości”.

Odpowiedzi na ten list nie znamy, być może jej nie było. Zapewne zresztą zachowywały aktualność słowa o dwa lata wcześniejsze, kończące poprzednią szczerą wymianę zdań na temat sytuacji w Kościele i „Tygodniku”. „Jeżeli napisałem tak, jak napisałem – tłumaczy papież w liście z 4 lipca 1993 r. – to nie, by sprawić Panu przykrość, ale – no po prostu dlatego, że ja sam czuję się związany z tym tygodnikowym dziedzictwem. Miałem w nim jakąś »cząstkę« nie tylko jako piszący, ale także jako Wasz Biskup. I zapewne, nie tylko ja miałem jakąś »cząstkę« w »Tygodniku«, ale i on miał swą »cząstkę« we mnie, w mojej drodze, w moim powołaniu. Pamiętam, jak Pan przeżywał wydarzenie z 16 października 1978 r. Cóż? Ja nie chcę tego utracić. Staram się jakoś być wierny »przymierzu«, którym się związałem”.

Stoły pełne wycinków

Lista inwektyw i obelg, które po publikacji listu Jana Pawła II spotkały Jerzego Turowicza, jest długa. Postanowiliśmy darować sobie przytaczanie jej na tych łamach, nie tylko dlatego, że niniejszy tekst powstaje w rocznicę śmierci Pana Jerzego; jeżeli kto ciekaw, może przecież skorzystać z internetowej wyszukiwarki. Powiedzmy tylko tyle: autorzy tych inwektyw i obelg odnieśli perwersyjny sukces. Adresat zapoznawał się z nimi pilnie. Bolało.

Oto dlaczego w tej historii następuje jeszcze jeden ważny moment. Kiedy wiele miesięcy po jubileuszu „TP” w Polsce gości generał marianów, Jerzy Turowicz zaprasza go do Krakowa, do swojego mieszkania, gdzie zresztą ćwierć wieku wcześniej ks. Adam był sublokatorem. Ks. Boniecki wspomina, że gdy wspiął się wreszcie na trzecie piętro kamienicy przy Lenartowicza, w gabinecie naczelnego zastał biurko i kilka stołów pokrytych rozłożonymi książkami i wycinkami z niewybrednymi atakami na niego, z reguły opatrzonymi cytatami z listu papieża.

– Widziałem, że jest udręczony tymi atakami i bezradny – wspomina nasz redaktor senior. – Czytał mi fragmenty tych tekstów, były naprawdę podłe.

Po powrocie do Rzymu generał marianów pisze więc do ks. Stanisława Dziwisza ostry list, opisując dokładnie całą sprawę.

– Chciałem, by wiedział, czym stał się tamten list, jaka krzywda się dzieje Turowiczowi, który całe życie służył Kościołowi, jakim to jest dla Jerzego cierpieniem – opowiada.

Spotkanie przyjaciół

Wkrótce od Jana Pawła II nadchodzi zaproszenie na kolację.

– Byliśmy tylko my dwaj, nie było księdza Dziwisza – relacjonuje ks. Boniecki. – A przy nakryciu papieża leżał mój list.

Wedle wspomnień ks. Adama Jan Paweł II był zaskoczony i zmartwiony obrotem spraw: – Powiedział, że nie miał takiego zamiaru i że nie wie, jak to naprawić, że zaczynał kilka razy pisać do Jerzego, ale czuł, że tego listem się nie załatwi. Pytał, co – moim zdaniem – mógłby zrobić. Poradziłem, żeby podczas niedalekiej wtedy podróży do Polski [chodzi o pielgrzymkę z 1997 r.] spotkał się z całą redakcją „Tygodnika”. To podkreśliłem: nie tylko z Jerzym, ale z całą redakcją, nawet na minutę, ale tak, żeby było to publicznie wiadome. Taki znak będzie doskonale czytelny i wytrąci broń z ręki oszczerców. To się Ojcu Świętemu wyraźnie spodobało, powiedział, że sprawę omówi z księdzem Dziwiszem, który jednak zadzwonił do mnie nazajutrz i mocno poirytowany pytał, czy zwariowałem, bo pielgrzymka jest już zaplanowana w każdym detalu i papież co najwyżej może się spotkać z Turowiczem. Na tym, ostatecznie, stanęło.

