„Przesilenie zimowe” bije na głowę większość filmów świątecznych swoim szorstkim ciepłem i mądrością

Wszyscy wyjeżdżają na gwiazdkowo-noworoczne ferie, a ty zostajesz w internacie, mając za towarzystwo zdziwaczałego nauczyciela i burkliwą kucharkę. Komediodramat Alexandra Payne’a, mistrza słodko-gorzkich historii, jest niczym ulubiony sweter – dawno niemodny, trochę gryzący, ale skutecznie grzeje.
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Dominic Sessa, Paul Giamatti i Da’Vine Joy Randolph w filmie „Przesilenie zimowe”, reż. Alexander Payne, 2023 r. // Fot. Seacia Pavao / Materiały prasowe Focus Features
Dominic Sessa, Paul Giamatti i Da’Vine Joy Randolph w filmie „Przesilenie zimowe”, reż. Alexander Payne, 2023 r. // Fot. Seacia Pavao / Materiały prasowe Focus Features

W okolicach Gwiazdki zwykle nadrabiamy zaległości albo – wchodząc w buty inżyniera Mamonia – przypominamy sobie piosenki, które znamy. W natłoku premier ten akurat tytuł nie zdążył zagościć na „Tygodnikowych” łamach. Czas najwyższy to zmienić, choć „Przesilenie zimowe” nie podpada pod kategorię typowych filmów okołoświątecznych. Za to bije na głowę większość z nich swoim szorstkim ciepłem i mądrością.

Trudno wyobrazić sobie większy koszmar. Kiedy wszyscy wyjeżdżają na gwiazdkowo-noworoczne ferie (do rodziny, na narty, pod palmy), ty zostajesz na dwa tygodnie w niedogrzanym męskim internacie, mając za towarzystwo zdziwaczałego nauczyciela i burkliwą kucharkę. Albowiem tak naprawdę nikt nigdzie na ciebie nie czeka. W taki sposób Alexander Payne, mistrz dobrze wyważonych słodko-gorzkich historii, rozpoczyna opowieść o grupce samotników z rozmaitych „parafii”, skazanych na siebie nawzajem w tym niby najpiękniejszym czasie. Amerykański reżyser i jego scenarzysta David Hemingson, inspirowany ponoć osobistymi doświadczeniami, mają do tak zwanej magii świąt stosunek zdystansowany. A zarazem jak najgłębszy.  

W końcówce 1970 roku, przy naprędce ustawionej choince, spotykają się zatem: Paul (w tej roli wspaniały Paul Giamatti), czyli nielubiany wykładowca historii starożytnej, czarnoskóra Mary (nagrodzona Oscarem Da’Vine Joy Randolph), której syn niedawno zginął w Wietnamie, oraz wyszczekany „banan” Angus (debiut Dominica Sessy). Jest też parę innych biednych bogatych dzieciaków, bo rzecz dzieje się w elitarnej placówce, ale to właśnie tamta przypadkowa trójka w wyjątkowych okolicznościach stworzy coś na kształt prowizorycznej rodziny. Czyli z oporami budowaną, zrazu niedoskonałą, lecz z czasem autentyczną bliskość. I dyskretną obietnicę nowego otwarcia. Nie będzie podczas tych świąt wesołych swetrów z reniferami ani dzisiejszego amoku konsumpcji, będą za to dziwne prezenty od serca i fachowa dekonstrukcja Świętego Mikołaja; będzie przyjęcie świąteczne zamienione w ciąg małych katastrof i zmieniająca wszystko wycieczka do miasta. To jednak nie zawadiackie perypetie czy sarkastyczny humor przesądzają o wyjątkowości „Przesilenia”.

Payne, dobrze znany z „Bezdroży”, „Schmidta” czy „Nebraski”, lubi opowiadać o ludziach jakoś wykolejonych z głównego nurtu. Raczej nie na własne życzenie, jako że w tym świecie o wielu rzeczach decyduje pochodzenie i społeczny przywilej. Wie coś o tym w zasadzie każdy z bohaterów najnowszego tytułu, nawet bowiem ci, którzy wydają się urodzeni w czepku, zdążyli oberwać z innej strony. Stąd ten doskonale wypieczony filmowy piernik smakuje chwilami raczej imbirem aniżeli miodem. A twórcy i odtwórcy potrafią dokładać do wspólnego pieca bardzo subtelnie, z każdą kolejną sceną pogłębiając i cieniując sylwetki bohaterów tudzież to, co powoli między nimi się wykluwa. Postać Paula zaś, niechlujnego zgreda w szarej budrysówce, katującego uczniów łacińskimi sentencjami, wyciśnie z oka niejedną łzę, i to bez ogranych chwytów.

Dostajemy film w gruncie rzeczy bardzo tradycyjny, w wielu tego słowa znaczeniach. Już jego czołówka nawiązuje do estetyki wczesnych lat 70., a paleta barw, nie licząc migoczących światełek i śnieżnych otulin, jest celowo przygaszona i ziarnista – niczym na taśmie filmowej z tamtych lat. Jednakże stylizacja nie służy tu wyłącznie nostalgii. Staromodny z pozoru komediodramat Payne’a nie wstydzi się poszukiwać zagubionego sensu – w nieoczywistej wspólnocie, w szeroko rozumianej rodzinie, w rozumnej edukacji, a nawet w samym celebrowaniu świąt.

Sięgając po dawną estetykę, sugeruje równocześnie, dlaczego mimo wszystko nie powstał kiedyś taki film, w epoce rewolucji obyczajowych i politycznych. Zamiast krytycznego manifestu sięga po drobne gesty, sugestie, szczególiki, żeby powiedzieć, iż pod wieloma względami niewiele przez te lata pozmieniało się między ludźmi.

PRZESILENIE ZIMOWE (The Holdovers) – reż. Alexander Payne. Prod. USA 2023. Sky Showtime, Prime Video, Premiery Canal+, Rakuten TV, Prime Video, Apple TV 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”