Prokuratura: instytucje nie zawiniły przy tragedii Kamilka. Ekspertka: „To fatalny sygnał”

Śledczy z Gdańska uznali, że zaniedbania służb nie przyczyniły się do śmierci zakatowanego przez ojczyma ośmiolatka. Protestuje rzeczniczka praw dziecka, a sprawie przyjrzeć ma się ponownie Prokuratura Krajowa.
Czyta się kilka minut
Konferencja prasowa w zwiazku z umorzeniem sledztwa ws. nadzoru rodziny 8-letniego Kamilka z Czestochowy
Rzeczniczka Praw Dziecka podczas konferencji prasowej w związku z umorzeniem śledztwa ws. nadzoru rodziny 8-letniego Kamilka z Częstochowy, Warszawa, 16 stycznia 2025 r. // fot. RPD / East News

Poniedziałek, 8 maja 2023 roku, Katowice. Lekarze z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka po trzydziestu pięciu dniach starań przegrywają walkę o życie ośmioletniego Kamilka – dziecka z niepełnosprawnościami mieszkającego wcześniej wraz z biologiczną matką i ojczymem w Częstochowie. Gdy w kwietniu trafił na oddział, był wychudzony, miał złamania rąk i nóg, ślady po przypaleniach papierosami, nadpalone włosy. Ojczym się nad nim znęcał, bił, polewał wrzątkiem, sadzał na węglowym piecu. Matka nie reagowała, a dramat skończył się dopiero wtedy, gdy chłopca w fatalnej kondycji zastał ojciec biologiczny, który zaalarmował służby. „Lekarze mówili mi, że nie widzieli dziecka w tak złym stanie” – powie Wirtualnej Polsce pan Artur.

Śledztwo w sprawie śmierci dziecka

Co wiadomo po 20 miesiącach od tej tragedii? Ojczym dziecka i biologiczna matka czekają w areszcie na sądowy proces. Tymczasem w poniedziałek 13 stycznia Prokuratura Regionalna w Gdańsku poinformowała o umorzeniu śledztwa w sprawie podejrzenia o niedopełnienie obowiązków przez urzędy i instytucje zaangażowane przed majem 2023 r. w historię rodziny Kamilka. Śledczy przyznali, że miały miejsce zaniedbania, np. że nie realizowano należycie procedury Niebieskiej Karty, w efekcie czego przemoc wobec chłopca i jego brata nasilała się. Dlaczego wobec tego nie postawiono nikomu zarzutów? 

„Podstawą umorzenia śledztwa jest ustalenie, że zachowania i zaniechania wyżej wskazanych grup osób [chodzi o sędziów, pracowników pomocy społecznej, lekarzy, nauczycieli – red.] nie wyczerpują znamion przestępstwa przewidującego odpowiedzialność karną wobec funkcjonariuszy publicznych, którzy przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków działają na szkodę interesu publicznego lub prywatnego” – uzasadniał rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Gdańsku Mariusz Marciniak (cytat za Onetem).

Czego nie dostrzega prokuratura?

Wobec tej decyzji zaprotestowała rzeczniczka praw dziecka i przedstawiciele organizacji pozarządowych. 

„Chodził do szkoły z podbitym okiem, miał złamaną rękę. Wielokrotnie uciekał z domu. 7-letnie dziecko było znajdowane na ulicy w krótkich spodenkach w listopadzie, prosiło o pomoc” – mówiła Monika Horna-Cieślak. Z jej protestem utożsamia się w pełni Jolanta Zmarzlik, psycholożka i ekspertka Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę w zakresie przeciwdziałania przemocy w rodzinie.

– To była sprawa naszpikowana tzw. czerwonymi flagami, czyli okolicznościami, które powinny były wzmóc czujność służb – mówi „Tygodnikowi” Zmarzlik. – Wraz z Anną Krawczak, też ekspertką Fundacji, opracowywałyśmy arkusz oceny ryzyka poważnego zagrożenia życia i zdrowia dziecka. Najważniejsze punkty tego arkusza, będące „czerwonymi flagami”, to m.in. funkcjonowanie dziecka w zrekonstruowanej rodzinie z wychowującym je ojczymem, niepełnosprawność dziecka, wcześniejsze problemy z prawem członków rodziny, historia interwencji służb w mieszkaniu, a także pozostawanie pod okiem pomocy społecznej i sądowych kuratorów. Tak się składa, że historia rodziny Kamilka zawierała wszystkie te „czerwone flagi", z których każda pojedynczo nie musi oznaczać niczego złego, ale wszystkie razem powinny skłonić służby do natychmiastowej reakcji.

Skłoniły np. do przydzielenia rodzinie kurateli sądowej, jednak nie do odebrania matce i ojczymowi praw do opieki nad dzieckiem. – Były ku temu ewidentne przesłanki, choćby widoczne na szkolnych zdjęciach, a udostępnione w mediach fotografie, na których widać chłopca z przeciętą wargą i podbitym okiem – przypomina Jolanta Zmarzlik. – Matka tłumaczyła jednak, że dziecko się przewróciło, i nie zabierała nawet dziecka do lekarza.

Eksperci o konsekwencjach decyzji prokuratury

Według ekspertów decyzja gdańskiej prokuratury to fatalny prognostyk. – To sygnał typu: „Hura, system się obronił. Tylko dziecko nie żyje” – streszcza ekspertka FDDS. – Już i tak wśród wielu sędziów, prokuratorów i pracowników socjalnych w Polsce pokutuje przekonanie, że nie można zbyt szybko odbierać praw rodzicielskich, bo można skrzywdzić rodziców. Dziecko jest w naszej mentalności na szarym końcu listy troski – otrzeźwieniem jest dopiero śmierć taka jak ta w Częstochowie. Decyzja gdańskich śledczych przyczyni się zapewne do odsuwania od siebie odpowiedzialności za dzieci przez urzędników.  

O wyjaśnienia dotyczące umorzenia zwróciła się do gdańskiej prokuratury wiceministra sprawiedliwości Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, a Prokuratura Krajowa zapowiedziała ponowne przeanalizowanie sprawy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”