Mowa o spotkaniu, do którego doszło 8 czerwca 1997 r. w krakowskim Pałacu Arcybiskupim. Spotkaniu mającym zresztą dramatyczny przebieg. Mocno schorowany już Jerzy Turowicz zostaje na nie przywieziony karetką z kliniki prof. Andrzeja Szczeklika na Skawińskiej. Musi długo czekać na swojego rozmówcę, silne wzruszenie na widok dawno niewidzianego papieża powoduje pogorszenie stanu zdrowia. Z powrotem w klinice, dyktuje spod maski tlenowej ks. Bonieckiemu komunikat o spotkaniu i o tym, że „nie mogąc z powodu napiętego programu pielgrzymki przyjąć całej redakcji »Tygodnika Powszechnego«, papież chciał przynajmniej spotkać jej redaktora naczelnego”.

Tydzień później o kulisach podróży Jana Pawła II opowie mi jej koordynator, nieżyjący już bp Jan Chrapek. Będzie mówił o wzruszeniu, z jakim przyjmował papieską „pamięć o Przyjacielu”, i o tym, jak Jan Paweł II bardzo chciał, by doszło do spotkania z Turowiczem. W czasach, gdy wielu przedstawicieli Kościoła hierarchicznego starało się wciąż „Tygodnik” izolować, było to ważne świadectwo.

Jeszcze jeden list

Zresztą w archiwum Jerzego Turowicza zachował się jeszcze jeden papieski list z tamtego czasu: na dwa miesiące przed pielgrzymką Jan Paweł II wysyła go do swojego przyjaciela, redaktora i byłego asystenta kościelnego „TP”, ks. Andrzeja Bardeckiego.

W marcu 1997 r. wzburzony ks. Bardecki pisze do papieża list, w którym relacjonuje burzę, jaka wybuchła w Polsce po publikacji „Dzienników” Stefana Kisielewskiego, zawierających także notowane na gorąco przez wieloletniego felietonistę „TP” zdania krytyczne i złośliwości na temat redakcyjnych kolegów, w tym naczelnego. „Oczywiście, że publikacja »Dzienników« jest przykrym zaskoczeniem, w szczególności jest wielką krzywdą wyrządzoną Jerzemu Turowiczowi, ale nie tylko jemu – odpowiada Jan Paweł II ks. Bardeckiemu. – Wszyscy, przynajmniej ludzie mojego pokolenia, pamiętają, czym był »Tygodnik Powszechny« i jak opatrznościowa była inicjatywa Ks. Kard. Sapiehy, który powołał ten organ zaraz po zakończeniu II wojny światowej. Ufam przeto, że wielu ludzi nawet po publikacji »Dzienników« Kisiela zachowa właściwą ocenę 50-letniego dorobku »Tygodnika«, chociaż popularność Kisiela może przyczynić się do zachwiania opinii. Jeżeli chodzi o młodsze pokolenie, to ono nie bardzo się orientuje, o co chodzi”.

List Jana Pawła II do ks. Andrzeja Bardeckiego, 1997 r.
List Jana Pawła II do ks. Andrzeja Bardeckiego, 1997 r.

Kolejny akapit listu przynosi potwierdzenie informacji zawartych już w tym tekście: „Telefonowałem do Jerzego Turowicza i zawiadomiłem go też, że pragnąłbym się spotkać z nim w czasie pobytu w Krakowie”. I dalej: „Codziennie modlę się za niego, za żyjących i zmarłych członków Tygodnika”.

Czy naprawdę tak bardzo chciałby się spotykać z człowiekiem, który go zawiódł?

Ostatni list Jana Pawła II kard. Franciszek Macharski odczytywał już w tynieckim opactwie, nad trumną Jerzego Turowicza. Redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” od 1945 r. (z trzyletnią przerwą po tym, jak komunistyczne władze doprowadziły w 1953 r. do ­zamknięcia pisma za odmowę druku nekrologu Stalina), zmarł w styczniu 1999 r., w wieku 87 lat.

