Część Ślązaków i Ślązaczek, która życzy sobie uznania śląszczyzny za język regionalny (nawet na Śląsku nie ma tu konsensusu), będzie musiała poczekać około 500 dni. Wówczas parlament raz jeszcze przyjmie nowelizację, a kolejny prezydent najpewniej ją poprze. Obaj główni kandydaci na ten urząd w nadchodzących wyborach – Szymon Hołownia i Rafał Trzaskowski – publicznie deklarują, że godkę uznają.
Wiele wskazywało na to, że Andrzej Duda ustawę zawetuje, a liczne serwisy miały już gotowe materiały na ten temat. Pewną nadzieję dawało zaangażowanie w przekonywanie prezydenta wielu osób, również z jego środowiska. Szczepan Twardoch wystosował list otwarty, pod którym zebrał podpisy wielu rozpoznawalnych osób: od Olgi Tokarczuk przez profesora Ryszarda Koziołka po Roberta Makłowicza. Wśród sygnatariuszy było również kilkunastu językoznawców, m.in. przewodnicząca Rady Języka Polskiego profesor Katarzyna Kłosińska – wydawałoby się, że zajmując afirmatywne stanowisko wytrącili oni z rąk argumenty filologiczne, ale nic bardziej mylnego.
Andrzej Duda w argumentacji weta podał, że wśród językoznawców „przeważa stanowisko, że gwary śląskie są gwarami języka polskiego, a dialekt śląski, na który się one składają, jest takim samym dialektem języka polskiego, jak np. dialekt małopolski, wielkopolski i mazowiecki”. Otóż nie. Dialekty mazowiecki czy małopolski nie mają wielotomowych słowników, skodyfikowanej ortografii czy literatury nań przekładanej, a pół miliona ludzi nie podaje w spisie powszechnym dialektu wielkopolskiego jako języka kontaktów domowych.
Największe zdziwienie na liście sygnatariuszy wywołała jednak obecność krakowskiego konserwatywnego intelektualisty i historyka, profesora Andrzeja Nowaka. Nowak udzielił następnie kilku wywiadów różnym mediom – również tym, które twierdziły, że za uznaniem języka pójdą postulaty separatystyczne – i od swoich poglądów się nie odżegnał. Np. w rozmowie z „Rzeczpospolitą” mówił: „Polska powinna okazać siłę, a nie występować jako słaba, wystraszona wspólnota, która boi się kilku tysięcy osób, które chcą mówić w swoim języku regionalnym”.
Najbardziej kuriozalny fragment w argumentacji Kancelarii Prezydenta brzmi jednak następująco: „Niedające się wykluczyć działania hybrydowe, jakie mogą być podjęte w stosunku do Rzeczypospolitej Polskiej, związane z prowadzoną wojną za wschodnią granicą, nakazują szczególną dbałość o zachowanie tożsamości narodowej. Ochronie zachowania tożsamości narodowej służy w szczególności pielęgnowanie języka ojczystego”.
Ruch Autonomii Śląska odpowiedział: „Zagrożenie zewnętrzne nie ma być zatem impulsem do poszanowania śląskiej tożsamości, co związałoby Ślązaków silniej z państwem polskim, lecz pretekstem do kulturowej uniformizacji”. I dodał: „Przyszłoroczne wybory prezydenckie będą zatem na Górnym Śląsku plebiscytem – za lub przeciw naszej tożsamości”.
Osobiście nie zgadzam się z tą ostatnią tezą, gdyż osoby śląskojęzyczne na Śląsku stanowią mniejszość, a nawet dla nich wiele kwestii jest na ogół istotniejszych niż poszanowanie języka. Ale tak, jakiś wpływ na wynik wyborczy w regionie to weto mieć będzie.
Niektórzy podpowiadają jeszcze inne scenariusze. Np. w moim opublikowanym w marcu na łamach „TP” artykule o godce posłanka KO Monika Rosa mówiła, co stanie się w razie prezydenckiego weta:
– Wówczas będziemy szukać więcej głosów, żeby odrzucić weto.
– Skąd je weźmiecie?
– Jako że idą wybory samorządowe, PiS może nie wprowadzić dyscypliny i część posłów PiS poparłaby nasz projekt. Na prawicy też są zwolennicy godki – tłumaczy Rosa.
Jest to możliwe, choć mało prawdopodobne. Niemniej najbliższe kilka lat i tak będzie należeć do Ślązaków. Weto da więcej czasu na certyfikację nauczycieli, przygotowanie podręczników czy podstawy programowej. Obecny ferment wokół godki to nie efekt przypadku, a dekad pracy. Teraz, zamiast zebrać już dojrzały owoc, będziemy czekać, aż sam spadnie z drzewa.
Plusy widzi też Szczepan Twardoch, który pisze po wecie: „Mam nadzieję, że po wyborach prezydenckich powrócimy z projektem już nie tylko nadania językowi śląskiemu statusu języka regionalnego, a raczej od razu ze statusem mniejszości etnicznej, co mogłoby się nie wydarzyć, gdyby prezydent Duda aktualną ustawę podpisał”.
Tymczasem póki co większą odpowiedzialność mogą wziąć na siebie samorządy. Katowicki intelektualista Marcin Musiał pisze: „Przez najbliższy rok trzeba liczyć na samorządy. W ostatnich tygodniach mieliśmy prawdziwy festiwal deklaracji, jak bardzo ludzie samorządu kochają język śląski – wymagajmy od nich teraz konkretów!”.
Prezydent życzy sobie państwa kulturowo, etnicznie i językowo zglajchszaltowanego. Nie rozumie, że różnorodność Polsce pomoże, a nie zaszkodzi. A jeśli polskość miałaby się zawalić pod ciężarem kilkunastu tysięcy dzieci, które uczyłyby się w szkołach godki, to ile taka polskość według prezydenta jest warta i dlaczego ceni ją tak nisko?
Prezydent nie poparł wizji republiki otwartej, humanistycznej i humanitarnej, która pochyla się nad słabszymi. Dziś nie pochylił się nad prawami Ślązaków, jutro nie według podobnej logiki może nie pochylić się nad innymi mniejszościami.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















