Przyśpieszacze

Paweł Apostoł w Liście do Tesaloniczan pisze: „Nie chcemy, bracia, byście nie wiedzieli o losie tych, którzy umierają. Nie smućcie się zatem jak inni, którzy nie mają nadziei”.
Czyta się kilka minut

Paweł mówi tak, jak wierzy: Chrystus zmartwychwstał, a to znaczy, że nigdy nie przestał żyć i działać, obecnie również. Skoro Jezus jest z nami, możemy czuć się bezpiecznie, gdyż nie ma takiej siły, która byłaby zdolna wyrwać nas z Jego rąk. Taką siłą nie jest również śmierć. Skoro nie zapanowała nad Jezusem, to i względem nas pozostaje bezsilna. Jezus przeżył śmierć, to i my ją przeżyjemy. Jesteśmy nieśmiertelni jednak nie dlatego, że mamy nieśmiertelną duszę, ale dlatego, że jesteśmy dziećmi Boga. To On, Ojciec, zabezpiecza nasze życie.

W podobny sposób, w jaki postrzegamy nasze istnienie, możemy też popatrzeć na wszystko istniejące poza nami. Chodzi o tzw. koniec świata. Tak zwany, jako że Bóg obiecuje nam, iż po tej ziemi, która jest przecież śmiertelna, a datę jej zejścia już obliczono, nastąpi ziemia nowa, można powiedzieć, zmartwychwstała. Trudno bowiem przyjąć, że Wszechświat, Boże dzieło Bożej miłości, miałby zostać unicestwiony. Czemu miałby taki kataklizm służyć? Jezus przecież zbawia wszystko, czyli ocala. Dlatego wierzymy, że w czas nie śmierć nas niesie, ale życie. Dlatego nie boimy się przyszłości. Próbujemy nawet poganiać czas.

Przed rokiem na świecie żyło 2,2 mld chrześcijan. Ci wszyscy wierzący każdego dnia proszą Boga: „Przyjdź królestwo Twoje”, a to znaczy, że proszą o przyspieszenie właśnie końca świata. Dlaczego więc niejeden chrześcijanin, na samą myśl o owym końcu, o apokalipsie, wpada jeśli nie w panikę, to w większe lub mniejsze zakłopotanie?

Widocznie boimy się stanąć przed Bogiem twarzą w twarz, gdyż nie wiemy, czym się takie spotkanie skończy. Sądzimy, że chyba nie najlepiej, każdy przecież ma swoje za paznokciami. A tymczasem Jan Ewangelista mówi: „my (...) uwierzyliśmy miłości, którą Bóg ma względem nas. Bóg jest miłością i kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg przebywa w nim”. Skąd zatem w nas ten strach, te obawy? Dzieje się tak, gdyż horyzont życia, przede wszystkim naszych marzeń, zawęziliśmy do doczesności. Uważamy, że bez nieba, a tym bardziej piekła, możemy się obyć. Bóg zaś jest nam potrzebny tylko dorywczo, jako cudowny lek na niepowodzenia. Tyle tylko że jak mówi Karol Rahner, takiego Boga, który będzie nam kołysał dzieci, żeby nie płakały, po prostu nie ma. Dlatego warto posłuchać Jana Apostoła: „Tak wydoskonaliła się w nas miłość, że z pełną ufnością oczekujemy dnia sądu, ponieważ na tym świecie jesteśmy podobni do Niego. Tam, gdzie jest miłość, nie ma lęku, lecz doskonała miłość odrzuca lęk, ponieważ lęk wiąże się z karą. Kto natomiast się lęka, nie osiągnie doskonałej miłości. My miłujemy, ponieważ On pierwszy nas umiłował”.

Dlatego na pytanie o miłość do Boga, ale i do ludzi, odpowiadajmy jak Piotr Apostoł: „Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Ty wiesz, bo ja... wiem tylko, że kopcę, nie świecę. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 46/2017