Dar wolności

Wróćmy jeszcze raz do 1995 r. Z perspektywy czasu wypada go uznać za wyjątkowy w radzeniu sobie przez ludzi Kościoła z „nieszczęsnym darem wolności”. Z każdym kolejnym rokiem poczucie tkwienia w oblężonej twierdzy będzie słabło. Także surowy w wielu miejscach ton Jana Pawła II z pielgrzymek w 1991 i 1995 r., którego ślad można przecież znaleźć również w języku krytycznego fragmentu listu do Jerzego Turowicza, zmieni się – podczas kolejnych podróży, w 1997, 1999 i 2002 r., papież jest coraz bardziej serdeczny, z radością błogosławiąc polskim przemianom („Ale nam się wydarzyło” – powie np. do członków Zgromadzenia Narodowego w 1999 r.; „Jakże dziś nie dziękować Bogu w Trójcy jedynemu za to wszystko, co na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat odczytujemy jako Jego odpowiedź na tamto wołanie” [mowa o słynnym wołaniu do Ducha Świętego z 1979 r., by „odnowił oblicze ziemi”]). Nieufni wobec mediów hierarchowie idą w ślady osamotnionego w 1995 r. sekretarza Episkopatu, bp. Tadeusza Pieronka, coraz chętniej rozmawiając z dziennikarzami. Pluralizm staje się normą – przynajmniej do czasu katastrofy smoleńskiej i kolejnej „wojny na górze”.

Także na łamach „Tygodnika” znajdujemy paletę nazwisk z dzisiejszej perspektywy pewnie nieoczywistych. Półtora roku po liście Jana Pawła II do Jerzego Turowicza ks. Dariusz Oko wraz z dwoma dziennikarzami „TP” przeprowadza w redakcji wywiad z ks. prof. Paulem Zulehnerem o wierze Europy. Dwa i pół roku po liście ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski (z Jerzym Owsiakiem zresztą) odbiera z rąk Jerzego Turowicza Medal św. Jerzego. Pięć lat po liście – i rok po śmierci Szefa – bp Marek Jędraszewski publikuje tu obszerny tekst o Emmanuelu Levinasie.

Kilka ważnych przyczyn

Opowiadając tę historię w 19. rocznicę jego śmierci, chciałoby się jeszcze raz powiedzieć rzecz oczywistą: Jerzy Turowicz był człowiekiem, który całe swoje życie poświęcił służbie Kościołowi – Kościołowi, który kochał. W tej służbie sprawą może najważniejszą było przeżywanie i opisywanie pontyfikatu kogoś, kogo znał tak długo i dobrze.

Nie wiem, czy znajdzie się na to lepszy dowód niż karteczka, którą napisał dla siebie samego podczas ostatniego pobytu we Włoszech, 22 kwietnia 1994 r., odnaleziona po wielu latach w jego archiwum. „Nie jestem w najlepszej formie fizycznej, mam te 81 lat na karku, co dzień naokoło umierają młodsi ode mnie, może i mnie wkrótce pożegnać się z tym światem” – notuje w jednej ze swoich ukochanych rzymskich kawiarni. „Tu chciałbym zapisać kilka przyczyn (nie najważniejszych!), dla których – jeśli Pan Bóg pozwoli – chciałbym pożyć jeszcze trochę, by zrobić, czy też powiedzieć, kilka rzeczy, które uważam za ważne. Mianowicie chciałbym jeszcze napisać kilka artykułów (takich, których się nie da napisać na kolanie...)”.

Jakie to artykuły? Wymieńmy pierwsze dwa, bo pokazują całego Turowicza, jego stosunek do świata, do Kościoła, także do Jana Pawła II. „1) O wspaniałym, profetycznym projekcie Ojca Świętego, spotkania – w związku z nadchodzącym tysiącleciem – na górze Synaj przedstawicieli chrześcijaństwa, judaizmu i islamu oraz o potrzebie, by Kościół zrobił »rachunek sumienia« ze swoich grzechów. (Nikt tego tak jasno przed Janem Pawłem II nie powiedział!) 2) Artykuł o Małej Siostrze Magdalenie od Jezusa i o założonej przez nią wspólnocie Małych Sióstr, jednym z najważniejszych i najpiękniejszych »znaków czasu« w życiu Kościoła dziś. (Artykuł ten »noszę« w sobie od 5 lat, w napisaniu jego ciągle mi przeszkadzają tematy bynajmniej nie ważniejsze, ale – na pozór przynajmniej – pilniejsze.)”.

Dalej mowa o tekstach o narodzie, nacjonalizmie, patriotyzmie, internacjonalizmie, kosmopolityzmie i szowinizmie, a także o suwerenności państwowej i ograniczeniu jej przez prawa człowieka, oraz o antysemityzmie. A na koniec: „Kościół ubogich”. „Pisałem na ten temat dwa albo trzy razy. Nie dosyć. Ludzie nie rozumieją, że ubodzy mają pierwsze miejsce w Kościele Chrystusowym i co z tego wynika...”.

