Krótka historia o państwie, które zadziałało jak rzadko, ale gdy opadł medialny kurz, zaczęło działać jak zwykle, brzmi tak.
Trzy lata temu do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka trafił ośmioletni chłopiec. Poparzony, bo ojczym oblewał go wrzątkiem i sadzał na piecu. Jego losem przejęli się liczni dziennikarze, a w ślad za nimi cała Polska. Chłopcu Polska kibicowała dokładnie trzydzieści pięć dni, gdyż po tylu dniach zmarł.
Ruszyła fala słusznego oburzenia: chłopiec był przecież miesiącami katowany, ocierając się o rozmaite służby – od szkoły, przez ochronę zdrowia, aż po pomoc społeczną. Historia Kamilka zapełniała więc szpalty gazet, nagłówki portali. Grzmieli politycy, a eksperci od ochrony praw dzieci pytali: „Co jeszcze musi się stać, by polskie państwo uznało temat za ważny?”.
Zmiany po uchwaleniu Lex Kamilek
Nieco ponad dwa lata temu polskie państwo, o dziwo, uznało temat za ważny. Uchwalono ustawę lex Kamilek, która stanęła na dwóch fundamentach. Pierwszy to standardy ochrony małoletnich w każdej instytucji mającej styczność z dziećmi.
Drugi to powołanie – na wzór brytyjski – specjalnego zespołu mającego analizować drastyczne przypadki przemocy wobec dzieci.
Taki zespół – zamarzyli sobie eksperci od ich ochrony – śledziłby poszczególne przypadki śmierci, a potem wydawał wytyczne. „Halo – krzyczałby zespół – dziewczynka A z miasta B zginęła, bo lekarz nie zgłosił siniaków do MOPS, a chłopiec X z miejscowości Y, bo pomoc społeczna nie ma żadnego asystenta rodziny”.
Na tej podstawie – marzyli dalej eksperci, a potem ustawodawcy – poszczególne ministerstwa zmieniałyby prawo, tak jak konstruktorzy samolotów zmieniają ich konstrukcję po strasznym wypadku.
Zespół ds. analizy zdarzeń: co nie zadziałało
Rok temu „cud działającego państwa” trwał w najlepsze. Wymóg standardów ochrony, choć czasami krytykowany, już działał, a świeżo powstały zespół ds. analizy zdarzeń (pod wodzą dr. Grzegorza Wrony, cenionego adwokata i eksperta ds. ochrony dzieci) ogłosił swój pierwszy raport.
Kilka dni temu dr Wrona udzielił wywiadu Wirtualnej Polsce. I właśnie on, powołany przez polskie państwo do kierowania zespołem, wyznał, co o działaniu tego państwa myśli. Powiedział m.in., że nie mamy sprawozdania z realizacji procedury Niebieskich Kart za rok… 2024, więc on – jako osoba prywatna – takie statystyki sam sobie zbierał (znana działaczka na rzecz dzieci Anna Krawczak porównała to do sytuacji, w której szef MON nie wie, ile Polska ma czołgów). Powiedział, że rekomendacje zespołu trafiają w zasadzie w próżnię. Powiedział, że momentami jest bezradny.
Czas mija, a takich chłopców jak Kamilek, zakatowanych przez dorosłych w domach, jest w Polsce rocznie… No właśnie, nawet tego nie wiemy, bo polskie państwo, jak donosi dr Wrona, nadal nie dorobiło się sprawnej metody zbierania w tej mierze statystyk.
Co więc jeszcze musi się stać, by polskie państwo…
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