Na kolegium redakcyjnym, Kraków, 1995 r. / FOT. WOJCIECH DRUSZCZ / ARCHIWUM „TYGODNIKA POWSZECHNEGO”
Na kolegium redakcyjnym, Kraków, 1995 r. / FOT. WOJCIECH DRUSZCZ / ARCHIWUM „TYGODNIKA POWSZECHNEGO”

Bilety do raju

Zanotujmy na marginesie, że te najważniejsze dla niego sprawy nie schodzą wciąż z „Tygodnikowej” agendy. Bez porównania istotniejsze jest jednak to, że nie schodzą z agendy kościelnej.

„Niektórzy mówią, że czas jest niedobry dla Kościoła. Że wiara i Kościół są z wielu stron atakowane. Co by napisał Pan Jerzy? – pytał bp Grzegorz Ryś w kazaniu podczas mszy za Annę i Jerzego Turowiczów w styczniu 2012 r. – Zapytałby zapewne, dlaczego katolicy w Polsce nie mają być traktowani jak dorośli ludzie. I napisałby coś więcej, bo tak pisał 50 lat temu, kiedy zaczynał się Sobór i kiedy w komunistycznej Polsce było rzeczywiście ciężko: że jeśli Kościół znalazł się w sytuacji, która mu nie sprzyja, to tym bardziej musi być radykalny, tym bardziej musi żyć Ewangelią i tym dokładniej musi robić rachunek sumienia”.

Jest taki tekst Pana Jerzego, który obecny metropolita łódzki uczynił wówczas sednem swoich rozważań: „Źródłem postawy otwartej w Kościele nie jest poczucie zagrożenia Kościoła, lecz poczucie zagrożenia świata. Zagrożenia przez rosnącą niewiarę, dechrystianizację”... „To niesamowite stwierdzenie – komentował bp Ryś. – Kiedy w świecie rośnie niewiara, dechrystianizacja, to zagrożony jest świat, nie Kościół – w tej obserwacji zawiera się rzeczywiste rozumienie tego, po co Kościół jest. Bo Kościół nie ma się bać świata, on ma się bać o świat. I nie ma się bać człowieka, ale o człowieka – tym bardziej ma się o niego bać, kiedy ten człowiek jest zdechrystianizowany. W ostateczności przecież wszystkie problemy świata i człowieka są pochodną kryzysu duchowego – rodzą się (najgłębiej rzecz ujmując) na poziomie ducha. A kto – jeśli nie Kościół – ma zejść z człowiekiem i światem na ten właśnie poziom, z odpowiednim do niego lekarstwem?!”. Słowa te padły ponad rok przed wyborem kard. Jorgego Bergoglia na papieża i półtora roku przed wywiadem, w którym Franciszek mówił o Kościele jako szpitalu polowym...

Kiedy Jerzy Turowicz umierał, można było myśleć, że za lata swojej pracy dla Kościoła nie otrzymał należnej mu nagrody na ziemi (co do nagrody w niebie, mówił kiedyś w wywiadzie dla KAI, że jego biletem do raju jest to, że starał się służyć bliźnim, służyć ludziom, służyć Kościołowi i służyć Panu Bogu, tak jak umiał, a bezpośrednio – że biletem tym jest... „Tygodnik Powszechny”). W posłowiu do jego „Pism wybranych” Krzysztof Kozłowski, odpowiadając na pytanie, czy jego przyjaciel i szef mógł mieć poczucie porażki albo goryczy, mówił jednak, że problem nie polegał na niechęci ze strony części hierarchii i prawicowych publicystów po liście Jana Pawła II. „Wydaje mi się, że miewał momenty, kiedy zadawał sobie pytanie, czy całe jego życie, praca miały jakiś sens”. Chodziło jednak o kwestie bardziej fundamentalne, np. czy świat stanie się choć odrobinę „bardziej ludzki”, o co nierzadko upominał się w swojej publicystyce.

Na pytanie, czy świat stał się „bardziej ludzki”, każdy z nas odpowiada pewnie po swojemu. Podczas swoich 85. urodzin Jerzy Turowicz mówił, że największy dar, jaki człowiek może dostać na ziemi, już otrzymał. Był to dar miłości i przyjaźni. ©℗

ANDRZEJ HEIDRICH, autor portretu Jerzego Turowicza ilustrującego ten artykuł, to jeden z najwybitniejszych polskich grafików. Zaprojektował wszystkie polskie banknoty używane od lat 70. Portret jest częścią jego plakatu na 70-lecie „Tygodnika”, który ukazał się w pierwszym numerze „­Kanonu”, zawierającego najlepsze teksty z historii „TP”.


CZYTAJ TAKŻE:

List Jana Pawła II do Jerzego Turowicza  z okazji 50 lecia „Tygodnika Powszechnego” >>>

Edytorial ks. Adama Bonieckiego: Śmiem twierdzić, że w redakcji na Wiślnej jest nie tylko piękny portret Turowicza, ale też jest jego duch >>>

Kalendarium życia i twórczości Jerzego Turowicza >>>

Ks. Adam Boniecki o stosunkach „Tygodnika Powszechnego” z prymasem Wyszyńskim >>>

Ks. Adam Boniecki o „Tygodniku” i Jerzym Turowiczu >>>

Galeria zdjęć

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych: „Kanon - Sztuka rozmowy", „Kanon - Rozmowy na temat” oraz „Do Betlejem!”. Publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

wygląda to już nieco banalniej, a "młodsze pokolenie, które nie bardzo się orientuje o co chodzi", mogłoby powiedzieć, że red. hamletyzuje.

...to odtajnienie kłamstwa nie jest dostępne dla wszystkich ??? Za prawdę trzeba zapłacić ?

Wystarczy zalogować się przez FB i można czytać. Pozdrawiam

Przecież ten artykuł dokumentuje piękną przyjaźń dwóch wielkich rodaków, która dla młodego pokolenia, dla starego zresztą też, może być wzorem. I nie jest to "szorstka" przyjaźń, którą znamy skądinąd, ale relacja pełna wzajemnego zaufania i troski o Kościół i ojczyznę. Jednym słowem deficytowy towar w dzisiejszym świecie. Dlatego przykro mi czytać w komentarzu, jak niefrasobliwie kwituje Pani/Pan ten temat. Przy okazji Autorowi bardzo dziękuję za artykuł. A Szanownego Komentatora pozdrawiam.

Bo kto by powiedzial ze redaktor mial obowiazek dzielenia sie z nami swoja prywatna korespondencja /nawet jezeli pochodzila od Papieza/. Ja bym sobie chowal do szuflady i powiedzmy po okresie 20 lat wdal ksiazke pt Papiez i ja w korespondencji z wlasnymi komentarzami.Kto z nas czytelnikow wznioslby sie az tak na wyzyny aby drukowac swoje prywatne listy? Jednakze po pewnym okresie stalo sie to juz zwyczajem,wiec "nalezalo" drukowac kazdy nastepny list .Az dziw bierze jak dalece KOMUNA siedziala nam w korespondencjach ze zanim wydrukowano Tygodnik list ten ujrzal juuz swiatlo dzienne w ich czasopismach/prywatny list!/ Ja bym go im na zlosc NIGDY nie wydrukowal.bo to jest moja korespondencja, a to ze dotyczyla w duzej mierze samego Tygodnika to tez bylaby tylko i wylacznie moja sprawa.

od czasu kiedy Dziwisz wziął się za upublicznianie prywatnych Wojtyłowych zapisków, i to wyraźnie wbrew woli autora - publikuje się wszystko i nawet więcej

[----------]

kochany nasz administrator czyli wewnetrzny korektor czasopisma po pewnych komentarzach pozostawia tylko same kreski "-------" bo od razu wiadomo ze ktos do tej zupy dodal albo za dozo pieprzu albo soli i tak bylo chyba w przyp."eva200" . Domyslac sie nalezy tylko ze ta Osoba nie zdazyla jeszcze zejsc z drzewa i nauczyc sie wyprostowanej postawy ludzkiej poruszania miedzy swoimi. Aut.

Myślę, że Szanownemu Panu porządki się mieszają i fantazjuje. Redakcja jak usuwa teksty, to usuwa. A że nie usuwa pochopnie czy z powodu pieprzu i soli świadczy choćby to, że Pańskie jawnie antysemickie wypociny wciąż wiszą na forum.

aluzje Szanownego Pana do niewyprostowanej postawy naszych protoplastów są równie niesmaczne jak przepieprzenie czy przesolenie zupy :)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]